Beata Tadla o równowadze pomiędzy życiem zawodowym i osobistym

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

- Tęsknota za domem, kiedy jestem w pracy i za pracą, kiedy jestem w domu, to chyba istota spełnienia – wywiad z dziennikarką Beatą Tadlą

Beata Tadla z mężem, Radosławem Kietlińskim / ONS
Beata Tadla z mężem, Radosławem Kietlińskim / ONS

Anita Anders: Czy tyle pracując i odnosząc takie sukcesy, czuje się pani spełniona zawodowo?

Beata Tadla: Bez przesady z tymi sukcesami… Nigdy nie chciałabym stanąć przed ścianą i pomyśleć, że nic mnie już w życiu nie czeka. Na tym etapie czuję się mega szczęśliwą osobą. Robię to, co lubię. Nie wyobrażam sobie życia bez pracy i nie wyobrażam sobie życia bez mojej sytuacji rodzinnej. W telewizji zaczęłam pracę już po 30. - nie miałam jakiegoś wielkiego parcia, że muszę być na szczycie. Wystarczyło mi i nadal wystarcza to, co mam. Ta tęsknota za domem, kiedy jestem w pracy i za pracą, kiedy jestem w domu, to jest chyba istota spełnienia. W domu dobrze, w pracy dobrze i nie chcę, żeby to się zmieniało. Wystarczy, żeby było tak, jak jest.

 

Sprawdź, co Beata Tadla opowiada o macierzyństwie i pracy dziennikarki

Pani mąż jest szefem informacji w stacji Polsat News. Dwoje dziennikarzy pod jednym dachem. Czy zdarza się, że w domu czuje się Pani tak, jakby nie wychodziła z pracy?

Nie, kompletnie. Wszyscy sobie myślą, że przychodzimy do domu i dalej rozmawiamy o pracy. A my w domu rozmawiamy o tym, gdzie pojechać na wakacje, jak zaplanować weekend, kogo zaprosić, jakie książki przeczytać. Mnóstwo planujemy, mamy wiele bieżących spraw. Jesteśmy ludźmi bardzo rodzinnymi, więc staramy się każdy, nawet najdrobniejszy moment, spędzać razem i wykorzystać go maksymalnie. To są rzadkie chwile i dlatego musimy je celebrować.

A czy zdarzają się jakieś różnice zdań na temat tego, co się dzieje w Polsce i na świecie, na temat interpretacji bieżących wydarzeń?

Oczywiście, że tak. Potrafimy siedzieć do 3 w nocy, pijąc wino i rozmawiając o rzeczach absolutnie fundamentalnych. Całkiem niedawno mieliśmy gościa z zagranicy, który mocno się zdziwił, że ludzie w małżeństwie nie rozmawiają tylko o nowych komórkach i samochodach - tak jak to w tym kraju, z którego ta osoba przyjechała, się dzieje - tylko rozważają scenariusze polityczne, kreślą jakieś plany, w które wplecione są wydarzenia związane z krajem. Że są małżeństwa, które rozmawiają o tym, jakie muzeum odwiedzić, kiedy planują podróż. Dla tej osoby było to absolutnie niewiarygodne, że tematami rozmów dwojga ludzi żyjących pod jednym dachem może być przyszłość kraju czy też bieżąca polityka.

Macie jakieś wspólne, rodzinne pasje?

Podróże. Staramy się wyjeżdżać kiedy to tylko jest możliwe. Jeśli nie na dłużej, to chociażby na weekendy. Nasze dziecko ma zaszczepioną taką ciekawość doświadczania. Dla niego doświadczanie, dotykanie, przeżywanie jest dużo ważniejsze niż posiadanie. Absolutnie nie jest dzieckiem, które wymaga od nas rzeczy. Nigdy nie wymagał zabawek, nigdy nie robił awantur w sklepie. Jaś bardzo lubi dotykać świat, czy to jest świat zamknięty w wystawie muzealnej, czy świat w czasie wycieczki czy świat w kinie. On po prostu ten świat chłonie całym sobą. Potem bardzo przeżywa to, co zobaczył. Do tego stopnia, że pani w szkole prosi, by studzić jego emocje, ponieważ zabiera głos nie pytany, chce się podzielić tym, co zobaczył. Potrafi w podróży nie spać nawet 20 godzin - bo chce oglądać, zwiedzać. Do Internetu wchodzi najczęściej po to, by zobaczyć, gdzie jest wesołe miasteczko, które chciałby odwiedzić. Właściwie to cały jego kontakt z komputerem. Czasem w coś gra, ale to rzadkie momenty

Czy z tej pasji podróżowania wziął się Pani udział w akcji szukania hoteli przyjaznych rodzinom z dziećmi?

