Historia antykoncepcji

Ocena: .77/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

W wielu społecznościach pierwotnych dziecko stanowiło dar duchów lub bogów, a jego pojawienia się na świecie nie wiązano z aktem seksualnym. Nic dziwnego, że w kulturach tych nie znano również antykoncepcji – samo pojęcie „zapobiegania ciąży” wydawało się absurdalne.

Wynalezienie prezerwatywy przypisuje się nadwornemu lekarzowi króla angielskiego Karola II, doktorowi Condomowi
Wynalezienie prezerwatywy przypisuje się nadwornemu lekarzowi króla angielskiego Karola II, doktorowi Condomowi

Tam jednak, gdzie zdawano sobie sprawę, skąd się biorą dzieci, pole do popisu - dla medyków, magów i znachorów - było od zawsze spore.

 

Zanim pojawiła się (mniej lub bardziej skuteczna) antykoncepcja, liczbę urodzeń kontrolowano poprzez dzieciobójstwo lub wywoływanie poronień. Już prymitywne ludy odkryły poronne właściwości niektórych substancji. Pożądany efekt dawała ponoć bylina zwana sylfią (silphium) - dziś jej skuteczność trudno sprawdzić, roślina wyginęła na początku IV w. n. e. Z kolei dzika marchew, nazywana także zielem Królowej Anny, stosowana w starożytnej Grecji jako doustny środek antykoncepcyjny i poronny, rzeczywiście miała prawo skutkować. Współcześni naukowcy dowiedli, że wyciąg z dzikiej marchwi hamuje owulację, a w razie już zaistniałej ciąży - uniemożliwia rozwój płodu.

Jeszcze na początku XX wieku uwiedzione służące usiłowały pozbyć się dziecka skacząc z pieca lub celowo spadając ze schodów. Z kolei wiejskie dziewczyny z "problemem" udawały się do znachorki, spędzającej płody za pomocą wywarów z ziół, cudownych proszków lub prymitywnych zabiegów aborcyjnych, dokonywanych najczęściej w warunkach urągających podstawowym zasadom higieny. Nietrudno zgadnąć, że w efekcie tych działań w znacznej części przypadków życie tracił nie tylko płód, ale i przyszła matka.

Równolegle jednak do drastycznych zabiegów "po fakcie", ludzie od wieków próbowali zyskać kontrolę nad własną płodnością, by zabezpieczyć się przed ciążą.

 

Krokodyl w oliwie

O metodach kontroli urodzin czasem decydowały obserwacje znajdujące częściowe potwierdzenie w rzeczywistości, czasem - czysta magia i zabobony.

Stosunkowo dobrze orientowali się w kwestiach płodności starożytni Egipcjanie i Grecy. Pierwsza wzmianka o środku antykoncepcyjnym pochodzi z datowanego na około 2. tysiąclecie p.n.e. Papirusu z Kahun. Chodziło o dopochwowy tampon z masy, na którą składały się m.in. żywica i odchody krokodyla. Brzmi jak czarna magia, ale wbrew pozorom ma sens. Żywica blokowała plemnikom dostęp do dróg rodnych, zaś co do krokodylego łajna - współczesne badania dowiodły, że dzięki swemu kwaśnemu odczynowi ma ono pewne właściwości plemnikobójcze (równolegle do Egipcjanek odkryły to Rzymianki). Chinki natomiast używały maści ołowiowych, piły także rtęć - środki zabójcze dla komórek jajowych, ale i dla całego organizmu.

Metody chemiczne często łączono z mechanicznymi. Greckie kobiety przed stosunkiem wlewały do pochwy nieco oliwy - w gęstej, oleistej substancji plemnikom wyjątkowo trudno się poruszać. Stąd równie powszechne zastosowanie miodu czy żywicy. W wielu kulturach popularne było wkładanie do pochwy korków i tamponów - z wosku, wełny, alg lub wodorostów. Stosowano także prymitywne kapturki - ze skórek owoców (np. cytryny lub granatu) lub - jak w przypadku Chinek i Japonek - z papieru bambusowego. W II wieku n. e. grecki ginekolog Soranos z Efezu w traktacie położniczym "De arte obsterica morbisque mulierum" pisał o mechanicznych zastawkach, zamykających zewnętrzne ujście szyjki macicy. Dla większej skuteczności polecał smarowanie ich sokiem z fig lub granatów (również mających kwaśny odczyn).

