To wszystko wina Jasia.

Ocena: 3.55/5 Głosów: 2
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Dzieci zachowują się tak, jak tego po nich oczekujemy./ Fot. Shutterstock
Dzieci zachowują się tak, jak tego po nich oczekujemy./ Fot. Shutterstock

- Kiedy mam takie dziecko w terapii, uczę rodziców, żeby zamiast myśleć, że mają niegrzeczne dziecko czy powtarzać mu "nie bądź niegrzeczny" mówili raczej "jak to się stało, że taki grzeczny chłopak, który zwykle robi... tu trzeba wymienić przykłady dobrego zachowania... tak źle postąpił?". Namawiam też, by zwracać uwagę na dziecko nie tylko wtedy, kiedy ono  źle się zachowuje, żeby zauważać jego dobre uczynki i podkreślać zalety. W rozmowie z dzieckiem nie ograniczajmy się do bezkrytycznego przekazywania uwag nauczycielki. Zapytajmy o jego wersję wydarzeń i zachęcajmy, by samo szukało rozwiązania. Kiedy np. skarży się, że pani posądziła je o złamanie krzesła chociaż ono było w tym czasie w toalecie nie mówmy "trzeba było powiedzieć gdzie byłeś". Zamiast tego zapytajmy "co możesz zrobić następnym razem?" "Jak można rozwiązać taką sytuację?". Przeanalizujmy razem różne jego pomysły. Przecież docelowo chodzi o to, żeby dziecko samo potrafiło radzić sobie w trudnych sytuacjach. Pokażmy mu także, że dla nas jego nieodpowiednie zachowanie to tylko potknięcie, a nie potwierdzenie jakiejś reguły. A przede wszystkim ofiarujmy mu uwagę i akceptację bo najczęściej w rolę kozła ofiarnego wchodzą dzieci, którym tego brakuje.

- Nie rozumiem dlaczego dziecko miałoby szukać akceptacji poprzez wejście w rolę "tego najgorszego"?

- To jest działanie podświadome. Chodzi o to, że ono dzięki wejściu w tę rolę porządkuje innym rzeczywistość. Staje się potrzebne, pomocne i w tym sensie akceptowane. Tak więc paradoksalnie ono samo też w jakiś sposób zyskuje. Czasem także dlatego, że nie musi starać się sprostać wymaganiom np. dobrze uczyć. Przecież nikt się po nim tego nie spodziewa. 

- Wygląda na to, że jedynymi osobami, które nie zyskują na tym, że dziecko jest kozłem ofiarnym są jego rodzice.

- Ależ skąd. Oni też coś z tego mają. Ich dziecko może stać się wytłumaczeniem dla tego, że są nieprzyjemni, źle idzie im w pracy, czy mają problemy małżeńskie. Tłumaczą np. "byłabym inna gdybym nie miała problemów z córką". Bywa też, że takie dziecko sprawia, że związek jeszcze trwa. Rodzice mają cel, który ich łączy np. rozwiązanie problemów wychowawczych. Jeśli więc chcemy pomóc dziecku wyjść z roli kozła ofiarnego to nie ma wyjścia - musimy zacząć od analizy własnego postępowania.

Małgorzata Rymaszewska jest psycholożką i psychoterapeutką. Prowadzi terapię indywidualną dzieci i dorosłych oraz warsztaty dla rodziców. Jest założycielką ośrodka psychologiczno-pedagogicznego Rodzice i Dzieci. Ma czwórkę dzieci.

 

 

Tematy: wychowanie, przedszkole, szkoła, problemy wychowawcze

Komentarze