Płeć przyjaźni

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

„Męska przyjaźń jest prawdziwsza”, „Kobiety nie potrafią się przyjaźnić”, „Tylko kobieta zrozumie kobietę”, „Przyjaźń damsko-męska to mit”. Obiegowe opinie są często sprzeczne. Jak i czym różnią się relacje przyjacielskie między kobietami i mężczyznami?

Podobno kobiety są lepszymi przyjaciółmi nie tylko dla innych kobiet, ale i dla mężczyzn.
Podobno kobiety są lepszymi przyjaciółmi nie tylko dla innych kobiet, ale i dla mężczyzn.

Potęga stereotypu

Przyjaźń męska to - w obiegowej opinii - relacja uczciwa i szczera. Panowie o swoich uczuciach względem kumpli nie mówią, bo - po pierwsze - mężczyźnie o uczuciach mówić nie wypada, po drugie - nie ma o czym gadać. Kumpel to kumpel, należy mu się szacunek i lojalność. Relacje mężczyzn nie wymagają słów - wyrażają się poprzez wspólne wypady na piwo i na mecz. Rozmowy dotyczą konkretów - jaką wiertarkę wybrać, ile pali samochód. Jedyna dopuszczalna forma werbalnego wyrażenia uczuć to - w razie kłopotów - lapidarne: "wiem co czujesz, stary". Poza tym wystarczy świadomość, że jest ktoś, kto zrozumie, poklepie po plecach i nieproszony nie będzie udzielał zbędnych rad.

Stereotyp dotyczący przyjaźni kobiecej jest zupełnie odmienny. Zgodnie z nim, kobiety spędzają czas przede wszystkim na rozmowie. Opowiadają sobie o mężczyznach, ubraniach i najskuteczniejszych metodach golenia nóg. Razem chodzą na drinka, na zakupy i do kina na komedie romantyczne. Zwierzając się sobie z uczuciowych rozterek, jednocześnie cały czas po cichu rywalizują - która ma przystojniejszego męża, dłuższe nogi, grzeczniejsze dzieci. Gdy na horyzoncie pojawia się atrakcyjny samiec, "przyjaciółki" zamieniają się w jawne rywalki, gotowe na każde świństwo. Jeśli tzw. przyjaciółka zawiedzie, należy się na nią obrazić i obmyślić wyrafinowaną zemstę. Tak rozumiana przyjaźń kobieca jawi się przy męskiej jako infantylna, histeryczna, oparta na cichej rywalizacji i wyrażająca się poprzez nieustanne bezsensowne trajkotanie. W zasadzie trudno ją - w przeciwieństwie do "czystej" relacji dwóch mężczyzn - w ogóle nazywać przyjaźnią.

Obok tego - bardzo krzywdzącego - stereotypu istnieje jednak inna opinia. Zgodnie z nią, przyjaźń kobieca jest relacją wyjątkową, opartą na głębokim porozumieniu, wynikającym ze wspólnoty doświadczeń (a być może nawet budowy mózgów).

Wyższość kobiet

Z trwających 4 lata badań przeprowadzonych przez naukowców z brytyjskiego University of Manchester wynika, że kobiety chętniej i skuteczniej niż mężczyźni wspierają się w ciężkich chwilach. Przyjaźnie kobiece są trwalsze i przynoszą więcej wymiernych "korzyści" - np. kobiety mające przyjaciółki dużo łatwiej dochodzą do siebie po stracie partnera (w przypadku przyjaźni męskich nie zaobserwowano takiej prawidłowości). Przyjaciółka jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania, tego, co od niej otrzymujemy, nie może nam dać żaden mężczyzna. Ponieważ - zgodnie z kolejnym stereotypem - prawdziwa przyjaźń między kobietą a mężczyzną (z wyjątkiem geja) w ogóle nie jest możliwa.

