Monogamia wyszła z mody?

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

W większości krajów europejskich posiadanie więcej niż jednej żony (lub męża) jest zakazane przez prawo. Nie zmienia to jednak faktu, że w tej samej kulturze liczba rozwodów od kilkudziesięciu lat rośnie w zastraszającym tempie i mało kto może powiedzieć, że w swoim życiu miał jednego partnera.

Singiel, swinger czy poliamorysta?
Singiel, swinger czy poliamorysta?

To, że - zanim znajdziemy mityczną "drugą połówkę" - wchodzimy w kolejne nieformalne związki - nikogo nie dziwi.

Czy monogamia wychodzi z mody?

Należałoby najpierw odpowiedzieć na pytanie, czy monogamia kiedykolwiek była tak naprawdę "modna". Od stuleci stanowi normę w kulturze zachodniej, jednak ludzie Zachodu, z ich rygorystycznym podejściem do małżeństwa, stanowią w świecie zdecydowaną mniejszość. Bezwzględny nakaz monogamii dotyczy zaledwie ok. 16% społeczeństw. Według etnograficznego atlasu Murdocha, poligamia dopuszczalna jest w ponad 80% społeczeństw. Co nie znaczy, że wszędzie jest praktykowana przez ogół ludności - nawet tam, gdzie wielożeństwo jest dozwolone, na posiadanie więcej niż jednej żony stać tylko niewielki procent najzamożniejszych obywateli. O żonach mających harem mężów trudno nawet wspominać - o ile poligynia (wielożeństwo) jest zjawiskiem powszechnym, o tyle poliandrię (związek jednej kobiety z wieloma mężczyznami) dopuszcza zaledwie 0,4 % społeczności.

 

Niewierny homo sapiens

Nasi dziadkowie pobierali się, mając około 20 lat i zwykle zostawali ze sobą całe życie. Ich małżeństwa miały swoje wzloty i upadki, zapewne rzadko były całkowicie wolne od zdrad, jednak związek jako taki zwykle trzymał się mocno. Rozwód stanowił ostateczność, choć legalny - nie był społecznie akceptowalny. Dziś sytuacja jest diametralnie odmienna. Pobieramy się coraz później. Według opublikowanego pod koniec 2007 roku raportu "Ewolucja rodziny w Europie"  w Czechach, Niemczech i Hiszpanii rozwodem kończy się 60% związków, w Austrii, Francji, na Litwie  i na Węgrzech - połowa. W 1980 roku rozpadło się w Europie 670 tys. małżeństw, obecnie każdego roku rozwodem kończy się ponad milion. W tym sensie monogamia, pojmowana jako spędzenie całego życia z jednym partnerem, na pewno wyszła z mody.

Nie dziwi to biologów, którzy już od dawna twierdzą, że człowiek jest ze swej natury poligamiczny. Długo sądzono, że dotyczy to głównie mężczyzn - samiec homo sapiens, podobnie jak samce większości pozostałych gatunków, będzie dążył do kontaktów z jak największą liczbą partnerek, by zapewnić maksymalne powodzenie swoim genom. Samica, nastawiona na "budowę gniazda", miała być z założenia wierniejsza. Ostatnimi czasy ten ideał także jednak upada. Okazuje się, że kobiety często dążą do kontaktów seksualnych z atrakcyjnymi genetycznie partnerami (naładowanymi testosteronem samcami alfa), jednak komu powierzą wychowanie potomstwa - to zupełnie inna sprawa. Zwykle wybór pada na mężczyzn łagodniejszych i zainteresowanych raczej założeniem rodziny, niż poszukiwaniem przygód. Przy okazji prowadzonych w wielu krajach europejskich badań nad dziedzicznością wykryto, że całkiem spory odsetek mężczyzn wychowuje (nie zdając sobie z tego sprawy) cudze dzieci. (Np. we Francji jest to około 12-15 % mężczyzn).

