Życie jest trudne i niesprawiedliwe. I dziecko powinno o tym wiedzieć

Ocena: 4.78/5 Głosów: 12
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Życie jest trudne i niesprawiedliwe. Pesymizm? Nie – raczej trudna prawda, którą jeszcze trudniej przekazać dziecku, nie strasząc go, a jednocześnie ucząc odporności. Próby chronienia go i odseparowania od problemów są jak zamknięcie w mydlanej bańce, która prędzej czy później pęknie – im bardziej niespodziewanie, tym bardziej boleśnie. Jak zawczasu przygotować dziecko na pęknięcie bańki? Lub więcej – jak nie dopuścić, by w ogóle powstała?

Fotolia

Źle pojmowana nauka odporności

Uodparnianie dzieci na życiowe trudności to kwestia ważna, ale często błędnie rozumiana. Wielu rodziców uważa, że dziecko nauczy się radzić sobie w życiu tylko wtedy, gdy trafi do wymagającej szkoły, w której będzie musiało samo stawiać czoła problemom. Prawda jest jednak zupełnie inna. Wystawienie dziecka „na pożarcie” szkolnych chuliganów nie sprawi, że stanie się superbohaterem, a powtarzane przez rodziców „nie bądź dzieckiem” tylko pogorszy sprawę.

Inni rodzice ulegają drugiej skrajności: są nadmiernie empatyczni i chcą być przyjaciółmi swoich dzieci, zapominając, że są przede wszystkim ich rodzicami. Wpajają oni dzieciom mit, że „życie to tylko życie”, który psychologowie uznają za krzywdzący. W efekcie dzieci myślą, że jeśli tylko będą dobrymi ludźmi, będą żyły długo i szczęśliwie. Takie przekonanie funduje dziecku życie pełne rozczarowań, z którymi prawdopodobnie nie będzie potrafiło sobie poradzić.

Złoty środek

Na szczęście bycie rodzicem nie wyklucza bycia przyjacielem. Wystarczy wiedzieć, jaką część rodzicielstwa powinna wypełniać każda z tych ról. Przyjaciel powinien być wspierający, empatyczny i dobry. Rodzic ma natomiast stawiać dziecko przed wyzwaniami, których być może samo by nie podjęło. Ma uczyć je, że w życiu nie zawsze będzie czuło się komfortowo. Musi wiedzieć, że takie postępowanie nie uchroni malca przed rozczarowaniami, uczuciem bycia pokonanym i kompromitacją z powodu porażki – ale za to ustrzeże od rozczarowań i błędnego myślenia o życiu jak o sielance.

Czym jest prawdziwa odporność?

Pierwowzoru odporności można szukać nawet w najstarszych religiach. Sam Budda mówił, że „życie jest cierpieniem”, co dziś oznaczałoby tyle, że jest „nie fair”. Chrystus chciał nauczyć ludzi akceptacji niesprawiedliwości, pozwalając się ukrzyżować. Mimo to obaj ci wielcy ludzie traktowali niesprawiedliwość jako powód do wdzięczności: skoro życie jest pełne cierpienia, powinniśmy być wdzięczni za każdy dobry dzień.

Na czym polega więc odporność? Zdecydowanie nie na karmieniu ego ciągłymi pochwałami, ale na uodparnianiu go. Na wdzięczności i byciu przygotowanym na złe i najgorsze. Dopiero kiedy wyrobimy w dziecku tak rozumianą odporność, będzie mogło nauczyć się radzić sobie z życiem.

Prawdziwa odporność w praktyce

„Wdzięczność i bycie przygotowanym na najgorsze” – co to właściwie oznacza dla nas jako rodziców? Powinniśmy wpajać dziecku, że życie jest straszne? Że niesprawiedliwość dotyka ludzi pod każdym względem: genów, biedy, wyglądu, zdrowia, wypadków? Nie do końca. Choć musimy powiedzieć wprost, że życie jest niesprawiedliwe i tak już pozostanie, musimy też uświadomić dziecku, że jeśli jest cudnie, to jest cudnie, i należy się z tego cieszyć. Że nawet, jeśli niesprawiedliwość istnieje, należy z nią walczyć. Jednocześnie dziecko powinno wiedzieć, że tak naprawdę mamy pod kontrolą o wiele mniej niż myślimy. Tym, co możemy zrobić, jest tylko (lub aż!) podejmowanie jak najlepszych decyzji. Reszta nie zależy od nas. Kiedy maluch sobie to uświadomi, nie będzie miał się czego bać.

Poniżej kilka prostych sposobów na wyrobienie w dziecku odporności na niesprawiedliwość i niepowodzenia. 

Pozwólmy dziecku upadać

Nie rozwiązujmy problemów za dziecko. Kiedy dostanie jedynkę, nawet jeśli wiemy, że powinno dostać trójkę, nie bierzmy tego na siebie. Niech maluch weźmie sprawę w swoje ręce – albo porozmawia z nauczycielem, albo zaakceptuje, że czasem nie dostaje się tego, na co się zasługuje.

Traktujmy błędy jako okazje do nauki

Pokazujmy dziecku przede wszystkim dobre strony popełnionych błędów i porażek. Niech uświadomi sobie, że dzięki nim może się wiele nauczyć i stać się lepszym w przyszłości. To pomoże mu zrozumieć, że porażki są normalne i potrzebne; że są częścią procesu uczenia.

Niech dziecko próbuje nowych rzeczy

Pomóżmy mu wyjść poza strefę komfortu i podejmować przemyślane ryzyko. Niech wie, że jeśli będzie robić tylko to, w czym już jest dobre, będzie się ograniczać, a dodatkowo przegapi nowe okazje i wyzwania. Dziecko powinno rozwijać się poprzez podejmowanie wyzwań, popełnianie błędów, uczenie się i dochodzenie do perfekcji.

Mówmy o swoich własnych błędach i porażkach

Sposobem, który niewiarygodnie pogłębi więź między dzieckiem i rodzicem, jest rozmowa o sukcesach i pokonanych trudnościach tego drugiego. Poziom rozmowy powinien być dopasowany do wieku dziecka. Będzie to dla niego motywacja oraz dowód, że każdy ma prawo popełniać błędy.

Chwalmy nie tylko za osiągnięcia

Zbyt duży nacisk na zdobywanie osiągnięć sprawi, że dziecko będzie czuło się niedowartościowane, kiedy nie uda mu się zdobyć tego, czego chce. Dlatego powinniśmy chwalić nie za efekty, ale za wysiłek, pokonywanie przeszkód i postęp.

Kochajmy bezwarunkowo

Ten sposób jest oczywisty, ale często bardzo trudny do wcielenia w życie. Szczególnie wtedy, gdy dzieci wydają się robić wszystko, by rozzłościć nas i rozczarować. Wyzwanie polega na tym, żeby pokazywać, że kochamy je bez względu na wszystko. Zachęcanie do nowych rzeczy nie ma sensu, jeśli będziemy krzykiem karać dziecko za porażkę. Dziecko chce, żeby rodzice byli z niego dumni. Pokażmy mu, że bycie “dobrym dzieckiem” nie jest jedynym sposobem na zaskarbienie sobie miłości.

Tematy: wychowanie dziecka, rozwój dziecka, motywacja

Komentarze