Czy warto wybaczać w związku

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Zdarza się, że bliska osoba zrobi coś, co sprawi, że poczujemy się na tyle zranieni, by zadać sobie pytanie: "czy można to wybaczyć?"

Bez porzucenia poczucia krzywdy i własnego wizerunku „osoby zranionej” nie ma mowy o prawdziwym wybaczeniu
Bez porzucenia poczucia krzywdy i własnego wizerunku „osoby zranionej” nie ma mowy o prawdziwym wybaczeniu

Wybaczenie to wielka wartość - nawet nie wyznając żadnej religii, mamy zwykle świadomość, że odpuszczanie innym win jest warunkiem harmonii, pokojowego współistnienia. Pielęgnowanie poczucia krzywdy, połączone z pragnieniem "odegrania się" na kimś, kto nam tę krzywdę wyrządził - rodzi tylko frustrację. Przebaczenie natomiast umożliwia powrót do czystych relacji, bez zadawnionych uraz czy niewyrażonych pretensji.

Co to jednak naprawdę znaczy "wybaczyć"? Czy można przebaczać na zawołanie? Czy sam fakt powiedzenia "wybaczam ci" oznacza faktyczne odpuszczenie win?

 

Przymus wybaczania

W naszej kulturze to szczególnie kobieta ma umieć przebaczać. Od małego uczy się ją łagodności, wyrozumiałości, nieokazywania gniewu. Skłóceni chłopcy mogą się pobić, w ten sposób rozładować napięcie i wyzwolić emocje (po bójce zwykle znów są najlepszymi kumplami). Dziewczynki natomiast nie powinny się gniewać, przeciwnie - przeproszone (mniej lub bardziej szczerze), mają natychmiast podać rękę na zgodę i nie chować urazy. To ostatnie jest praktycznie niemożliwe - trudno nie chować urazy, jeśli nie dostało się nawet prawa do przyznania: "jestem zła, smutna, wściekła", a co dopiero do wyrażenia tych emocji. Kneblujemy sobie usta słowami "nie gniewam się", tymczasem pod przykrywką wielkoduszności kipi pełen kocioł niewyrażonych pretensji.

W dorosłym życiu często postępujemy według tego samego schematu. Partner nas zdradził, okazał skruchę, przyrzekł poprawę? Wielkodusznie mówimy "wybaczam". Uważamy, że tak trzeba - skoro decydujemy się dalej z nim być, skoro zależy nam na związku - nie możemy przecież postąpić inaczej! Zazwyczaj więc odpuszczamy winy, zanim jeszcze zdołamy się zorientować, czy faktycznie wybaczyłyśmy, co wybaczyłyśmy i jakie będą dla nas (i naszego związku) konsekwencje tej deklaracji.

 

Mściwe miłosierdzie

Pochopne, nieszczere czy wymuszone przebaczenie może przynieść zarówno nam, jak i partnerowi więcej szkody, niż pożytku. Jeśli ogłosimy odpuszczenie win, w rzeczywistości wcale nie będąc do przebaczenia gotowi - możemy nadal mieć poczucie krzywdy. W rezultacie zaczynamy podświadomie karać drugą osobę. Często zdarza się, że przebaczający, z racji swojej wyimaginowanej wyższości moralnej (bo przecież to nie on zdradził lub oszukał, wręcz przeciwnie - stać go było nawet na gest miłosierdzia!), uzurpuje sobie większe prawa i lepszą pozycję w związku. Np. zdradzona żona, która "wybaczyła" mężowi, może uznać, że - prawem "skrzywdzonego" - wolno jej więcej. Daje więc sobie przyzwolenie na pomiatanie partnerem, okazywanie mu pogardy, wybuchy gniewu, obraźliwe uwagi etc. Gdy druga osoba próbuje odzyskać utraconą pozycję w związku, powrócić do stanu partnerskiej równowagi - otrzymuje mniej lub bardziej zawoalowaną informację: "Ciesz się, że w ogóle z tobą jestem, chociaż na to nie zasługujesz". Jednym słowem - "Wybaczono ci, więc siedź cicho i bądź wdzięczny". Taka postawa z prawdziwym wybaczeniem ma niewiele wspólnego. Więcej - z dokuczliwą, rozłożoną w czasie, powolną i często "dożywotnią" zemstą.

Dlatego z deklarowaniem wybaczenia nie trzeba się spieszyć. Gdy czujemy się zdradzeni, oszukani, wykorzystani - mówienie "wybaczam" jest zwyczajnym kłamstwem. Aby przebaczyć, zwykle potrzebujemy czasu. Najpierw musimy wyrazić gniew i żal, uporać się z niechęcią lub obrzydzeniem, zaakceptować przeprosiny i uwierzyć w ich szczerość, przynajmniej częściowo odbudować nadszarpnięte zaufanie. Jeśli mimo poczucia krzywdy zależy nam na ocaleniu związku - dajmy sobie ten czas. Nie ma potrzeby od razu używać wielkich słów i odgrywać szlachetnych scen. Czasem lepiej szczerze powiedzieć: "nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć, na razie mam z tym kłopot. Ale dajmy sobie szansę, spróbujmy".

