Życie na kocią łapę

Ocena: 4.53/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Poczucie wolności, niezależność finansowa, brak zobowiązań – takie zalety życia „na kocią łapę” wyliczą ci, co tak żyją. Związki te, oparte z pozoru o proste, bo własne zasady, mogą jednak mocno skomplikować życie, gdy partnerzy zdecydują się na rozstanie albo gdy ich związek skończy się w innych okolicznościach.

Jeśli partnerzy wspólnie inwestują w mieszkanie, lepiej żeby notarialne określili w nim swoje udziały.
Jeśli partnerzy wspólnie inwestują w mieszkanie, lepiej żeby notarialne określili w nim swoje udziały.

W niektórych krajach świata, np. Holandii, Francji czy Szwecji związek "na kocią łapę" można zarejestrować, składając w urzędzie stosowne oświadczenie. Pozwala to zachować prawo do dziedziczenia, do alimentów, a nie wymaga ani uroczystej ceremonii zaślubin, ani przeprowadzania sprawy rozwodowej w razie rozstania. Jeśli dojdzie do sporów majątkowych, byli konkubenci mogą dochodzić swoich praw na normalnej drodze cywilnoprawnej w oparciu o podpisane przez siebie wcześniej oświadczenie. W Polsce takiej legalnej drogi dla życia "na kocią łapę" nie ma.

Wszystko jest dobrze, dopóki dwie strony będące w związku są zakochane i szczęśliwe, gdy nie widzą przed sobą żadnych problemów, ani gdy nie mają jakichś dalekich planów na przyszłość. Słowem, gdy żyją z dnia na dzień i cieszą się sobą. Trudności związane z byciem w konkubinacie pojawiają się najczęściej wtedy, gdy coś w związku szwankuje albo zaczynają się kłopoty: finansowe, zdrowotne lub inne.

Uwaga, kłopoty!

Zacznijmy od finansów. Konkubenci, jako że nie pozostają w zawiązku legalnym, nie mają współwłasności majątkowej, nie rozliczają się wspólnie z podatków i nie dziedziczą po sobie. Nie oznacza to jednak, że nie mogą jakoś uregulować swoich spraw finansowych! Polskie prawo zakłada swobodę kształtowania umów i z tej możliwości osoby żyjące w wolnym związku powinny właśnie skorzystać. Warto więc zawczasu uregulować sytuację majątkową poprzez zawarcie rozmaitych umów cywilnoprawnych między sobą, np. na wypadek rozpadu konkubinatu, śmierci czy wypadku jednej z osób. Jeśli te porozumienia nie będą miały wad prawnych, będą zgodne z normami życia społecznego i zawarte zostaną przed notariuszem, w przyszłości nie powinno być problemu z ich zrealizowaniem.

Prawnicy radzą, by osoby pozostające w związkach nieformalnych postępowały ostrożnie w sprawach finansowych i mimo pozorów wspólnoty, zachowywały jednak swoją odrębność. Jeśli partnerzy wspólnie inwestują w mieszkanie, lepiej żeby notarialne określili w nim swoje udziały. Jeżeli lokal należy do jednego z nich, a drugi np. spłaca kredyt mieszkaniowy, to powinien tak tytułować przelewy do banku, by było wiadomo, na co są pieniądze. W przypadku rozstania łatwiej wtedy będzie dochodzić swoich roszczeń. Podobnie jest z remontami czy wyposażaniem mieszkania. Na wszystko trzeba mieć dowody - paragon na zakup pralki, dowód na opłacenie czynszu czy ekipy budowlanej może kiedyś znacznie ułatwić życie.

Jak się podzielić

Jeśli bowiem sytuacja się skomplikuje i związek nie okaże tak trwały, jak dotychczasowi partnerzy zakładali, łatwiej będzie udowodnić w sądzie, co do kogo należy. Składa się wówczas wniosek z powództwem o wydanie rzeczy lub zapłatę jej równowartości. W przypadku, gdy przedmiot należy do obojga partnerów, trzeba złożyć wniosek o przyznanie tej rzeczy jednej ze stron. Wówczas osoba, która ów przedmiot zatrzymuje, spłaca tę drugą.

