Różne oblicza święta kobiet

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Przez lata istnienia PRL utrwaliły się obchody Dnia Kobiet. Wiele z nas nadal sceptycznie podchodzi do święta - wymuszony prezent w postaci kwiatka i życzenia składane na siłę rzadko cieszą. Dobrze jednak, że choć raz w roku porusza się temat, który przypomina o tym, że oczekujemy docenienia.

Dzień Kobiet - relikt dawnych czasów czy pretekst do dyskusji?
Dzień Kobiet - relikt dawnych czasów czy pretekst do dyskusji?

W tym roku mija setna rocznica pierwszych obchodów Dnia Kobiet w Europie. Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze w 1910 roku ustanowiła go dla 17 krajów biorących udział w konferencji na rzecz wspierania działań związanych z prawami kobiet, w tym również prawami wyborczymi. Rok wcześniej podobne obchody miały miejsce w Stanach Zjednoczonych i upamiętniały tragiczne wydarzenia z 1908 roku, kiedy odbył się strajk pracownic fabryki tekstylnej przeciw złym warunkom pracy. Właściciel zakładu nie chcąc dopuścić do rozgłosu o akcji protestacyjnej, zamknął w środku strajkujące kobiety. Gdy wybuchł niespodziewany pożar, 100 z nich zginęło.

Złe skojarzenia

Od roku 1911 aż do czasów I wojny światowej systematycznie powiększała się lista krajów, gdzie Dzień Kobiet zaczynał być obchodzony. I często nie były to obchody pokojowe. Nasze prababki walczyły o prawo do pracy, szkoleń zawodowych, brania udziału w wyborach, lepsze wynagrodzenia, a gdy głód spowodowany wojną zaczął zaglądać w oczy - o chleb i pokój. Często zapominamy o tym, jakie wartości im przyświecały i jak bogate Dzień Kobiet ma tradycje. Jednak trudno się temu dziwić.

To, co nastąpiło po II wojnie światowej w krajach Bloku Wschodniego, wynikało z potrzeby centralnego planowania, a niekoniecznie poprawy jakości życia kobiet, choć takie hasła przyświecały rządzącym. W ZSRR od 1965 roku był to dzień wolny od pracy. U nas, choć nigdy nie było to święto państwowe, to jednak odbywały się jego huczne obchody. W przedsiębiorstwach dyrekcja składała życzenia pracownicom, a każda z pań dostawała symboliczny kwiatek (przeważnie były to goździki lub tulipany) i jakiś drobny prezent: rajstopy, mydło, herbata. Dla panów często był to powód do zakrapianych imprez, bo przecież jak tu nie wypić za zdrowie pań? W szkołach odbywały się apele i dziecięce przedstawienia.

Propaganda Dnia Kobiet była wszechobecna i stosowana niemal od kołyski. - Pamiętam, jak byłam w trzeciej klasie podstawówki i wychowawczyni kazała nam napisać wypracowanie na temat tego, jak w domu obchodzimy Dzień Kobiet. Problem polegał na tym, że u mnie w domu nie było szczególnych "obchodów". - wspomina 36-letnia Joanna - Ojciec składał życzenia mamie, czasem jak mu się przypomniało, to również mnie i siostrze. Nie bardzo wiedziałam, co mam napisać, więc wymyśliłam, że tata kupuje mamie kwiaty i mamy wspólną uroczystą kolację, przy której wesoło śpiewamy. I dodałam, że my z siostrą dostajemy gumy do żucia. To był błąd. Ale wówczas o tym nie wiedziałam, że "Donaldy" były "imperialistycznym" produktem, niegodnym szczęk socjalistycznych dzieci. Byłam dobrą uczennicą, więc pani pewnie z litości postawiła mi z wypracowania trójkę, bo rzekomo napisałam za mało. To była pierwsza trójka z polskiego, jaką dostałam. Do dzisiaj hasło Dzień Kobiet budzi we mnie złe skojarzenia.

Czytaj też: 8 marca - Dzień Kobiet!