Oczywiście. Okazało się, że to ciągle niezagospodarowana nisza - rodzice chcą odpocząć, a dziecko się nudzi. To genialna idea i wspaniała akcja - by znaleźć miejsca, do których rodziny z dziećmi mogą przyjechać, nie biorąc ze sobą połowy pokoju dziecięcego. Przyjeżdżając do hotelu, który jest w stanie zapewnić to wszystko, rodzice są bardziej wypoczęci, dziecko jest wybawione, czego chcieć więcej?

To znaczy, że w Polsce jest jeszcze wiele do zrobienia? Porównując z Europą, z hotelami na świecie?

Myślę, że jest coraz lepiej. Akcja otworzyła oczy hotelarzom i otworzyła oczy mamom. Mamy zyskały świadomość, że jak rezerwują pokój hotelowy, to mogą zapytać o łóżeczko, wanienkę, podgrzewacz do butelek, plastikowe sztućce czy krzesełko do karmienia. To wszystko hotel powinien zapewniać - i to zapewniać za darmo, a nie za jakąś dodatkową opłatą. To się naprawdę zmienia. Nawet względem poprzedniej edycji hotele poczyniły krok do przodu. Mało tego, nawet wyprzedzają kryteria, które w kapitule ustalamy. I oferują jeszcze szerszą paletę możliwości. To bardzo krzepiące.

W natłoku wszystkich zajęć udało się Pani jeszcze wydać książkę.

Nie wiem, jak to się stało.

Książka powstała w zasadzie w ciągu 3 miesięcy, od czerwca do września, a w listopadzie już była w sprzedaży.

Gdybym miała ją pisać w czasie roku szkolnego, to powstawałaby pewnie przez rok. Jaś wtedy wyjechał na wakacje - najpierw z jedną babcią, potem z drugą, później na obóz. Gdyby był w domu, miałabym ogromne wyrzuty sumienia, że nie zajmuje się nim, tylko książką. Szłam do pracy, a po pracy siedziałam, pisałam, robiłam wywiady, opracowywałam je, zbierałam zdjęcia (bo na siebie wzięłam obowiązek zebrania zdjęć z dzieciństwa wszystkich osób, które były bohaterami tej książki). Nie potrafię opowiedzieć dokładnie, jak to wyglądało. To był czas tak wytężonej pracy, że tego 3-miesięcznego wycinka z zeszłego roku po prostu nie pamiętam. Ale też ogromna satysfakcja. Zresztą poznawanie tych ludzi było fantastyczne. Gdyby Jaś był w domu, na pewno by się to nie udało.

Skąd pomysł?

Pomysł z rozmów z rówieśnikami. Wszyscy, którzy jesteśmy z tego pokolenia, uwielbiamy rozmawiać o przeszłości, o naszym dzieciństwie, wspominać jak to zbieraliśmy puszki, piliśmy wodę z saturatora albo syfonu i chodziliśmy w relaksach. Dzieciństwo w Polsce Ludowej to nasze wspólne pokoleniowe doświadczenie. A jednocześnie niesamowity punkt odniesienia do dzisiejszych czasów. Kiedy pomyślałam sobie, że jesteśmy jedynym pokoleniem, które otrzymało szansę przeżycia dzieciństwa w PRL-u i dorosłego życia w wolnej Polsce i że to właśnie nam w '89 roku trafiła się ogromna szansa wchodzenia w dorosłość ,a wraz w wchodzeniem w dorosłość jednocześnie zaczynania życia w demokracji, to pomyślałam, że nikt przed nami i nikt po nas takiej szansy nie otrzyma.

Książka spotkała się ogromnym zainteresowaniem. Czy myśli Pani o kolejnej? Czy chciałaby Pani zajmować się pisarstwem?

