Zwiąż się ze mną intymnie

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Nie patriarchat, nie matriarchat. Nawet nie partnerstwo. To równouprawnienie, ale bez walki o dominację. Przyjaźń i intymność z poszanowaniem wzajemnych różnic. Oto recepta na udany związek XXI wieku?

Nie staraj się być za wszelką cenę perfekcjonistką w związku.
Nie staraj się być za wszelką cenę perfekcjonistką w związku.

"Partner"? Brzmi lodowato. "Mąż"? Trąci z lekka myszką. Koniec z tymi nazwami. Koniec też z "partnerką" i "żoną". Przed nami era nowych związków. INTYMNYCH.

W nich jesteś żoną, dziewczyną, kochanką, partnerką, przyjaciółką, matką, ale niekoniecznie musisz grać rolę kucharki w kuchni i kurtyzany w sypialni. W poniedziałek możesz robić na szydełku firanki do kuchni, piec ciasto z agrestem, a w środę nie myć ani naczyń, ani dzieci, tylko oglądać walki bokserskie. A twój facet wprawdzie we wtorek wykręci kolanko w zlewie, w czwartek wyprasuje tygodniowe pranie, ale w sobotę pójdzie na lekcję baletu. Koniec z udowadnianiem sobie, jemu, światu, że po mistrzowsku posługujesz się młotkiem i wypełniasz PIT-a! On już nie musi wchodzić w rolę Piotrusia Pana, twojego utrzymanka albo Pana Niedostępnego.

Nowe zasady

Nowy związek XXI wieku to związek "bez przegięć". W żadną ze stron, ani w stronę Gertrudy Stein z jej powiedzeniem, że facet jest potrzebny kobiecie jak rybie rower, ani w grzeczne siekanie kotletów każdego popołudnia. Nadeszła pora na nowe sposoby na bycie w związku! "Współczesne kobiety mają dwie strategie postępowania w związkach: strategię tradycyjną, przekazywaną z pokolenie na pokolenie od początku XX wieku, oraz strategię kobiet "wyzwolonych", powstałą pod koniec XX wieku (nazywaną złośliwie przez mężczyzn strategią: "byłam słaba, teraz jestem silna. Pieprz się!"). Żadna z nich nie zapewni ci miłości takiej, na jaką zasługujesz" - przekonuje Terence Real, amerykański psychoterapeuta, autor wydanych niedawno w Polsce "Nowych zasad małżeństwa" (polecamy!).

Nie musisz tworzyć już duetu partnerów idących przez życie, co było do niedawna synonimem najbardziej udanego związku. "Szczęście oznaczało, że małżonkowie będą dobrymi towarzyszami. Ramię w ramię stawiali czoła życiowym zmianom, wychowywali dzieci, płacili podatki, przeżywali dobre i złe chwile" - pisze Real. Tworzysz coś więcej. Związek kompletny, w którym każde z was jest sobą.

Zdaniem dr Tomasza Sobierajskiego, socjologa z UW, "wyćwiczenie" takiego związku wymaga ogromnego nakładu pracy, rozmów, rozmów, rozmów. - Jeżeli ich nie ma, związki przekształcają się w hybrydy typu: swingersi i seks z innymi partnerami bez zobowiązań, kobiety które są jedynymi żywicielkami rodzin, mężczyźni którzy są słabeuszami. Stąd pełno wokół nas kobiet wyzwolonych, Piotrusiów Panów i innych dziwactw, które tłumaczą nasze niedostatki, zwalniając od pracy nad sobą - uważa Tomasz Sobierajski.

Po prostu bądź

Kim być więc w związku? Ani perfekcyjną żoną, matką ,sprzątaczką, ani wielkim łowczym. Najlepiej być jego częścią i zajmować się  tym, w czym jest się dobrą. Bez konieczności udowadniania swojej perfekcyjności w żadnej z dziedzin. "Po prostu być" - kiedyś było zarezerwowane dla facetów. Teraz także dla kobiet.