Wymuszone życzenia

Dopiero w 1993 roku premier Hanna Suchocka zniosła centralne obchody święta kobiet. Od tamtej pory nie ma żadnego przymusu składania życzeń, lecz stare przyzwyczajenia zostały. Nadal składa się życzenia kobietom i często obdarowuje kwiatami. Jedne z nas tego bardzo nie lubią, bo czują, że to wynika z przymusu, a nie spontanicznej życzliwości. 30-letnia Edyta wolałby wcale nie obchodzić tego dnia, niż stale odnosić wrażenie, że mężczyźni czują się zmuszeni do obdarowywania kobiet i mamrotania oklepanych życzeń. - Nie wiem, po co to robią, skoro i tak wszyscy wiedzą, że nie jest to szczere. Facetom się wydaje, że tak powinni się zachować, ale nie sposób nie odczuć sztuczności. Nie lubię, gdy udaje się, że chce mi się sprawić przyjemność. Jedynymi osobami, które na pewno szczerze w Dzień Kobiet się cieszą są kwiaciarze. -

Jednak inne kobiety wręcz oczekują prezentów i miłych chwil. Monika, 26-latka, lubi Dzień Kobiet: -Już od rana wiem, że mam święto, bo mój ukochany robi mi śniadanie do łóżka. Potem w pracy, gdzie jest większość mężczyzn, też czekają na mnie miłe chwile. Panowie składają nam życzenia i odrywamy się od pracy, jemy coś słodkiego, pijemy kawę i żartujemy. Wieczorem od mojego faceta dostaję jakiś prezent, czasem wyszukany, a czasem zwykły drobiazg - mówi. - Dobrze, że ta tradycja się zachowała, bo tak, to mężczyźni w ogóle by o nas zapomnieli. A ten dzień zmusza ich do wysilenia się, by choć raz, coś dla kobiet zrobili. Szkoda, że w kobiety w ten dzień chodzą do pracy. Prawdziwym świętem dla nas byłoby to, gdybyśmy nie musiały tego robić. - Jak widać pomysły rodem ze Związku Radzieckiego są bliskie współczesnym Polkom.

Dyskryminacyja kontra manify

Często słyszy się głosy, że wobec kobiet codziennie trzeba być uczynnym i życzliwym, a nie tylko od święta. Takiego zdania jest 28-letni Wojtek. - Co to za Dzień Kobiet, jeśli facet kupi żonie kwiatki i złoży życzenia, jak w każdy inny dzień nie dba o nią, nie pomaga i - co przecież często się zdarza - bije ją i dzieci? Ja tam wolę być codziennie uprzejmy i pomocny, a nie raz do roku. - Szkoda, że takiego zdania nie podziela większość mężczyzn. Być może miałybyśmy wówczas o łatwiejsze życie.

Co ciekawe niektórzy mężczyźni mawiają, że nie lubią Dnia Kobiet, bo to sztucznie hołdowanie kobietom. Należy do nich 32-letni Marek. - Wymyślanie takiego święta to jest dyskryminacyjny wymysł. Dlaczego nie ma dnia mężczyzn? - irytuje się - Też chciałbym dostawać prezenty i życzenia i mieć wszędzie taryfę ulgową. -

Prawdopodobnie Marek nie wie, że Dzień Kobiet zrodził się z dyskryminacji jednej z płci - tej słabszej. To z  powodu takiego braku zrozumienia, co roku tysiące kobiet skrzykują się na manify: demonstracje uliczne organizowane, by nagłaśniać kwestie braków w równym traktowaniu mężczyzn i kobiet. Co roku do manif dołącza się coraz więcej osób. Nie są to tylko feministki, ale również ludzie, którzy wierzą, że każdy człowiek powinien mieć prawo do takiego samego traktowania, jak inni. Dołączają się mężczyźni, świadomi tego, że zanim przyszli na świat, nosiły ich w swoich ciałach kobiety.

W 2010 roku przypada też okrągła rocznica warszawskiej Manify. W tym roku jej hasłem przewodnim będzie "Solidarne w Kryzysie! Solidarne w Walce!". Elżbieta Korolczuk i Katarzyna Bratkowska, przedstawicielki organizatorów Manify piszą w zaproszeniach na to wydarzenie: "Uważamy, że należy się zastanowić kto w Polsce ponosi koszty kryzysu? Kto należy do wygranych, a kto do przegranych ostatnich 20 lat? Wierzymy, że ważna jest solidarność z kobietami, którym dzieje się gorzej, które muszą walczyć o przeżycie! Żądamy od państwa, żeby było solidarne ze swoimi obywatelkami/obywatelami, żeby wspierało, chroniło i dawało możliwości godnego życia!"

W sto lat po ustanowieniu naszego święta, wciąż jesteśmy tą gorszą połową społeczeństwa: zarabiającą mniej, częściej dyskryminowaną w dostępie do rynku pracy i o zdrowiu której chcą decydować politycy, nie lekarze. Wszelkie działania, jakie kobiety podejmują na rzecz zmiany tego stanu, są jak kropla drążąca kamień. Jeśli kropel będzie wystarczająco dużo, to może uda się nam zmienić coś szybciej, niż za kolejne sto lat.

Czytaj też: Feministka w ciąży

Komentarze