Osobną kwestią są sprawy dotyczące dziedziczenia. Najprościej jest, gdy osoby żyjące w konkubinacie przezornie spiszą wcześniej testament. Zgodnie z polskim prawem, każdy ma wolność w dysponowaniu własnym majątkiem. Jeżeli więc para żyjąca "na kocią łapę" umieszczą w testamencie siebie nawzajem, nie powinno być problemu z dziedziczeniem. Osoba dziedzicząca zapłaci jednak najwyższą stawkę podatku od spadu i darowizn; nie dotyczą jej bowiem preferencyjne stawki dla małżeństw. Trzeba też pamiętać, że jeśli zmarły konkubent czy konkubina miał męża/żonę czy dzieci z poprzednich związków, to mają oni prawo do zachowku i mogą domagać się połowy z tego, co otrzymałyby po zmarłym, gdyby ten nie zostawił testamentu.

Bez testamentu konkubina/konkubent nie mają prawa do majątku po zmarłym partnerze! Co innego ich wspólne dzieci.One mają ustawowe prawo do dziedziczenia, czyli prawo do zachowku i prawo do renty po zmarłym rodzicu. Świadczenia takiego nie dostaje partner/partnerka zmarłej osoby, jeśli żyli w związku nieformalnym.

W przypadku wspólnego mieszkania tylko ta część, która należała do zmarłego, podlega dziedziczeniu i konkubent, w niektórych sytuacjach, może zostać zmuszony do jej spłaty. Gorzej, jeśli mieszkanie w całości należało do zmarłego, a nie pozostawił on testamentu. Ponieważ konkubent/konkubina nie dziedziczy ustawowo, zostanie zmuszony do jego opuszczenia po trzech miesiącach od otwarcia spadku. Mieszkanie może dziedziczyć jednak wspólne dziecko konkubentów. W przypadku mieszkań spółdzielczych konkubent może przejąć spółdzielcze prawo do lokalu, a w przypadku mieszkania wynajmowanego można wystąpić o jego przejęcie.

Blisko spraw finansowych pozostają sprawy skarbowe. Osoby żyjące "na kocią łapę" nie mogą rozliczać wspólnie podatku, nawet jeśli razem wychowują swoje dzieci z poprzednich związków. Przywilejów nie ma, ale obowiązki są - ordynacja podatkowa mówi bowiem, że konkubenci odpowiadają za swoje zobowiązania podatkowe, bo choć nie żyją w małżeństwie, są dla siebie najbliższymi osobami i prawo traktuje ich jak członków rodziny. Odpowiedzialność podatkowa jest jednak ograniczona do wysokości dochodów uzyskiwanych przez partnera osoby, która ma zobowiązania podatkowe.

Czyje to dziecko

W związkach " na kocią łapę" niełatwe mogą być również relacje rodzinne. Z kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wynika tzw. domniemanie, że dziecko urodzone w czasie trwania małżeństwa jest dzieckiem męża jego matki. Takiej zasady nie ma w przypadku konkubinatu. Dlatego mężczyzna musi uznać malucha, składając w urzędzie odpowiednie oświadczenie.

Dziecko nosi jego nazwisko, albo, jeśli partnerzy ustala inaczej, nazwisko matki. Jeżeli mężczyzna nie uzna dziecka, jego ojcostwo trzeba udowodnić sądownie. Władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom, tak jak w małżeństwie. I podobnie jak w związkach zalegalizowanych, w przypadku, gdy rodzice nie mogą się dogadać w kwestii wychowania potomstwa, spór rozstrzyga sąd opiekuńczy. Dzieci mają oczywiście prawo do alimentów. Pary żyjące w konkubinacie nie mogą wspólnie wystąpić o adopcję dziecka. Mogą to jednak zrobić indywidualnie.

Ograniczone prawa

Ponieważ związek "na kocią łapę" nie jest, w świetle prawa, związkiem formalnym, może zakończyć się w dowolnym momencie. Nawet wówczas, gdy jeden z partnerów jest chory i wymaga opieki, drugi nie ma obowiązku jej mu udzielić. Ale może się zdarzyć i tak, że, gdy będzie chciał pomóc, szpital odmówi mu informacji o bliskiej osobie, bo przecież nie są rodziną...

Inaczej jest w sprawach karnych - w sądzie można nie zgodzić się na składanie zeznań obciążających konkubenta/konkubinę. Czy więc konkubinat się opłaca? Na pewno opłaca się przemyśleć, na jakich zasadach ma on funkcjonować i tak je określić, by w przyszłości nie utrudniać sobie życia.

Tematy: konkubinat

Komentarze