Koniec zarażania

Ocena: 3.83/5 Głosów: 4
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Najlepszą metodą zapobiegania infekcjom jest dbanie o czystość. Fot. Shutterstock.com
Najlepszą metodą zapobiegania infekcjom jest dbanie o czystość.

- Czy równie groźne jak zamiana szczoteczek do zębów jest ugryzienie przez dziecko jabłka, które je kolega?

- Nie, jest nieporównywalnie mniej ryzykowne, ale oczywiście też lepiej tego unikać.

 

- A co z zarażaniem drogą kropelkowo-powietrzną? Podobno bezpieczna odległość od chorego to w takim przypadku półtora metra?

- Przede wszystkim nie ma jednej drogi "kropelkowo-powietrznej". To częsty błąd, który pewnie wynika z tego, że możemy zarazić się niemal jednocześnie drogą powietrzną i drogą kropelkową. Ale to wciąż są dwie różne drogi, a nie jedna ta sama.

Drogą powietrzną przenoszą się wirusy i bakterie, które są tak lekkie, że swobodnie unoszą się w powietrzu. Przez to są bardzo zaraźliwe. Przykładem jest wirus ospy wietrznej i odry. I tutaj nawet jeśli chory na nią człowiek siedzi w tramwaju 10 metrów ode mnie, to ja, jeśli nie chorowałem na ospę i nie byłem szczepiony, z dużym prawdopodobieństwem się od niego zarażę. Podobnie jest z odrą.

Natomiast przy przenoszeniu drobnoustrojów chorobotwórczych drogą kropelkową bierze udział para wodna, więc, żeby kogoś zarazić, trzeba kichnąć lub kaszlnąć w jego kierunku. Tutaj rzeczywiście mówi się o bezpiecznej półtorametrowej odległości od chorego, ale to tylko teoria, bo kichając wyrzucamy z siebie powietrze z prędkością 100 km/h i  wiadomo, że jeśli znajdą się w nim jakieś bardzo małe cząstki, polecą dalej niż te półtora metra.

 

- A jeśli jedno dziecko napluje na drugie?

- To teoretycznie mniej ryzykowna sytuacja niż ta, w której dziecko będzie kaszleć czy kichać w stronę drugiego, bo w ślinie jest mniejsze stężenie chorobotwórczych drobnoustrojów. Chociaż znów wszystko zależy od choroby, bo jeśli dziecko z anginą napluje na drugie, zwłaszcza pierwszego dnia choroby, może tego paciorkowca, który ją wywołał bez problemu przekazać.

Czytaj też: Rady na sezon chorobowy

 

- Paciorkowce budzą wśród rodziców lęk, bo należą do grupy bakterii, które mogą wywołać sepsę.

- Tak, ale najbardziej groźne są pneumokoki i meningokoki. W przypadku 1-2 proc. dzieci, u których stwierdzono ciężkie zakażenie pneumokokowe dochodzi do sepsy. To oczywiście są rzadkie przypadki, ale trzeba mieć świadomość, że to właśnie te bakterie mogą być przyczyną takiej groźnej reakcji organizmu. Kiedyś do tej listy dopisalibyśmy także bakterię Haemophilus influenzae, ale od kiedy obowiązkowo szczepimy przeciw niej wszystkie niemowlęta, przestała sprawiać problemy.

 

- Czy jeśli okaże się, że u jednego z przedszkolaków rozwinęła się sepsa, zostawiamy nasze dziecko w domu?

- Nie ma takiej potrzeby, bo w tym momencie chorego dziecka nie ma już w grupie. Jeśli sepsa była wywołana przez meningokoki, wszystkie dzieci, które miały bliski kontakt z chorym powinny dostać profilaktycznie antybiotyk od lekarza rodzinnego. Najłatwiej się zarazić w pierwszych dniach infekcji, więc jeśli dzieci miałyby się zarazić, to już do tego doszło.  Natomiast zdrowe nie przenoszą zakażenia, dlatego w tej sytuacji nie ma sensu zatrzymywać przedszkolaków w domu.

Ja bym raczej prosił rodziców o to, by nie przysyłali chorych dzieci do przedszkola. Zwykle jak jestem z wizytą w jednym z nich, to przynajmniej trójka dzieci tak kaszle i kicha, że można by było od razu wysłać je do domu. Przedszkolak, który wraca do grupy, powinien być w pełni zdrowy. I najlepiej obejrzany przez lekarza. Nie mówię o tym, że nie może raz czy dwa zakaszleć, ale nie może być niedoleczony, bo nie tylko zarazi inne dzieci, ale też szybko złapie kolejną infekcję.

Sprawdź, jak szybko po chorobie dziecko może wrócić do przedszkola

 

- Panie w przedszkolu skarżą się, że rodzice wysyłają dzieci nie tylko z niewyleczonymi chorobami, ale też z wszami.

- Wszawica to rzeczywiście poważny problem, który dziś nie dotyczy już tylko rodzin z marginesu, ale może pojawić się w każdym domu i każdym przedszkolu. Dlatego wymaga opracowania jednolitych zasad postępowania. Każde przedszkole powinno mieć kontakt z lekarzem, który, jeśli wśród dzieci pojawią się wszy, przyjdzie i powie rodzicom jakie środki, jak i ile czasu stosować. Rodzice natomiast muszą podpisać zgodę na to, że dziecko po przyjściu do przedszkola będzie miało przejrzaną głowę przez wychowawczynię. Oczywiście wychowawczyni musi być wcześniej przeszkolona w tym kierunku.

 

- Kolejnym kłopotliwym pasożytem są owsiki. Czy można jakoś zapobiec ich przenoszeniu?

- Niestety nie. Co trzecie dziecko w czasie swojej przedszkolnej kariery przynajmniej raz będzie miało pasożyty w przewodzie pokarmowym. Drogą zarażenia są jaja pasożytów, które często można znaleźć między innymi na pościeli, na wykładzinach podłogowych i ręcznikach. Dlatego każde dziecko musi mieć własną pościel i bieliznę, chowaną do osobnego worka i regularnie praną w minimum 60 stopniach.

I znów doszliśmy do tego, że przede wszystkim trzeba dbać o czystość. To naprawdę najlepsza metoda zapobiegania infekcjom.

Sprawdź, co zrobić żeby chore dziecko nie zaraziło wszystkich domowników

Tematy: choroba dziecka, ospa wietrzna, pasożyty, odra

Komentarze