 

Seryjni i ukryci

Nauka nie pozostawia nam więc złudzeń - podobnie jak ponad 90% naczelnych, nie jesteśmy gatunkiem "z natury" monogamicznym. Tyle natura. A co na to kultura?

Poligamia, czyli oficjalne wielożeństwo, w naszej kulturze legalna nie jest i niewiele wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Jeśli jednak przestaniemy mówić o mężach i żonach, a zaczniemy - o partnerach - okaże się, że poligamistów jest wśród nas całkiem sporo. Możliwe, że sami nimi jesteśmy - nawet, jeśli nie żyjemy z kilkoma osobami równocześnie. Seryjna poligamia to - jak sama nazwa wskazuje - wchodzenie w kolejne krótsze lub dłuższe związki "na wyłączność". Nowy partner co jakiś czas to coraz popularniejszy model.

Człowiek Zachodu w dużej mierze uprawia także poligamię ukrytą. Nawet będąc w stałym związku (z legalnym małżonkiem lub nieformalnym partnerem) miewa jednocześnie innych partnerów seksualnych. Stałych lub okazyjnych. Jak w rozmowie udzielonej "Wysokim Obcasom" mówił antropolog Bogusław Pawłowski, z badań przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych wynika, że ok. 30-40 % mężczyzn ma partnerkę lub partnerki poza stałym związkiem. Swoich mężów zdradza natomiast 15-25%. żon. Trudno tu jednak mówić o modzie - zdrada i niewierność to pojęcia znane od niepamiętnych czasów. Wspomina o nich Biblia, od czasu średniowiecznej opowieści o Tristanie i Izoldzie to jeden z najpopularniejszych motywów literackich. Zdradzaliśmy zawsze.

Skoro biologia jest "po naszej stronie", przyznając nam prawo do niewierności, a historia potwierdza te wnioski, czy koniecznie musimy uprawiać poligamię ukrytą lub seryjną? Niektórzy twierdzą, że nie. Jawne wchodzenie w symultaniczne związki z wieloma partnerami staje się coraz modniejsze i zyskuje - przynajmniej w liberalnych społecznościach - rosnącą akceptację społeczną.

 

Singiel, swinger czy poliamorysta?

Fakt, że singiel - człowiek niepozostający w stałym związku - swobodnie wchodzi w relacje seksualne z przygodnymi partnerami, niespecjalnie dziś dziwi. Jednak zdrada to wciąż temat tabu. Nad jego przełamaniem pracują swingersi, czyli zwolennicy zdrady jawnej i obustronnej. Niewierność stała się zajęciem partnerskim, rozrywką uprawianą w ramach stałej relacji. Swingersi umawiają się na seksualną wymianę partnerów z obcymi ludźmi - najchętniej także będącymi w stałym związku. Szacuje się, że swingu próbowało co najmniej 5% polskich par. Jako jeden z powodów (obok ciekawości, chęci przełamania rutyny czy dodania pikanterii stałemu związkowi) podają - paradoksalnie - lęk przed zdradą. Jawny skok w bok, zwłaszcza "z wzajemnością", wydaje się bezpieczniejszy.

- Swing nie zabezpiecza przed niewiernością - mówi Józef Sawicki, terapeuta z firmy psychologicznej J&Z - bo pragnienie doświadczenia przyjemności seksualnej z kimś nowym nie jest najistotniejszym czynnikiem popychającym do zdrady. Jej istotą bywa gra emocjonalna, nieuświadomiona chęć skrzywdzenia czy oszukania partnera albo wywołania jego reakcji - chociażby gniewu. Zdrada kontrolowana, zaakceptowana (mniej lub bardziej) przez drugą stronę, nie zaspokaja tej potrzeby. Niewykluczone więc, że swinger też będzie szukał okazji do zaspokojenia potrzeby niewierności w bardziej "klasycznej" formie.

