Eksmisja

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Zakaz eksmisji na bruk to wbrew pozorom nic dobrego – mówi wielu prawników.

Eksmitowany musi mieć zapewnione pomieszczenie zastępcze.
Eksmitowany musi mieć zapewnione pomieszczenie zastępcze.

Nowe prawo weszło w życie w 2005 roku. Po latach okazało się, że przepisy, które miały chronić najuboższych i najsłabszych, w wielu przypadkach stały się parasolem ochronnym dla zwyczajnych przestępców.

Zacznijmy od tego, kto może wystąpić o eksmisję lokatora. Jeśli jest to mieszkanie wynajmowane, umowę najmu (zawsze z odpowiednim wyprzedzeniem - nie później niż miesiąc naprzód) może wypowiedzieć właściciel. Dzieje się tak, jeśli lokator nie respektuje zawartej umowy, czyli albo nie płaci za wynajem, albo - jak to określa prawo - "używa mieszkania niezgodnie z przeznaczeniem", czy "rażąco narusza porządek i uniemożliwia innym lokatorom korzystanie z mieszkań". Jak mówią adwokaci, takich przypadków jest bardzo wiele, np. gdy najemca bez zgody właściciela podnajmuje mieszkanie agencji towarzyskiej, albo gdy właściciel na początku wynajmuje mieszkanie jednemu studentowi, czy imigrantowi, a potem okazuje się, że w tych czterech ścianach mieszkają dziesiątki ludzi. W takich sytuacjach o eksmisję mogą wystąpić także inni najemcy, czy sąsiedzi. Sam właściciel do sądu z wnioskiem o eksmisję może pójść dopiero po wypowiedzeniu umowy, jeśli lokator nie opuszcza mieszkania we właściwym terminie.

W przypadku mieszkań spółdzielczych sytuacja jest podobna. Tu także o eksmisję może się zwrócić właściciel, czyli Spółdzielnia Mieszkaniowa, ale ona musi wcześniej pozbawić lokatora członkostwa w spółdzielni. Powodem eksmisji może być zarówno niepłacenie czynszu, jak i takie zachowanie, które uniemożliwia normalne życie innym mieszkańcom. W skrajnych przypadkach istnieje też możliwość eksmitowania lokatora z mieszkania własnościowego, ale to zdarza się niezwykle rzadko. We wspólnotach mieszkaniowych taka decyzja zapada w głosowaniu. Wtedy, zgodnie z uchwałą wspólnoty, mieszkanie wystawiane jest na licytację, ale na to zgodę musi wydać sąd. To po to, by spłacić długi, jakie ciążą na danym mieszkaniu. To co zostaje po spłacie zadłużenia, trafia do rąk właściciela. Zazwyczaj jednak komornik znajdzie inny sposób spłaty wierzytelności (np. poprzez zajęcie konta).

Eksmisja na nowe

Prawo do wnioskowania o eksmisję przysługuje też małżonkom, którzy są po rozwodzie albo jeszcze w trakcie procesu rozwodowego. Najczęściej jest tak, że to żony występują do sądu o eksmitowanie męża, gdy ten stosuje w rodzinie przemoc. Już w pozwie rozwodowym zaznaczają, że ona i dzieci nie czują się bezpiecznie pod jednym dachem. Sąd może nakazać eksmisję jeszcze przed orzeczeniem rozpadu małżeństwa, ale... Tu właśnie pojawia się ten problem: "zakaz eksmisji na bruk".