Rewolucyjną metodę stosowały Indianki ze szczepu Chiapas w Meksyku. W spożywanym przez nie korzeniu ignamu współcześni naukowcy znaleźli substancję przypominającą progesteron - składnik pierwszych pigułek antykoncepcyjnych.

 

Cztery palce, czarny kot

Gdy mowa o wczesnych formach antykoncepcji, praktyczne działania często mieszają się z magią. Nic dziwnego - pierwotne metody kontroli urodzeń stanowiły gałąź medycyny ludowej, gdzie rytuał (czas, miejsce i sposób podania leku) bywa równie ważny, jak zastosowane środki. Pojawiały się też sposoby czysto magiczne.

Szczególny rozkwit absurdalnych i zazwyczaj (nie licząc efektu placebo) nieskutecznych metod antykoncepcyjnych możemy zaobserwować w Średniowieczu. Kobiety nakłaniane były wówczas do łykania żywych os lub picia nalewki na jądrach bobra, mężczyźni - do spożywania wywaru z jąder muła. Interesującą (i zapewne mniej obciążoną skutkami ubocznymi) metodą było noszenie ze sobą amuletu z lewej kości czarnego kota. Stosowano także siadanie przed stosunkiem na czterech palcach (gwarantujące jakoby cztery lata bezpłodności). Z kolei Chińczycy wierzyli, że zjedzenie 24 żywych kijanek na 5 lat zabezpieczy kobietę przed zajściem w ciążę.

W niektórych kulturach sądzono, że zabezpieczyć może wkładanie do pochwy kamieni. W Niemczech jeszcze na początku XX wieku stosowano podobną metodę - działanie umieszczanych w ciele kobiety ceramicznych kulek było wzmacniane wyrytym w glinie zaklęciem: "Obym nie przyniosła wstydu".

 

Onan i jogini

W zapobieganiu ciąży nie zawsze brały udział podejrzane substancje i magiczne zabiegi. Ludzie od zawsze pilnie obserwowali własne ciała, wyciągając niekiedy słuszne wnioski. Stąd na przykład odkrycie, że kobieta karmiąca piersią rzadko zachodzi w kolejną ciążę. I choć dziś wiadomo, że laktacja nie gwarantuje ochrony przed poczęciem, bywało, że sztucznie przedłużano ten okres, by cieszyć się względnie bezpiecznym współżyciem. Podobnie - choć cykl miesięczny kobiety został w pełni opisany dopiero w początkach XX wieku - pewne sukcesy dawała intuicyjnie stosowana okresowa wstrzemięźliwość. Starożytni Babilończycy potrafili dość precyzyjnie określić dni płodne kobiety, badając pH moczu za pomocą papierków lakmusowych.

Za jedną z najdawniejszych i najprostszych metod "antykoncepcji naturalnej" uchodzi stosunek przerywany. Dziś odradzany ze względu na niską skuteczność i negatywny wpływ na psychikę kochanków, znany jest jednak od tysiącleci. Wspomina o nim już Biblia. Starotestamentowy Onan, zmuszony prawem do poślubienia wdowy po swym bracie, nie chciał płodzić dzieci w cudzym imieniu. "Lecz wiedząc Onan, iż to potomstwo nie jemu być miało, gdy wchodził do żony brata swego, tracił z siebie nasienie na ziemię, aby nie wzbudził potomstwa bratu swemu" (Księga Rodzaju /38.9/).

"Tracenie nasienia na ziemię" - choć w nieco inny sposób - praktykowały także kobiety australijskie. Po stosunku bowiem wyrzucały z siebie spermę mocymi skurczami mięśni pochwy i ruchami całego ciała.