Swingersi to w pewnym stopniu monogamiści - tyle, że z tendencją do obustronnie akceptowanych zdrad. Okresowa wymiana partnerów stanowi zaledwie urozmaicenie życia seksualnego, nie towarzyszy jej budowanie alternatywnych więzi.

Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku - mało jeszcze znanych w Polsce - poliamorystów. Oni także wychodzą z założenia, że człowiek istotą monogamiczną nie jest. Jednak, ich zdaniem, nie dotyczy to wyłącznie sfery seksualnej. Nie chodzi im o jednorazowe przygody (samotnie lub w parze), ale o całkowite przebudowanie ludzkich relacji, także tych emocjonalnych. Poliamoryści to idealiści. Nie wierzą, że można przeżyć życie tylko z jednym partnerem, w nakazie monogamii widzą ograniczenie wolności drugiego człowieka. Nie chodzi im o liczne przygody z różnymi osobami, ale o możliwość utrzymania wielu związków równoległych. Są jednak przeciwnikami życia w kłamstwie. Każdy z partnerów poliamorysty powinien wiedzieć o pozostałych, akceptować nie tylko fakt ich istnienia, ale także ich znaczenie w życiu swej "drugiej połówki" (lub jednej ze swych "ćwiartek").

- Człowiek od wieków ma problem z niewiernością. Jest rozdarty pomiędzy potrzebą bezpieczeństwa (które zapewniają stałe, stabilne związki), a potrzebą swobody i niezależności - mówi Józef Sawicki. - Poliamoryzm wygląda na beznadziejną próbę pogodzenia tych dwóch tendencji, wprowadzenia porządku, także moralnego, w nieuporządkowaną sferę relacji emocjonalno-seksualnych. To jeszcze jeden sposób na to, żeby zdradzać, jednocześnie nie zdradzając, doświadczyć przygody, nie tracąc poczucia bezpieczeństwa. Na dłuższą metę mało realne - granice wolności w związku to kwestia, którą każdy musi rozwiązać samodzielnie, odgórne umowy i ustalenia na nic się tu nie przydadzą.

 

Seksowna monogamia

Czy wynika z tego, że już wkrótce małżeństwo jednej kobiety z jednym mężczyzną odejdzie do lamusa, całkowicie zastąpione seryjną poligamią lub "wielopartnerskimi" komunami? Niezupełnie. Niezależnie od opinii biologów na temat naszej poligamiczności, fakty mówią coś zaskakującego - monogamiczny związek nam służy. Z badań Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że mężczyźni żonaci żyją znacznie dłużej od kawalerów i - co ciekawe - rozwodników. Z kolei badania przeprowadzone przez seksuologa Zbigniewa Lwa-Starowicza wykazały, że Polacy są - wbrew pozorom - bardzo zadowoleni ze swoich małżeństw. Ponad dwie trzecie rodaków w stałych związkach nie myśli o zmianie partnera i ma nadzieję na pozostanie z obecnym do końca życia. Zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych, żonaci i zamężne deklarują także duże zadowolenie z życia seksualnego, nawet w późnym wieku (emeryci pozostający w stałym związku uprawiają seks znacznie częściej, niż ich samotni rówieśnicy). Seks małżeński wyróżnia się także pod względem jakości - większość badanych znacznie bardziej ceni sobie życie erotyczne ze stałym partnerem, niż krótkotrwałe przygody, dostarczające być może więcej adrenaliny, jednak znacznie mniej autentycznej satysfakcji seksualnej.

Może więc rację mają nie tyle biolodzy - przekonani o poligamicznej naturze homo sapiens - ile raczej socjobiolodzy? Ci ostatni skłonni są określać ludzi jako "monogamistów ze skłonnością do zdrady" i wiele wskazuje, że jest to określenie trafne.

Jedno jest pewne - w tym, jaki model relacji wybierzemy, czy będzie to małżeństwo, wolny związek, czy komuna poliamorystów - lepiej kierować się własnymi potrzebami i uczuciami, niż modą.

 

Tematy: partner

Komentarze