Czy Wam także zdarza się nie lubić własnych dzieci?

Ocena: 4.76/5 Głosów: 19
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Wszyscy chcielibyśmy, żeby każdy dzień spędzony z dzieckiem był przepełniony miłością. W praktyce jednak zdarza się, że zapominamy, jak bardzo kochamy nasze pociechy. Czasem dajemy się ponieść chwilowym kryzysom. Bywa, że obwiniamy się o negatywne emocje i odreagowywanie ich na dziecku. A gdybyśmy rozważyli słowa Nicka Luxmoore’a i dopuścili do siebie myśl, że miłość i nienawiść to dwie strony tej samej monety?

Fotolia

Nick Luxmoore – człowiek, dla którego miłość i nienawiść to jedno

To zrozumiałe, że stawianie miłości tuż obok nienawiści wydaje się kontrowersyjne. Warto jednak poświęcić temu uwagę ze względu na osobę, która wypowiada tę tezę. Jej autorem jest Nick Luxmoore – trener, psycholog kliniczny i szkolny, nauczyciel oraz terapeuta wykorzystujący w swojej pracy metodę psychodramy. Ma za sobą ponad 40 lat pracy z młodzieżą oraz specjalistami zaangażowanymi w działania na rzecz młodych. Pracował m.in. jako nauczyciel w szkołach i więzieniach, psycholog na uniwersytecie w Oxfordzie i terapeuta przy młodych uchodźcach i poszukiwaczach azylu. Prowadzi centrum młodzieżowe i teatr dla młodzieży. Jest autorem jedenastu książek.

Jak to możliwe, że człowiek taki jak Nick Luxmoore może zrównywać nienawiść z miłością? Na to pytanie odpowiada sam Luxmoore. Wyjaśnia to bardzo prosto: ponieważ każdy ma prawo do bycia niedoskonałym.

 

Co jest prawdziwym przeciwieństwem miłości?

 

Nie lubimy wpuszczać słowa „nienawiść” do naszego życia. To mocne słowo. Winimy je za powstawanie wojen, zabójstw i okrucieństw. W żadnym wypadku nie określilibyśmy tak żadnego z uczuć, które żywimy do naszych dzieci. Unikamy go jak ognia, myśląc, że to największe zaprzeczenie miłości.

Tymczasem Luxmoore mówi zupełnie coś innego. Według niego prawdziwie przerażającym słowem jest „obojętność” – nie „nienawiść”. To właśnie przez nią zaczynają się kłopoty – gdy stajemy się obojętni w stosunku do innych i gdy przestaje nam na nich zależeć.

 

Nienawiść, czyli owoc troski

 

W myśl teorii Luxmoore’a nienawiść jest dowodem na to, że nie jesteśmy obojętni. Przecież nie marnowalibyśmy energii na nienawiść w stosunku do ludzi, którzy nie znaczyliby dla nas tak wiele i w których nie dostrzegaliśmy cząstki nas samych. Odczuwamy w stosunku do nich tak silne uczucia, ponieważ gdzieś wewnątrz niezmiernie mocno ich kochamy – mimo że akurat w tym momencie czujemy się zranieni i oszukani. Właśnie w takich momentach pojawia się nienawiść – głębokie i prymitywne uczucie, które pomaga nam odzyskać siłę i poczucie kontroli.

Problem pojawia się wtedy, gdy bardzo staramy się kochać nasze dzieci, a one zachowują się źle. W takich momentach przyłapujemy się na chęci zemsty. Uświadamiamy sobie, że celowo jesteśmy złośliwi albo wykorzystujemy władzę rodzicielską w niewłaściwy sposób. Wkrada się w nas poczucie winy i mówimy sami do siebie „To na pewno dlatego, że jestem złym rodzicem. Albo dlatego, że niewystarczająco mocno kocham swoje dziecko. Albo dlatego, że ono nie kocha mnie!”.

 

Gdzie jest miejsce miłości, a gdzie – nienawiści?

 

Teza Luxmoore’a nie sugeruje, że rodzice nie kochają swoich dzieci. Wręcz przeciwnie. Miłość nie jest jednak jedynym uczuciem, które żywią w stosunku do dzieci, tak samo jak nie jest jedynym uczuciem, które dzieci żywią w stosunki do nich. Czasem nienawidzimy, ale nie dlatego, że jesteśmy złymi ludźmi czy rodzicami, lecz dlatego, że jesteśmy zwyczajni. I nie dlatego, że nasze dzieci są niegrzeczne lub niewarte miłości, ale ponieważ każda relacja rodzica z dzieckiem jest mieszanką miłości i nienawiści.

  

Kochamy i nienawidzimy, bo rodzice czasem tak mają

 

Luxmoore w żadnym wypadku nie popiera drobnych okrucieństw wymierzonych w stronę dzieci, które rodzice szybko sobie wybaczają. Wskazuje raczej, że czasem dzieciom trudno jest spełnić nasze oczekiwania. W takich sytuacjach rozczarowanie bywa okropne. Mówimy sobie wtedy: „Dlaczego moje dziecko tak bardzo mnie denerwuje? Nie cierpię tego uczucia! I nienawidzę mojego dziecka za to, że zmusza mnie, by się tak czuć!”.

W tych momentach najbardziej kusi nas, żeby odreagować złość na dziecku i pozbyć się niewygodnej emocji. Ale to właśnie wtedy powinniśmy się zastanowić, czy kiedykolwiek byliśmy idealni. Czy może nie jesteśmy pełni wad i samolubnych, egoistycznych pobudek? Zdolni do okrucieństw, ale i życzliwości; do nienawiści, ale też miłości – jak każdy zwykły człowiek? Zupełnie tak samo, jak nasze dzieci. Nasze kochane, zdolne i wspaniałe dzieci.

 

Komentarze