Jeszcze jestem za młoda, za mało wiem i za mało jestem doświadczona, żeby usiąść i tak "z siebie" wydać książkę. Potrzebuję zgromadzić jeszcze trochę życiowej mądrości, żeby móc to zrobić. Ale książka w postaci rozmów czy wywiadów jest w moich planach. Mam nadzieję, że ukaże się jeszcze w tym roku. Na razie nie mogę zdradzić pomysłu. Jedną z rozmówczyń miała być Maria Kaczyńska. Więc pewnie jej zadedykuję książkę.

Szkoda, że nie mogę poznać szczegółów. Umieram z ciekawości.

Mogę tylko zdradzić, że będzie miała duży związek z dziećmi i osobami w starszym wieku.

I w całości będzie oparta na rozmowach?

W całości.

W Internecie, które jest medium trudnym, cieszy się Pani dużą popularnością i to popularnością bardzo pozytywną, co wcale nie jest takie powszechne. Znalazłam strony dedykowane Pani, prowadzone przez fanów. Zbiera Pani mnóstwo pozytywnych komentarzy.

I bardzo mnie to cieszy. Po 10 kwietnia pojawiły się jednak mniej chwalebne. Zarzucono mi, że zbytnio uległam emocjom i zachowałam się nieprofesjonalnie. I że szefowie powinni mnie zmienić widząc, że sobie nie radzę. Ale z drugiej strony, inni twierdzili, że taki przekaz nie był im obcy. Że nie byłam maszyną, tylko człowiekiem, który też ma swoje emocje, odczuwa i jest bliższy ludziom. Otrzymałam ogromne wsparcie w postacie smsów, maili, listów, to było niesamowite. Posypały się też  negatywne oceny, przyjmuję je z pokorą. Poza tym ktoś, kto jest zajęty, spełniony, szczęśliwy nie ma czasu na takie rzeczy.

Z drugiej strony inni zarzucali Jarosławowi Kuźniarowi, z którym prowadziła Pani dyżur, że zachował się zbyt powściągliwie.

Jarek jest profesjonalistą. Proszę sobie wyobrazic, że płakalibyśmy oboje. Każdy przeżywa taką sytuację, jak potrafi, Jarek też ciężko to zniósł, ale potrafił wytrzymac z eksplozją emocji. I dobrze, bo mnie hamował, mobilizował, bardzo mu za to dziękuję. Nie można dogodzić każdemu Zresztą nie mam takiego zamiaru, nie da się sprostać wszystkim gustom. Kiedy przyszłam do telewizji mówiono mi, że mam być bardziej agresywna, bardziej napastliwa w stosunku do swoich rozmówców, że powinnam rzucać im się do gardeł, bo takie jest współczesne dziennikarstwo. Stwierdziłam, że tak nie umiem, bo to nie leży w mojej naturze. Mam naturę łagodną, wolę zdobywać informacje z uśmiechem. Czy ktoś zakazuje takiego typu dziennikarstwa? Powiedziałam: - Dajcie mi szansę, to pokażę, że jest też miejsce dla takich dziennikarzy. - To nie znaczy, że oni są gorsi albo lepsi, są po prostu inni. I na szczęście TVN jest takim bardzo pojemnym workiem, w którym może być i dziennikarz uznawany za agresywnego, i ten, który jest uznawany za łagodnego, ciepłego - bo być może widzowie takiej osoby też potrzebują. Każdy znajdzie swoją widownię. Nie wolno nam myśleć, że będziemy się zawsze podobać wszystkim.

Czy udaje się Pani znaleźć czas tylko i wyłącznie dla siebie? Czas, który może Pani poświecić tylko sobie?

To bardzo rzadkie momenty. Czasem sobie gospodaruję trochę czasu kosztem snu i wypoczynku. Kiedy kończę pracę o 11, wyszukuję interesujące filmy i zasiadam w kinie. Jestem sama na widowni, śmieję się i płaczę tylko dla siebie. Czasem bardzo lubię coś, co kompletnie jest dla moich znajomych nienormalne - chodzę sama do restauracji. Lubię wziąć gazetę albo książkę i po prostu godzinę spędzić przy dobrej sałatce. Lubię też czasem sobie po prostu pójść na masaż. Poza tym traktuję czas spędzony z rodziną jako czas dla mnie.

Tematy: wywiad, macierzyństwo i kariera, Beata Tadla, praca i macierzyństwo, podróże, Pokolenie '89

Komentarze