Czy można zwracać uwagę obcym dzieciom?

Ocena: 4.05/5 Głosów: 13
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Zdarzenia społeczne bywają trudne, szczególnie jeśli przyjdzie nam zmierzyć się z zachowaniem dziecka, którego nie znamy. Rozstrzygnięcie takiej sytuacji nie jest proste i wymaga sporej dozy wyczucia i rozwagi. Spróbujmy zastanowić się nad tą kwestią, przyglądając się jej z różnych perspektyw.

Fotolia

Irytujące kopanie w fotel, burzenie starannie wybudowanych zamków z piasku innych maluchów, siusianie na środku placu zabaw, awantura w sklepie... Wymagających sytuacji z udziałem dzieci jest wiele, różny jest ich "kaliber" i charakter. Rodzice nie zawsze widzą, co wyprawia spuszczona na sekundę z oka pociecha, zdarza się też, że, mimo świadomości nie do końca właściwego zachowania, nie reagują w imię dziecięcej wolności i swobody. Czy i kiedy mamy prawo się wtrącić? 

 

Kwestie normatywne

 

Mamy prawo (a w niektórych wypadkach nawet obowiązek) reagować, gdy inna osoba łamie przyjęte zasady, nawet jeśli tym kimś jest dziecko. Nie udawajmy, że nic się nie dzieje, gdy ktoś:

  • narusza twoją przestrzeń albo przestrzeń twojego dziecka (krzyczy, bije, rzuca piaskiem itd.),
  • łamie prawo (np. niszczy coś),
  • zachowuje się agresywnie, dręczy kogoś innego (człowieka lub zwierzę),
  • ma w planach zrobienie sobie krzywdy albo komuś innemu (i my o tym wiemy).

Ustalenia psychologii wskazują na to, że w sytuacji, kiedy ktoś robi coś nieakceptowalnego, mimo wszystko, lepiej jest zwrócić mu uwagę (nawet jeśli jest to nie znane nam dziecko), niż zachować obojętność i próbować ignorować zaistniałe okoliczności. Z takim podejściem związany jest szereg profitów natury psychicznej i emocjonalnej.

 

Z perspektywy dziecka  

 

Po pierwsze trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że już sama nasza obecność w otoczeniu dziecka ma na nie wpływ (Norman Triplett, 1898). Nie możemy z góry zakładać, że dziecko zawsze zachowuje się w zaobserwowany przez nas sposób, a rodzice mają to, na co sobie zapracowali. Wyciąganie tak daleko idących wniosków na podstawie obserwowanej w danym momencie sytuacji może być najzwyczajniej krzywdzące. 

Po drugie warto zrozumieć sens i celowość naszej interwencji. W kształtowaniu zachowań prospołecznych bardzo ważną rolę odgrywają takie oddziaływania innych, jak: przekazywanie wzorców postępowania, modelowanie czy odwoływanie się do ambicji dziecka (Eisenberg, 1992). Jeśli nasze zwracanie uwagi będzie dotyczyć powyższej materii, to będziemy mogli sobie pogratulować tego, że zrobiliśmy coś dobrego.

Po trzecie młodzi ludzie nie są w stanie nauczyć się właściwego postępowania i obowiązujących norm inaczej niż w sytuacjach społecznych. Zanim będą w stanie samodzielnie ocenić, co jest akceptowalne, a co absolutnie nie, potrzebują doświadczyć wielu różnych zdarzeń, które czasami mogą być trudne. To dotyczy także naszych dzieci, które będą miały jedyną w swoim rodzaju okazję do nauczenia się tego, jak rozstrzygać kwestie sporne.

 

Z perspektywy dorosłego 

 

Dla nas także lepiej jest, gdy zareagujemy niż, gdy resztkami sił będziemy starać się zachować spokój. Podjęcie działania prowadzi do tego, że nie kumulujemy w sobie wzburzenia i nie przenosimy złych emocji na innych. Załatwiamy sprawę na miejscu, z ludźmi, którzy wytrącili nas z równowagi. Bardzo ważne jest, aby nasze oddziaływanie było zawsze potwierdzeniem autorytetu rodzica, więc pamiętajmy o tym, by stawać po jego stronie.