Tymczasem z przeprowadzonych w 2008 roku przez TNS OBOP na zlecenie profesora Janusza Czapińskiego badań nad przyjaźnią Polaków wynika, że - choć częściej przyjaźnimy się z osobami tej samej płci - kobiety są lepszymi przyjaciółmi nie tylko dla innych kobiet, ale i dla mężczyzn. Przedstawiciele obu płci, proszeni o wskazanie trzech najlepszych przyjaciół, w 58 procentach przypadków wymieniali same kobiety, a tylko w 3 procentach - samych mężczyzn. Wynika to z faktu, że mężczyźni skłonni są za najlepszego przyjaciela uznać partnerkę (dla kobiet "partner" i "przyjaciel" to zwykle osobne kategorie). W przypadku zakończenia związku to mężczyzna częściej prosi "zostańmy przyjaciółmi", podczas gdy kobiety chętniej palą mosty i nie chcą byłego partnera znać. O przyjaźni nie wspominając. Mężczyźni mniej wyraźnie rozdzielają relacje przyjacielskie od seksualnych, co sprawia im niekiedy pewien kłopot.

Filozof Alain de Botton zauważa, że fakt, iż panowie są mało wylewni i skłonni raczej do szorstkiego traktowania kumpli - wynika z głęboko zakorzenionego lęku przed posądzeniem o homoseksualizm. "Mężczyźni mają ten nieznany kobietom kłopot, że boją się zbytniego okazywania uczuć przyjacielowi. Przyjaciółki mogą bez problemu trzymać się za ręce, a nawet spać w jednym łóżku. Mężczyźni heteroseksualni nigdy by w tak fizyczny sposób nie wyrażali swoich uczuć". Nie zmienia to jednak faktu, że przyjaźń męska bywa uczuciem równie szczerym i głębokim jak kobieca.

Tymczasem według badań przeprowadzonych na kalifornijskim UCLA, "przyjaźnie pomiędzy kobietami są wyjątkowe. To one nas określają, wypełniają emocjonalne luki w naszych małżeństwach, pomagają nam pamiętać, kim naprawdę jesteśmy". To ostatnie zdanie z pewnością jest prawdziwe - wiara w niezwykły status kobiecej przyjaźni pomaga nam odróżnić się od mężczyzn, w dodatku pozytywnie. Pytanie, czy to faktycznie plus?

Norah i przyjaciele

Kilka lat temu Norah Vincent - amerykańska antropolog, zdeklarowana feministka i lesbijka - podjęła się przeprowadzenia fascynującego eksperymentu. W przebraniu i charakteryzacji, jako chłopak imieniem Ned, wyruszyła na wielomiesięczne "badania terenowe" wśród mężczyzn. Swoje doświadczenia opisała w książce "Mężczyzna od podstaw. Podróż pewnej kobiety do świata mężczyzn i z powrotem".

Jedną z pierwszych grup, do jakich przeniknęła, była lokalna drużyna kręglarska. Zaskoczyło ją ciepłe przyjęcie i otwartość mężczyzn. Już pierwszy powitalny uścisk dłoni "przekazywał więcej uczuć, niż jakikolwiek uścisk dłoni, jaki wymieniłam wcześniej z kobietą. Powitania u kobiet wydawały mi się zawsze sztuczne i zimne, pełne oślizgłej dystynkcji. Widziałam masę kobiet ściskających się w taki właśnie sposób, nawet jeśli znały się od dłuższego czasu i uważały za dobre przyjaciółki. Przypominały wtedy przeciwne bieguny magnesu zbliżane do siebie przez siłę konwenansu".

Kolejnym zaskoczeniem było stopniowe odkrywanie głębokiej solidarności mężczyzn, ich gotowości wzajemnego wspierania się (fakt - często w obliczu "wspólnego wroga", czyli kobiet). "Feminizm chciał nas nauczyć solidarności w obrębie płci, zaczęłam jednak podejrzewać, że mężczyźni odkryli ją i zaczęli praktykować już dawno temu. W jakimś stopniu nie musieli się ani uczyć, ani sobie przypominać, że braterstwo stanowi o ich sile. Wydawało się, że po prostu o tym wiedzieli."

