Wprowadziła się, czyli z męskiego punktu widzenia

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Wprowadziła się tydzień temu. Cieszyłem się jak głupi, bo kocham to wredne babsko z całych sił. Myślałem sobie: będę ją miał na co dzień, dwadzieścia cztery godziny na dobę, będzie jak w raju.

Przeprowadzka, przyjemność czy kara?
Przeprowadzka, przyjemność czy kara?

Kolacje przy winie późno wieczorem, seks do białego rana, wspólne leniuchowanie w łóżku przed telewizorem, kancik w spodniach, wyprasowane koszule i ciepła strawa pod sam nos. Po prostu wspaniale.

Przeprowadzka zajęła jej trzy tygodnie. Każdy normalny facet załatwiłby to w  dwie godziny: skrzyknął kumpli, logicznie popakował rzeczy w kartony i jazda, a o dwudziestej -  liga mistrzów w jednym z pubów. Kobiety robią to jednak inaczej.

Zaczęło się od plastikowych toreb, do których upychała różne niepotrzebne rzeczy, które miały upiększyć moje, a raczej już nasze mieszkanie. Do domu wracałem zawsze jak objuczony wielbłąd. Na drugi ogień poszły ubrania. Na szczęście zmieściła je do trzech, wielkich waliz, z którymi wyglądała jak emigrant zza wschodniej granicy. Kilka dni później zadzwoniła i powiedziała, że spakowała całą resztę i na mnie czeka. Pojechałem. Przez trzy godziny uginałem się pod strasznym ciężarem niezliczonej ilości kartonów i kartoników.

- Ostrożnie! - krzyczała - to szkło po babuni! A ten karton nie może stać na tym, bo jest cięższy. Nie mogę iść z tobą na górę, bo muszę pilnować samochodu.

Gdy zaoponowałem tłumacząc, że wszystko jest w kartonach i nie powinna się martwić, oznajmiła mi, że w tym otwartym, z którego niemal wszystko się wysypywało, jest jej biżuteria i ona jej tak tu nie zostawi. Kolejne kartony były męką. Ciężkie jak diabli. Co ona tam napchała?

- Książki i papiery - poinformowała mnie ze stoickim spokojem. Książki rozumiem, też mam ich niemało, ale papiery? - Są mi bardzo potrzebne.

Zamieszkaliśmy. Pierwszy dzień był cudowny, pyszna kolacja przy winie, którą przygotowałem na jej cześć, nastrojowa muzyka, no i oczywiście cała reszta, co wam będę opowiadał, sami wiecie, co i jak. Totalny, niezaprzeczalny raj, który skończył się zaraz następnego dnia.

- Może byśmy poszli do kina - dzwonię do niej z pracy.

- Mowy nie ma. Musimy wszystko rozpakować i poukładać. Wiesz, tak sobie myślę, że powinniśmy kupić dodatkowy regał na książki. Co ty na to? Już nawet wiem gdzie.

Zanim zajęła się książkami, do których dotarła dwa dni później, zrobiła mi generalny przegląd rzeczy i oskubała z dwóch górnych półek w garderobie, bo zabrakło jej miejsca na letnie ubrania. Pomyślałem z nostalgią, że kiedyś garderoba była cała moja. Czyste rzeczy na półkach i wieszakach, brudy na podłodze i w łazience. Teraz mam półki tematyczne. Spodnie, koszule, bluzy, swetry, a w łazience wiklinowy kosz na pranie. I muszę tego pilnować. A co do łazienki, to mieszkam z kobietą tydzień i nie mogę wyjść z podziwu, jak długo można siedzieć w tym domowym gabinecie piękności. Rano -  ponad pół godziny, wieczorem od godziny do półtorej. Drzwi zamknięte na klucz i zero kontaktu z pacjentką. Nie dość na tym, że został mi ograniczony dostęp do tego przybytku, to na półkach i szafkach zaczęły królować, wypierając moje przybory do golenia, kremy, kremiki, flakoniki, tubki, lakiery, perfumy, pomadki, szminki, tusze we wszystkich możliwych kolorach i odcieniach. Jak każdy normalny facet, mieszkający do tej pory samotnie, odzwyczaiłem się od opuszczania deski klozetowej, no, bo i po co. Teraz, ilekroć o tym zapomnę, słyszę przesłodzone ale bezduszne - Kochanie! Nie zapomniałeś o czymś?- I jak posłuszne tresowane zwierzę, drepczę z powrotem do miejsca przewinienia.

Rozpakowywała się trzy dni. Drobiazgów, świeczników, wazoników, lamp, lampeczek, puzderek i innych, nikomu niepotrzebnych rzeczy, przybywało z godziny na godzinę. Teraz mieszkam w… skansenie. Gdziekolwiek nie usiądę, coś na mnie patrzy albo o coś zawadzam.

- Jak wstajesz z kanapy to wygładź ją, żeby nie było zagnieceń! Gaś światło, gdy wychodzisz z sypialni! Chowaj buty do szafki! Nie rzucaj wierzchnich okryć na fotel! Jak jesz kanapkę, to weź talerzyk, bo kruszysz! Zamykaj szafki w kuchni! Miałeś pozmywać po obiedzie. Naczynia nie mogą stać w zlewie, gdy mamy otwartą na pokój kuchnię!!

Gdy mieszkałem sam, miałem święty spokój. Mogłem do woli kruszyć i rzucać ciuchy byle gdzie i nie zmywać przez trzy dni, dopóki zlew się nie zapełnił. To dopiero było życie!

Jeśli chodzi o seks, to też się co nieco zmieniło. Kiedyś zapytałem kumpla, jak wygląda życie po ślubie? Odpowiedział, że wszystko jest tak samo, tylko -  rzadziej. I coś w tym jest. Co wieczór toczę batalię z moją kobietą o łóżko; ja chcę jej bliskości, a ona spokoju i spania na żabę, czyli w rozdeptanej pozycji na brzuchu. Coraz bardziej przyzwyczajam się do chłodnej, chropowatej ściany, w którą jestem wciskany. I jeszcze jedno.

W momencie, gdy moja luba wprowadziła się do mnie, przybyli także jej znajomi, którzy kochają imprezować, ale przeważnie u kogoś innego niż u siebie. Gdy chodzimy do nich, dostajemy chipsy z sosem jogurtowym. Za to u nas, dzięki gościnności mojej kochanej kobiety, stoły uginają się od jedzenia i picia. Goście przybywają stadnie, a nasz dom zamienia się w prawdziwe muzeum osobliwości.

I tak przekonałem się, że życie we dwoje bywa ciężkie, ale w żadnym momencie nie jest nudne. Nauczyłem się też, że kobietę trzeba cały czas dopieszczać, gdyż jeśli tego zaniedbam, usłyszę: - Nudzisz się ze mną. Już wcale nie rozmawiamy. A zdarza się to głównie wtedy, gdy zasiadam w fotelu, by obejrzeć mecz w telewizji.

Tematy: On, Ona, zmiany w życiu, nowe mieszkanie, kartony, przeprowadzka

Komentarze