Tym, kto w takim związku powinien się nieco zmodyfikować, jest ... facet. To ważne, żeby, mimo wrodzonej niechęci do rozmów, umiał chociaż słuchać. Jeszcze dwadzieścia lat temu, uskarżanie się na swojego partnera: "On nie jest moim przyjacielem, jest oschły, lekceważący, nie traktuje poważnie moich uczuć", byłoby uznane za czepianie się i dziwactwo. Dzisiaj takie zachowanie mężczyzny to poważny powód do rozwodu. Dlaczego? Zdaniem Terrenca Reala, kobiety w ciągu minionych lat zmieniły się bardzo: stały się niezależne, pewne siebie i szczęśliwe.

Babski facet

A faceci? Oni właściwie zmienili się niewiele. I co mają z tym zrobić kobiety? Pracować nad tym? Uczyć facetów bycia bardziej miękkimi, emocjonalnymi?

Każda z nas ma swój sposób. Mówi Kamila (27 lat): "Nie mam potrzeby pracowania nad moim mężem, by był bardziej emocjonalny i bardziej "babski". Uważam, iż posiada normalny ludzki stopień wrażliwości, a to, że nie zawsze i nie zupełnie jest w stanie pojąć tak zwaną kobiecą logikę, wynika właśnie z różnicy płci i jest najzupełniej naturalne i w porządku". Mówi Ania (30 lat): "U niego raczej cechy kobiece w ogóle nie występują. Mamy więc związek męskiej kobiety z facetem."

Nie zawsze jest łatwo. W kwestii emocji mam swoją teorię: emocjami rządzą hormony. Nie mogę wymagać od faceta, żeby był bardziej emocjonalny, bo musiałabym sztucznie zachwiać jego gospodarkę hormonalną, wypompować trochę testosteronu, a wpompować estrogenu czy czegoś tam. Jeśli kobieto, masz ochotę na emocjonalnego partnera, to zwiąż się z drugą kobietą. Emocje gwarantowane."

Seksualny koktajl

A jak z seksem? Czy rodzicielstwo kłóci się z romansem, a rodzice stają się aseksualni? Niekoniecznie. Ania uważa, że dopóki mają na siebie ochotę, jest między nimi bliskość. Na dzisiaj seks jest dla nich naturalnym i ważnym elementem życia, bo żeby chcieć być razem, potrzebny jest koktajl partnerstwa i intymności.

"On powiedział mi kiedyś, że chce być ze mną cały czas. I że będziemy razem nawet pomarszczeni, starzy. Nawet wtedy, gdy będziemy robić pod siebie. To chyba niezłe intymne wyznanie miłości?" - mówi Ania.

Ważne bezpieczeństwo

Nie tylko seks jest sexy, ale także dawanie sobie wolności. I znowu: w nowym związku bez przegięć. Bo niby nie ma wolności bez miłości - jak śpiewał Sting: "Jeżeli kogoś kochasz, uwolnij go", ale wszystko to do pewnych granic, takich, w jakich oboje partnerzy czują się bezpieczni. Granice wolności są zwykle tam, gdzie partner zaczyna się niedobrze czuć. Iwona przeszła niezły "trening wolności" tuż po poznaniu Pawła. Spotykał się on dosyć często na długich spacerach ze swoją byłą dziewczyną. Czasami ona przychodziła z dziećmi, zawsze w tajemnicy przed swoim mężem. Iwonę rozsadzały emocje, tym bardziej, że czuła się przez nią ignorowana. Kiedy okazało się, że nie chce spotykać się w trójkę, ani przedstawić im swojego męża, Paweł przestał się z nią spotykać. Od czasu do czasu rozmawiają przez telefon. Czuję się już bezpiecznie - mówi Iwona.

Właściwie o to chodzi, żeby czuć się w związku dobrze i bezpiecznie. Bez zbędnej filozofii, przegięć i kombinowania. Tylko jak teraz nazwać swoją drugą połowę? Skoro już nie "maż" i nie "partner"? "Mój ukochany towarzysz życia"? Za długie. Nazywaj go więc jak chcesz. Byle nie Misiu...

Tematy: związek, partnerstwo

Komentarze