Vincent podkreśla, że - aby stać się częścią grupy - nie musiała w żaden sposób się o to starać. Wystarczyło że była (a właściwie - że był Ned). "Dostałam kredyt zaufania, dzięki któremu zaraz na starcie, bez żadnych pytań, przydzielono mi status kumpla. Żeby go stracić, musiałabym najpierw na to zasłużyć".

Co ciekawsze, nawet pomimo nadużycia zaufania mężczyzn (u podstaw jej działań leżało przecież oszustwo) - nie straciła ich przyjaźni. W niemal wszystkich grupach, do których przeniknęła (drużyna kręglarska, grupa akwizytorów, zakon), ujawniała w końcu swoją prawdziwą tożsamość. Nigdy nie spotkała się z negatywną reakcją, mężczyźni wykazywali się zdumiewającym zrozumieniem dla jej eksperymentu i "po fakcie" nadal uważali ją za przyjaciela. Zmieniło się tylko jego imię. I płeć.

Amerykański sen o płci

Norah Vincent nie stawia tez ogólnych, relacjonuje własne doświadczenia. Badała głównie przedstawicieli amerykańskiej klasy średniej - grupy ogromnie skonwencjonalizowanej, w której role płciowe rozdane są z góry, sztywne i niezmienne. Przed eksperymentem znała z autopsji wynikające z takiego stanu rzeczy problemy i bolączki kobiet i gejów. Wcielając się w Neda odkryła, że także heteroseksualni mężczyźni są w tym systemie nieszczęśliwi i bezradni. Od nich również wymaga się odgrywania konkretnych ról (np. "twardziela" czy "głowy rodziny"). Przyjaźnienie się z kobietą jest dla nich nie do przyjęcia - zaburza porządek, osłabia i tak już nadwątlone poczucie męskości. Badani przez Vincent mężczyźni jedynie dzięki sytuacji wyjątkowej - eksperymentowi z "przebieranką" - mieli możliwość odkrycia, że mogą po bratersku traktować istotę odmiennej płci. Większość przedstawicieli amerykańskiej middle class takiej szansy nie dostaje. W świecie sztywnych reguł, głębokich podziałów, wiecznej wojny płci - solidarność i braterstwo w obrębie "własnego gatunku" to często jedyny sposób na osiągnięcie autentycznej bliskości emocjonalnej.

Nad różnicami pomiędzy męską a kobiecą przyjaźnią od wielu lat zastanawia się również amerykański psychoterapeuta Geoffrey Greif, autor książki "Zrozumieć męską przyjaźń". Według niego różne sposoby przeżywania i wyrażania przyjaźni wynikają nie tyle z wrodzonych różnic pomiędzy płciami, ile przede wszystkim z odmiennych sposobów wychowania. Kobiety mają być ciepłe, uczuciowe i delikatne, mężczyźni - twardzi, chłodni i gotowi do współzawodnictwa. Obie płcie od dziecka uczone są wymaganych zachowań, godzą się z nimi i powielają w późniejszym życiu. Fakt, że mężczyźni praktykują raczej shoulder-to-shoulder friendship ("przyjaźń ramię w ramię", polegającą na wspólnym działaniu), a kobiety face-to-face friendship ("przyjaźń twarzą w twarz", wyrażającą się w rozmowie) - to raczej skutek społecznego "programowania", niż naturalnych różnic.

Opinia Greifa pokrywa się więc z tym, co wywnioskować można z lektury książki Norah Vincent - również w przyjaźni bywamy więźniami ról społecznych.

Kto jest lepszym przyjacielem, czy istnieje przyjaźń "kobieca", czy jest od "męskiej" doskonalsza czy wręcz przeciwnie... Nie sposób udzielić obiektywnej odpowiedzi na te pytania. Opinie psychologów, socjologów czy antropologów, wyniki badań i sondaży - bywają niemal tak samo zróżnicowane, jak przedstawione na wstępie stereotypy. Wiele zależy od tego kto pyta, kogo pyta, często także - co i komu chce udowodnić. Tezy uniwersalnej jak dotąd brak.

Na całe szczęście o tym, czy możemy kogoś - niezależnie od jego płci - nazywać przyjacielem, nie decydują badania ani statystyki.

Komentarze