Macierzyństwo - cud czy proza życia?

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Gdy Manuela Gretkowska zastanawiała się, czy napisać „Polkę” – pamiętnik z okresu dziewięciu miesięcy oczekiwania na dziecko – miała poważne wątpliwości. – Pamiętnik ciąży? Faceci nie uwierzą. (...) Baby powiedzą: „Wielka rzecz, brzuch sama nosiłam, nikt mi się tu mądrzyć nie będzie”.

Macierzyństwo to doświadczenie, które otwiera przed kobietą świat nieznanych dotąd uczuć i doznań
Macierzyństwo to doświadczenie, które otwiera przed kobietą świat nieznanych dotąd uczuć i doznań

Czy "noszenie brzucha" a potem urodzenie i wychowywanie dziecka to faktycznie proza życia, sprawa tak banalna i powszechna, że nawet nie warto o niej wspominać? A może, przeciwnie - uprzywilejowanie, możliwość dotknięcia najgłębszych wyżyn duchowości? Kobiety spotykają się tu nieustannie ze sprzecznymi komunikatami.

Postać matki obecna jest we wszystkich, nawet najbardziej pierwotnych religiach. Każda kultura na swój sposób oddaje hołd kobiecie oczekującej dziecka lub już będącej matką. Ma swoje mity o Bogini, świętej, uosobieniu rodzicielstwa.

 

Czasem jest to Matka Ziemia, Matka Natura, alegoryczne wyobrażenie płodności i urodzaju, często przedstawiane jako ciężarna kobieta o szerokich biodrach i obfitym biuście. Czasem - jak w chrześcijaństwie czy hinduizmie - matka Boga lub bóstwa (Maria albo Yasoda - matka Kriszny). Wszystkie te wizerunki gloryfikują macierzyństwo, ukazując kobietę jako dawczynię życia, dysponentkę cudu sprowadzania na świat, cudu bez jej udziału niemożliwego do zrealizowania.

Jednocześnie zaś bycie matką jest sprawą najnaturalniejszą na świecie - każdy ma lub miał matkę, niemal każda kobieta może zostać matką, dzieci rodzą się na całym świecie, każdego dnia i w każdej sekundzie. Jak pogodzić cudowne z powszechnym?

 

Matko Święta!

Według nauki kościoła katolickiego, bycie matką jest podstawowym powołaniem kobiety, praktycznie jedyną możliwością spełnienia się jako człowiek. Jeśli kobieta nie jest matką fizycznie, może stać się nią duchowo - dzięki dobrowolnej "ofierze z siebie" w życiu zakonnym. Kobieta, która nie jest zainteresowana macierzyństwem, staje się w tej wizji świata kimś, kto błądzi w ciemności, nie chcąc zgodzić się na swą naturalną i jedynie słuszną rolę.

Kobietom, decydującym się na macierzyństwo, stawia się za wzór Matkę Boską - niedościgniony ideał miłości matczynej. A potem zostawia się je samym sobie. Macierzyństwo zostaje zalecone, pochwalone i... niewiele już o jego cudzie słychać. Pozostaje szara codzienność - borykanie się z kłopotami wychowawczymi i finansowymi, pieluchy, gotowanie, pranie. Od matki wymaga się w naszym kraju zaciśnięcia zębów i poradzenia sobie bez niczyjej pomocy z możliwie jak najliczniejszą gromadą dzieci. Bez skarg i na chwałę Bożą.

"Rola dobrej i pięknej Matki Boskiej w historii jest przecież taka, że urodziła, wychowała, posprzątała i wniebowstąpiła" - komentuje tę sytuację pisarka i feministka Sylwia Chutnik w wywiadzie dla "Wysokich Obcasów".

 

Między duszą a pieluchą

Poprzeczka zostaje tu ustawiona bardzo wysoko - Matka Boska to ideał siłą rzeczy niedościgniony. Nic dziwnego, że kobiety wpadają niekiedy w swoistą schizofrenię. Pojawia się myślenie: "Albo jestem dobrą matką - czyli heroiczną, wyrozumiałą, pełną poświęcenia, składającą ofiarę z samej siebie - albo jako matka nie istnieję". Kobiecie nie daje się prawa do wahań i niepokojów. "Baby blues" jest jeszcze społecznie do zaakceptowania - ostatecznie, zdarza się większości kobiet, winne są hormony. Jednak już depresja poporodowa wciąż jest w naszym kraju tematem tabu. Matka - czerpiąca siły z postawy Maryi - nie może przecież odrzucić dziecka. Musi je kochać, bo tak została stworzona. Musi poświęcić mu wszystkie swoje siły i całe życie - z radością, cierpliwie i bez wątpliwości.

Depresja poporodowa to przykład ekstremalny, ale podobne pytania i podobne poczucie winy pojawiają się także przy mniej dramatycznych okazjach. Czy wracając do pracy nie robię krzywdy dziecku? Czy mam prawo być zmęczona i potrzebować chwili czasu tylko dla siebie? Czy - jeśli złoszczę się na dziecko albo jestem poirytowana - coś ze mną nie tak? Duchowy aspekt macierzyństwa jest w naszej kulturze postrzegany wyłącznie przez pryzmat "ofiary z własnego życia". Jeśli się nie poświęcasz - jesteś wyrodną matką.

 

Oczywistość cudu

Czy jednak heroiczna i zarazem pokorna postawa Matki Polki to jedyny możliwy model głębokiego, duchowego przeżywania macierzyństwa?

Nawet bez kulturowych ikon i symboli większość kobiet - zwłaszcza tych świadomie decydujących się na macierzyństwo - przeżywa swoją ciążę jako coś niepojętego. Oczekując dziecka, kobieta staje na nowo wobec świata i na nowo musi znaleźć swoje w nim miejsce. Do tej pory określała siebie jako człowieka, jako kobietę... Teraz staje się kimś więcej. Dojrzewa w niej coś, co jednocześnie jest i nią, i osobnym bytem. Trudno uwierzyć, że tej drugiej istoty nie było, a teraz nagle jest. Świetnie wyraziła to Manuela Gretkowska w cytowanej już "Polce":

"Zwyczajność cudu (poczęcia) jest cwaniactwem nadprzyrodzonego. Tak to urządzone, że wypchnięty do przodu spektakl brzucha nie jest żadną sensacją. Dziecko rosnące pod sercem, kopiące w wątrobę - cóż banalniejszego, codzienność ciąży. Ale nie do opisania. Niewidzialna prawie komórka, zamieniająca się w embrion, teraz w ośmiomiesięczną Polkę. Czasami łapię Ją za kosteczkę wypchniętej nogi. Relikwia. Co z tego, że da się dotknąć, skoro jest nie do pojęcia."

Macierzyństwo oswaja z cudem. Kobieta po porodzie wciąż jeszcze czuje się jednością z dzieckiem - na jego potrzeby reaguje niemal "telepatycznie". Pomału jednak dziecko staje się elementem codzienności, a także - z upływem lat - coraz bardziej osobnym człowiekiem. Warto zachować tę osobność i pielęgnować ją. Zachować równowagę między duchowym a zwyczajnym. Nie przesadzać w żadną stronę. To, że cud powszednieje, nie znaczy, ze przestaje być cudem.

Komentarze