Matka matce wilkiem – dlaczego tak chętnie krytykujemy się wzajemnie?

Ocena: 4.77/5 Głosów: 7
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Nikt nie zrozumie matki tak, jak inna matka. Również niczyja krytyka nie smakuje tak gorzko, jak ta serwowana przez rodzicielki innym mamom. Dlaczego z taką łatwością przychodzi nam wytaczanie najcięższych dział wobec kobiet, z którymi tak wiele nas łączy?

Fotolia

Macierzyństwo pod ostrzałem

 

Nikogo nie ominie. Nikomu nie odpuści. Nie ma przed nią ucieczki. Krytyka, bo o niej mowa, dosięga nas na każdym kroku. Jest nieodłączną częścią naszego życia. Jednak zauważyłam szczególną jej prawidłowość. W momencie, gdy zostajesz matką, krytyka ciebie dotycząca staje się jakaś specyficzna, jakby bardziej dotkliwa, otrzymuje nowy wymiar – przestaje dotyczyć tylko ciebie.

Zawsze wyobrażałam sobie społeczność mam jako wspólnotę wspierającą się wzajemnie, udzielającą sobie rad, empatyczną, taką, która zwyczajnie rozumie. Nigdy nie przypuszczałam, że wychowywanie dziecka może dawać jednym matkom prawo do wyrażania się o innych w sposób tak bardzo krzywdzący i niesprawiedliwy. Nie sądziłam tak do momentu, w którym sama nie zostałam matką.

  

Zatrute serca, wątpliwości i niepewność 

 

Pamiętam dokładnie dzień, w którym ujrzałam dwie różowe kreseczki na teście ciążowym. Wtedy to po raz pierwszy poczułam, że jestem mamą. Ogromna radość, euforia. Informowanie rodziny, przyjaciół, wszystkich wokół. Jeszcze więcej radości, jeszcze większa euforia. Pamiętam też, niestety, pierwszą uszczypliwość pod moim adresem jako mamy. Wypowiedziała ją z przekąsem moja koleżanka, patrząc, jak przeglądam oferty wózeczków. „Nie powinnaś jeszcze przeglądać takich stron. To dopiero początek ciąży. Nigdy nie wiadomo, co może się zdarzyć.” Niby niewinne zdanie, ale cała moja radość nagle zgasła. Zamknęłam tę stronę, jakby w poczuciu winy, że krzywdzę moje dziecko. Przez całą ciążę nie mogłam znaleźć radości w kupowaniu rzeczy dla maluszka, a wózek kupiłam dopiero trzy miesiące po porodzie.

Zdałam sobie sprawę, że właśnie takie z pozoru niewinne zdania, robią innym wiele krzywdy. Zatruwają serca, zasiewają wątpliwości i zamęt. Szczególnie narażeni są młodzi rodzice. Zazwyczaj są oni niepewni swych umiejętności, zastanawiają się, co powinni robić, szukają potwierdzenia tego, że będą najlepszymi rodzicami dla swojego dziecka. Często zamiast wsparcia spotykają prześmiewcze złośliwości.

  

Im dalej w las, tym więcej absurdów

 

Długo zastanawiałam się, dlaczego oglądanie tych wózeczków i rozprawianie o wspólnych spacerach z dzieciątkiem mogło być wtedy niewłaściwe. Nikogo nie krzywdziłam tym, że cieszyłam się z bycia mamą. Nie mogłam udawać, że nic się nie dzieje. Przecież lekarz pozwolił mi posłuchać bicia serca mojego maleństwa, a potem ten maleńki ktoś machał do mnie maleńką rączką na USG. Teraz, po sześciu latach od tamtego zdarzenia, wydaje mi się, że wiem, dlaczego moja radość była dla tamtej koleżanki drażniąca. Chciała być w tej samej sytuacji, co ja. Być w ciąży, przeglądać dziecięce ciuszki, wózki i bibeloty. W końcu jej się udało. Cieszyłam się jej szczęściem. Nie uważam, że dobrze jest odpłacać pięknym za nadobne. Wszyscy na tym tracą.

Często myślę sobie, że miło by było, gdyby wszyscy rodzice dbali o siebie nawzajem bez licytowania, kto lepszy, szczególnie w trakcie internetowych dyskusji. Tam niestety matki wiodą prym, wytaczając najcięższe działa i stosując nieregulaminowe zagrania. Nie ważne, czy jesteś Anią Kwiatkowską, Lewandowską czy księżną Kate. Wiadro wirtualnych pomyj może w każdej chwili wylać się na twoją, nomen omen, niewirtualną głowę w najmniej oczekiwanym momencie. Pulchna dowie się, że jest leniwa, a swoje dziecko na pewno spasie. Chuda to pewnie nic w domu nie robi, a w jej mleku nie ma ani grama wartości odżywczych. Mama pracująca to jest pewnie jakaś wyrodna i bez serca, bo z dzieckiem nie jest w domu tylko łazi nie wiadomo gdzie. Mama niepracująca to jakiś życiowy nieudacznik, który chce żyć na koszt państwa. A tamta to dziecko już drugi rok karmi, co ona jakaś dziwna? A ta to nie karmiła dziecka piersią wcale, najpewniej go nie kocha i nie wie, co dla niego dobre. Lista zarzutów nie ma końca, a im dalej w las, tym więcej absurdów.

  

Publiczny samosąd

                                                                                                                            

Wirtualny hejt rani realnie. Przypomina publiczny samosąd. Gdyby odbywał się na płaszczyźnie rzeczywistej niejednokrotnie doprowadziłby do linczu. Taka forma opiniowania często sprawia większy ból niż krytyka wypowiedziana prosto w twarz. Uderza w nasze poczucie sprawiedliwości, obnaża nasze słabości na forum publicznym. Warto jednak pamiętać, że hejtowanie, ubliżanie, szykanowanie czy wyśmiewanie świadczy przede wszystkim o braku elementarnej kultury i empatii u tego, kto je stosuje. Może być też po prostu przejawem zazdrości, niskiej samooceny czy chęci zdominowania innych. Przejawem naszej słabości.

Najważniejszą zasadą w prowadzeniu internetowych rozmów jest pisanie z myślą o tym, że odbiorcą mojego komunikatu nie będzie jakiś wyobrażony user, lecz człowiek z krwi i kości, z określoną psychiką i emocjami. Ktoś, w kogo uszach takie słowa mogą nigdy nie przestać wybrzmiewać.  

A przecież wszystkie robimy, co tylko możemy, by uczynić świat lepszym dla naszych dzieci. I chociaż trudniej jest zdobyć się na pełną empatii, konstruktywną krytykę niż na nie do końca przemyślany osąd, warto pamiętać, że jako matki mamy jeden cel – chcemy sprostać wyzwaniu macierzyństwa.

Tematy: macierzyństwo, wychowanie dziecka

Komentarze