Zaznaczam, że zdaję sobie sprawę z tego, że są różne zdarzenia i często bywa tak, że zachowanie dziecka ewidentnie jest reakcją na przemoc opiekuna, ale nie takich kwestii dotyczy ten artykuł. Rozważamy sytuacje, kiedy rodzic, mimo szczerych chęci, nie jest w stanie zapanować nad zachowaniem pociechy. Czyjeś wspierające słowa mogą wtedy przynieść wiele dobrego. Jednak, aby tak się stało musimy zdać sobie sprawę z tego, że kluczowe jest to z jakim nastawieniem i w jaki sposób będziemy tę uwagę zwracać.

 

Nie w ten sposób...

 

Kto nie był w takim położeniu, nie jest w stanie wyobrazić sobie, jak kiepsko może czuć się rodzic, którego pociecha zaczęła urządzać sceny rozpaczy przy nieznajomych. Pamiętajmy, że bardzo złym pomysłem są wszelkie niewybredne komentarze kierowane pod adresem opiekuna, krytykujące jego styl wychowawczy bądź kompetencje rodzicielskie. Niewłaściwe będzie także informowanie go o tym, że uważamy, że jego pociecha jest niewychowana. To na pewno nie pomoże, a wręcz zaszkodzi.

Nie należy także pod żadnym pozorem mówić do samego dziecka, że jest niegrzeczne, krzyczeć, żeby się uspokoiło, straszyć, że się je zabierze od mamy albo próbować przekupić. Wiele jest rzeczy, których nie powinniśmy robić. Jak zatem sprawić, żeby wszyscy mogli wyjść z tych okoliczności zwycięsko?

 

Co na to savoir-vivre?

 

Wszystkie zasady savoir-vivre’u wywodzą się z jednego prostego założenia, które głosi, że dobre maniery to delikatność i empatia. Celem kulturalnego zachowania powinno być przede wszystkim sprawienie, aby inni czuli się dobrze w naszym towarzystwie. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać do tego, że tym bardziej dzieci należy traktować w taki sposób, który ma na celu dobro drugiego człowieka.

Nie oznacza to oczywiście, że w imię delikatności i empatii mamy pozwolić, aby nieznana nam mała istota jeździła sobie spokojnie po naszych stopach wózkiem sklepowym. Traktujmy to jako wskazówkę, która pomoże nam w rozwiązaniu trudnej sytuacji.

 

Od teorii do praktyki 

 

Zwracając uwagę, mówmy do dziecka, bo to jego postępowanie chcemy zmienić, a nie do rodzica, którego jednak warto uprzedzić, że chcemy porozmawiać z jego pociechą. Niech nasze słowa kierowane do dziecka, będą stanowcze ale jednocześnie przyjazne. Można spróbować zacząć od nazwania tego, co maluch przeżywa, okazać zrozumienie, a potem uzmysłowić, że takie wyrażanie emocji jest niewłaściwe i może być dla innych wręcz uciążliwe.

Do krzyczącego w niebogłosy trzylatka można zwrócić się tymi słowami: „Widzę, że bardzo się zdenerwowałeś, czasami wszyscy mamy gorsze chwile. Mógłbyś tam spojrzeć? Piesek tamtej pani jest taki malutki, chyba przestraszył się tego hałasu. Proszę cię, nie krzycz już więcej.” Oczywiście to, co będziemy mówić jest zależne od charakteru zajścia. Niekiedy wystarczy powiedzieć krótko np.: „Proszę cię, żebyś przestał sypać piaskiem. Dobrze?”

Wielokrotnie zdarzały mi się sytuacje, kiedy zwracałam nieznajomym malcom na coś uwagę i nigdy jeszcze żaden rodzic (ani żaden malec) nie miał o to nawet cienia pretensji. Raczej wynikały z tego przyjemne rozmowy i miło spędzone chwile na placu zabaw. Wystarczy nie przyjmować roli żandarma czuwającego nad porządkiem i ładem, ale najzwyczajniej w świecie podejść jak człowiek do drugiego człowieka. Z empatią i delikatnością.

 

Tematy: wychowanie dziecka, niegrzeczne dzieko

Komentarze