Europejczycy w opanowaniu odruchów seksualnych nie wykazywali się szczególną finezją. Świadomość ciała była nikła, chętniej stawiano na zaklęcia, magiczne rytuały i podejrzane substancje. Życie płciowe stanowiło temat tabu, kojarzyło się z grzechem i brudem. Inaczej sprawy miały się na Wschodzie. Joga i seks tantryczny w Indiach, tao seksu w Chinach - dzięki praktykom medytacyjnym jogini i taoiści udoskonalali jakość życia erotycznego własnego i partnerki. Niejednokrotnie potrafili świadome oddalać orgazm w czasie lub nawet całkowicie zrezygnować z wytrysku.  Męski "suchy orgazm" w znacznym stopniu ograniczał ryzyko zajścia w ciążę, jednak działanie antykoncepcyjne było tu raczej skutkiem ubocznym praktyk duchowych. Metoda służyła bowiem przede wszystkim oszczędzaniu cennej energii seksualnej.

 

Angielski przyodziewek

Ciężar antykoncepcji (niekiedy nie tylko nieskutecznej, ale i szkodliwej dla zdrowia) spoczywa zwykle na kobiecie. Wyjątek - od zamierzchłych czasów aż do dzisiaj - stanowi prezerwatywa.

Jej wynalezienie przypisuje się nadwornemu lekarzowi króla angielskiego Karola II, doktorowi Condomowi. Jako remedium przeciw niechcianej ciąży zalecił on władcy użycie perfumowanej owczej kiszki, przywiązywanej do ciała jedwabną tasiemką.

Jednak osłonki na penisa - ze zwierzęcych jelit, tkaniny, a nawet (jak w przypadku niektórych szczepów Indian) skóry węża - były w użyciu od tysiącleci. Także i tu prekursorami byli Egipcjanie - bawełniany futerał na członka stosowali faraonowie. Z kolei rzymscy legioniści używali prezerwatyw z baranich pęcherzy - już wówczas zdawano sobie sprawę, że żołnierz szczególnie narażony jest na choroby przenoszone drogą płciową.

W XVIII wieku Giacomo Casanova, amant wszechczasów, cieszył się powodzeniem pań nie tylko dzięki wyjątkowym talentom erotycznym, ale i dlatego, że - w przeciwieństwie do większości mężczyzn - nie zostawiał po sobie niespodzianek. Prezerwatywa (z jedwabiu, jagnięcego jelita czy koziego wyrostka robaczkowego), zwana przez niego wdzięcznie "angielskim przyodziewkiem" lub "kapturkiem pewności", wynalezionym by "chronić płeć piękną przed wszelkimi obawami" stuprocentowej ochrony oczywiście nie dawała, ale w znacznym stopniu ograniczała ryzyko.

 

***

Przełomowy dla antykoncepcji okazał się XIX wiek. W roku 1843 odkryto wulkanizację gumy, co pozwoliło produkować dość skuteczne prezerwatywy na skalę przemysłową. Niecałe sto lat później gumę zastąpiono lateksem kauczukowym - najpopularniejszym i najpraktyczniejszym do dziś materiałem. W roku 1850 pojawiła się w składach aptecznych Europy pierwsza maść plemnikobójcza, trzydzieści lat później - pierwsza diafragma.

Zanim jednak skuteczne metody antykoncepcji trafiły pod strzechy, musiała się dokonać swoista rewolucja obyczajowa. Za jej początek można uznać I Międzynarodowy Kongres Zwolenników Antykoncepcji, który odbył się w Zurychu w 1930 roku. W tym samym czasie Ogino i Knauss opracowali jedną z najpopularniejszych (i najmniej skutecznych) naturalnych metod zapobiegania ciąży - kalendarzyk małżeński.

Na najskuteczniejszą antykoncepcję - hormonalną - trzeba było poczekać jeszcze ćwierć wieku. Po raz pierwszy pigułkę zastosowano w 1956 roku. Ponoć powodowała tycie, a niektórym kobietom rosły od niej wąsy. Na szczęście, do naszych czasów skutki uboczne udało się zminimalizować niemal do zera.

Tematy: antykoncepcja

Komentarze