Dotyk miłości – niezwykły wpływ bliskości na rozwój dziecka

Ocena: 4.93/5 Głosów: 2
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Fenomen wpływu bliskości rodzica z dzieckiem pod lupę postanowili wziąć naukowcy. Wnioski, do których doszli, są niezwykle ciekawe. Okazuje się, że dotyk ma o wiele większe znaczenie, niż można było przypuszczać.

Fotolia

Dotyk miłości

 

W latach 40. XX wieku austriacki psychoanalityk Rene Spitz, pracujący jako psychiatra w szpitalu Mount Sinai w Stanach Zjednoczonych, poszukiwał odpowiedzi na nurtujące go pytanie. Dlaczego, mimo dobrych warunków, opieki medycznej i właściwego odżywiania, wśród niemowląt z przyszpitalnego sierocińca śmiertelność wynosiła około 30 proc.? Hipotezy większości lekarzy głosiły, że przyczyną jest narażenie na zarazki, więc zaostrzono standardy higieny i tak już sterylnych warunków, a maluchy zostały umieszczone w osobnych łóżeczkach, aby uniemożliwić im kontakt między sobą. To nie poprawiło sytuacji, dzieci miały się coraz gorzej.

W związku z tym Spitz postanowił obserwować i porównywać przez kilka lat dwie grupy dzieci. Pierwszą z przyszpitalnego sierocińca, w pełni zaspokajającego materialne potrzeby dziecka, i drugą, mieszkającą w przywięziennym domu opieki, gdzie warunki pozostawiały wiele do życzenia, za to matki mogły przebywać z maluszkami niemalże przez cały dzień. Ku zaskoczeniu badacza okazało się, że dzieci więźniarek, mimo gorszych warunków, rozwijały się bardzo dobrze. Z biegiem czasu stało się jasne, że więź z matką i jej dotyk mają kluczowe znaczenie dla prawidłowego rozwoju.

Nawet najlepiej zapewniony byt materialny nie zastąpi miłości i ciepła. Wiele osób uważa, że dziecko czyste, nakarmione eko-żywnością, ubrane w markowe ciuchy i zabezpieczone finansowo nie może narzekać. Niestety okazuje się, że może, jeśli nie otrzymuje tego, co jest mu potrzebne najbardziej – dotyku kochającego rodzica, jego miłości i uwagi.

 

Dotyk bezpieczeństwa

 

Dotyk i ciepło, które od matki otrzymuje malec, mogą być dla niego ważniejsze niż potrzeba jedzenia. Do takich wniosków doszedł Hary Harlow, badając młode małp, które wychowywane były z dwoma rodzajami "matek zastępczych", których makiety zrobione zostały z różnych surowców. Przy pierwszej – metalowej, zwierzęta miały możliwość zaspokajania głodu, druga z kolei nie mogła tego robić, ale była za to miękka i pluszowa. Ze zdziwieniem zaobserwowano, że małpki spędzają większość czasu przy pluszowej "matce", chowając się przy niej w razie zagrożenia i z nią śpiąc. Metalową odwiedzały tylko na krótko podczas czasu karmienia.

Wyniki tego eksperymentu mają kolosalne znaczenie dla kobiet, które nie mogły karmić piersią. Jeśli masz z tego powodu wyrzuty sumienia albo martwisz się, że nie będziesz mogła nawiązać odpowiednio silnej relacji, to porzuć te obawy. Choć z punktu widzenia żywienia, karmienie naturalne nie ma sobie równych, to jednak jest coś ważniejszego, co masz do zaoferowania – twoją miłość, bliskość i kojący dotyk dający bezpieczeństwo.

 

Dotyk, który ma moc

 

Siła i moc przytulania znalazła zastosowanie terapeutyczne i nosi nazwę terapii czułością. Wykorzystywana jest m.in. we wspomaganiu rozwoju wcześniaków. Zaobserwowano, że przedwcześnie urodzeni malcy, lepiej się rozwijają, szybciej przybierają na wadze i rosną, gdy są częściej dotykani z czułością. Jest to tzw. metoda kangurowania, polegająca na przytulaniu i noszeniu w kontakcie skóra do skóry.

Inne zastosowanie to holding, czyli metoda stosowana w leczeniu dzieci z autyzmem. Częste noszenie zaleca się także w przypadku zaburzenia więzi, aby na nowo je spoić.

 

Dotyk, który przenika

 

Kanadyjscy naukowcy odkryli epigenetyczne korelaty kontaktu opiekuna z noworodkiem. Jak to zrobili? Kilka lat temu zaprosili do badania 1279 rodzin z noworodkami. Na podstawie dzienniczków obserwacji, które wypełniały matki, ustalili że nie wszyscy przeznaczamy na kontakt z maluszkami tyle samo czasu (rozrzut wynosił od 3 do 23 godzin dziennie!). To ustalenie już samo w sobie daje do myślenia, więc postanowiono badanie kontynuować.

Po czterech latach naukowcy pobrali próbki DNA od dzieci ze 155 rodzin o dużej ilości kontaktu i 152 rodzin o małej ilości kontaktu. Wyniki były niewiarygodne – wskazywały na istnienie epigenetycznych korelatów czułości. Co to oznacza? Ilość ciepłego kontaktu fizycznego pomiędzy noworodkiem a opiekunem odciskał ślad na poziomie molekularnym nawet po czterech latach od narodzin, a co więcej miał wpływ na poziom metylacji DNA, czyli aktywację poszczególnych genów. U dzieci z najmniejszą ilością kontaktu z opiekunem wyraźnie widać było zmiany, które badacze nazwali niedorozwojem epigenetycznym.

Jest to przełomowa wiadomość, choć oczywiście wymaga dalszych obserwacji, bo jeszcze nie wiemy, jakie konsekwencje zdrowotne, rozwojowe czy intelektualne będzie miała ilość dotyku. Istnienie takiego wpływu jest jednak pewne.

 

Co za dużo, to niezdrowo?

 

Najważniejszym okresem w rozwoju emocjonalnym są pierwsze trzy lata życia dziecka. Nie obawiaj się, że rozpieścisz niemowlę, reagując na jego płacz kołysaniem. Dzieci noszone, to dzieci szczęśliwe. Warto zdawać sobie sprawę, że potrzeba bliskości nie mija nigdy i towarzyszy nam przez całe życie. Bliski kontakt z rodzicami jest bardzo ważny na każdym etapie życia.

Dotyk działa antystresowo, powoduje wydzielanie w mózgu hormonu wzrostu, aktywizuje wydzielanie się endorfin, czyli hormonów szczęścia, i oksytocyny, czyli hormonu przywiązania, a dodatkowo reguluje pracę autonomicznego układu nerwowego, odpowiedzialnego za odczuwanie spokoju. Człowiek, który w dzieciństwie może liczyć na częste przejawy czułości od najbliższych, zyskuje coś niezastąpionego – fundament do nawiązywania satysfakcjonujących relacji w dorosłości.

Droga do określenia wpływu dotyku była bardzo długa i pewnie jeszcze się nie skończyła. Droga do uściskania twojego szkraba jest o wiele krótsza. Myślę, że warto przemierzać ją najczęściej, jak się da.

Tematy: wychowanie dziecka, rola dotyku

Komentarze