Teoretycznie powinno być tak: sąd wydaje wyrok o nakazie "opróżnienia lokalu", a potem do akcji wkracza komornik. On określa lokatorowi termin wyprowadzki. Przeprowadza też rozmowę i pyta przede wszystkim, czy eksmitowany ma się gdzie wyprowadzić (np. do kogoś z rodziny). Jeżeli mieszkanie nie zostało opuszczone, komornik wraz z policją może przystąpić do eksmisji. Wszystko co należy do lokatora musi zostać z mieszkania wyniesione. Jeśli eksmitowany odmawia przyjęcia tych rzeczy, komornik może przekazać je pod nadzór wyznaczonego dozorcy albo nakazać przewiezienie ich do nowego mieszkania lokatora (na jego koszt). W przypadku jeżeli eksmitowany nadal tych rzeczy nie odbiera, sąd nakazuje ich sprzedaż (komornik nie może zająć przedmiotów codziennego użytku: pościeli, ubrań codziennych, narzędzi potrzebnych do pracy, czy przedmiotów kultu religijnego). I teoretycznie powinno być po sprawie.

W praktyce wygląda to inaczej, bo eksmitowany nie może znaleźć się pod chmurką, musi mieć zapewnione pomieszczenie zastępcze. To nie może być noclegownia dla bezdomnych. Standard takiego lokalu nie musi być wysoki. Eksmitowanemu ustawowo przysługuje minimum 5 metrów kwadratowych powierzchni na osobę. Nowe lokum musi się znajdować w tej samej miejscowości, w której dotąd mieszkał, albo przynajmniej w pobliskiej. Pomieszczenie musi być wyposażone w bieżącą wodę, toaletę (choćby na zewnątrz), oświetlenie (nie tylko elektryczne, także naturalne, czyli okna), czy ogrzewanie.

Obowiązek zapewnienia pomieszczenia zastępczego spoczywa przede wszystkim na władzach gminy. I właśnie w tym tkwi problem, że większość gmin nie posiada żadnych wolnych mieszkań, które mogłyby przeznaczyć na taki cel. Na to, że kiedyś znajdzie się takie pomieszczenie, można czekać latami od momentu wydania sądowego wyroku. Ale na tym możliwości eksmisji jeszcze się nie kończą. Jeśli gmina nie posiada żadnych pomieszczeń zastępczych, to taki lokal może wskazać właściciel mieszkania. Wiele dużych spółdzielni mieszkaniowych w kraju skorzystało już z tego zapisu. Nie czekają, aż do działań przystąpi gmina i same gdzieś na obrzeżach miast budują lokale zastępcze. Bardzo często są to baraki, które spełniają podstawowe wymagania. Trafiają do nich zazwyczaj osoby z marginesu społecznego, tworząc w tych barakach swoiste getto.

W przypadku rozwodzących się małżeństw nowe lokum dla eksmitowanego może też znaleźć osoba, która o tę eksmisję wnioskowała. To jednak zdarza się rzadziej. Trudno spodziewać się, aby była żona szukała mieszkania dla eks-męża, z którym wcześniej pod jednym dachem nie czuła się bezpiecznie. Częściej zdarza się, że owa żona pozostaje z wyrokiem na papierze i sama lub z dziećmi wyprowadza się z mieszkania, szukając jakiegoś spokojnego miejsca. A w lokalu pozostaje ten, który powinien zostać z niego eksmitowany. Co więcej - to ona płaci czynsz za mieszkanie, bo przecież gdyby dług urósł, spółdzielnia, czy wspólnota mogłaby ją pozbawić prawa do lokalu. Bardzo często właściciele mieszkań posuwają się do działań na granicy prawa. Robią wszystko, aby eksmitowany lokator sam doszedł do wniosku, że ma dość i się wyprowadzi. Aby pozbyć się niechcianej osoby, właściciele odcinają w mieszkaniu prąd, gaz, czy wodę. To nie jest przestępstwo (!), lokator może jedynie dochodzić swoich praw na drodze cywilnej, co może potrwać. A w takich warunkach chyba nikt długo nie wytrzyma. Zdarzają się też przypadki bardziej drastyczne - jeśli odcięcie dostaw wody, czy prądu nie skutkuje, właściciel posuwa się do gróźb. Ale w tym przypadku to już jest przestępstwo i lepiej wykorzystać inne możliwości pozbycia się niechcianego lokatora.

Tematy: eksmisja, rozwód

Komentarze