 

Spirala "ostatnich razów"

Jeśli nie damy sobie czasu na to, by w pełni dojrzeć do przebaczenia, możemy popełnić rozmaite błędy. Jednym z nich jest przebaczenie warunkowe. Jesteśmy gotowi odpuścić winy, jeśli partner obieca, że sytuacja nigdy się nie powtórzy. Raz zranieni, nie chcemy być zranieni powtórnie - to naturalne. Jednak uzależnianie przebaczenia od obietnicy poprawy więcej ma wspólnego z szantażem, niż z faktycznym odpuszczeniem win. Komunikujemy w ten sposób partnerowi: "wybaczam ci, ale to przebaczenie może zostać cofnięte". Jednocześnie mało kogo stać na powiedzenie "jeśli jeszcze raz mnie zawiedziesz - odejdę" i konsekwentne spełnienie groźby. Stawiamy drugą osobę w pozycji dziecka, straszonego: "jeśli nie będziesz grzeczny, mamusia przestanie cię kochać". Partner, potraktowany jak dziecko, automatycznie tak właśnie zaczyna się zachowywać.

Dzieci instynktownie badają granice - naruszają zawarte umowy,  żeby sprawdzić, na ile mogą sobie pozwolić i czy faktycznie są bezwarunkowo kochane. Tak samo może zacząć postępować osoba, która  nie jest pewna akceptacji ze strony partnera, żyjąca "z warunkiem". Stąd blisko już do skomplikowanej i tragicznej gry pt. "ile jesteś w stanie mi przebaczyć"? Coraz dotkliwsze i brutalniejsze ranienie partnera służy tu sprawdzeniu, gdzie jest granica, jak mocna jest miłość drugiej osoby i jej zdolność do przebaczania.

Szczególnie skłonne do "przebaczania warunkowego" są osoby żyjące z partnerem uzależnionym - np. od alkoholu, stosowania przemocy lub nieustannego poszukiwania nowych doznań seksualnych. Nawykowe, niczego nie zmieniające "przebaczanie" i przyjmowanie deklaracji "to się już nie powtórzy" bywa stałym elementem relacji współuzależnienia.

 

Szlachetny, skrzywdzony

Osoba bezradna wobec powtarzających się, bolesnych dla niej zachowań partnera, ma zwykle zaniżone poczucie własnej wartości. Pocieszenie i oparcie może znaleźć w pielęgnowaniu poczucia skrzywdzenia, a zarazem - w przeświadczeniu o własnej szlachetności i wyjątkowym statusie osoby cierpiącej. Bywa, że choć w rzeczywistości ma głęboki żal do partnera, oficjalnie deklaruje przebaczenie i jest gotowa - w imię własnego wizerunku "świętej" - znosić kolejne upokorzenia. Cierpienie uszlachetnia, a przebaczając możemy w dodatku poczuć się lepsi od tego, komu wybaczamy. To kolejna pułapka. Dopóki uważamy drugą osobę za swojego kata i krzywdziciela, nie będziemy umieli potraktować jej po ludzku. Pielęgnowanie własnej tożsamości ofiary jest wewnętrznie sprzeczne z możliwością prawdziwego odpuszczenia win drugiemu człowiekowi.

Celem wybaczenia nie jest wzmocnienie poczucia własnej wartości ("wybaczam, bo jestem dobry i szlachetny"), czy utwierdzenie się w przekonaniu, że postępujemy słusznie i moralnie ("wybaczam, bo tak mi nakazuje moja religia"). Jest nim odbudowanie równowagi (w związku lub życiu w ogóle), oczyszczenie relacji, ponowne pogodzenie się ze sobą i światem.

Prawdziwe wybaczenie polega na powiedzeniu - i to przede wszystkim sobie - "nie czuję się już skrzywdzony/ skrzywdzona". Rozumiem i odpuszczam, odpuszczam, bo rozumiem. Nie jestem lepszy od tego, kto wobec mnie zawinił. Jako człowiek podlegam tym samym słabościom, także mogę postąpić wobec kogoś niewłaściwie i chciałbym, by mi wówczas przebaczono. Bez porzucenia poczucia krzywdy i własnego wizerunku "osoby zranionej" - nie ma mowy o prawdziwym wybaczeniu.

 

Wybaczenie - stan umysłu

Fakt, że komuś wybaczamy, nie musi oznaczać automatycznie zgody na zachowanie dotychczasowego status quo. Bita żona może w pełni przebaczyć mężowi i jednocześnie od niego odejść - dla własnego dobra. Można wybaczyć komuś zdradę, a zarazem nie chcieć lub nie umieć dłużej z nim być. Czasem rozstanie bez złości i żalu jest dużo lepszym wyjściem, niż trwanie w związku pełnym niewyrażonych pretensji, stłumionego gniewu i poczucia krzywdy.

Wybaczenie nie jest tożsame z zapomnieniem, "przyklepaniem", powrotem do sytuacji wyjściowej. Jest pewnym stanem ducha, gotowością do porzucenia urazy. Gotowość ta przychodzi z czasem, z doświadczeniem i rozwojem świadomości. Nie można jej nakazać ani sztucznie wywołać. Nie warto mówić "przebaczam" tylko dlatego, że tak wypada, albo takie słowa narzuca nam fałszywie pojmowana religijność. W ogóle nie trzeba nic mówić. Gdy "puścimy" i faktycznie "odpuścimy", słowa nie będą potrzebne - druga osoba nasze wybaczenie na pewno odczuje.

Tematy: zdrada, wybaczenie

Komentarze