Czy ślub jest wrogiem miłości

Ocena: 1.62/5 Głosów: 2
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Wiele par to zauważa - po ślubie wiele się zmienia. I to niekoniecznie na lepsze. Czy małżeństwo musi oznaczać koniec uczucia?

Kobiety rzadziej niż mężczyźni postrzegają ślub w kategoriach utraty wolności.
Kobiety rzadziej niż mężczyźni postrzegają ślub w kategoriach utraty wolności.

Początki związku, a potem narzeczeństwo to czas inicjacji. Zdobywamy wymarzoną partnerkę, partnera. Zależy nam, staramy się. Ślub to przypieczętowanie tego procesu, to deklaracja: "Kocham cię i wierzę, że będę z tobą do końca życia. Wybieram ciebie, wyjątkową, jedyną spośród wielu". Kiedy po ślubie czas zalotów mija, odczuwamy żal i rozczarowanie. Skoro jestem taka wyjątkowa, czemu on nadal o mnie nie zabiega?

Czy zdobywanie może trwać wiecznie?

W naszej kulturze pokutuje mit romantycznej miłości, która przychodzi znienacka i jeśli jest prawdziwa, powinna trwać bez wysiłku i starań. Tymczasem miłość przechodzi różne etapy. Z upływem czasu nie jest już taka, jak na początku - namiętna i gorąca.

W fazie zakochania nasze mózgi są zalewane dużą ilością dopaminy - hormonu szczęścia, którego działanie jest zbliżone do działania amfetaminy. Czujemy się euforycznie, jak pod wpływem narkotyku. Zwykle nie trwa to dłużej niż 2-3 lata. Potem namiętność gaśnie, pożądanie spada. Być może właśnie dlatego najwięcej par rozstaje się około 4. roku trwania związku.

Czy namiętność w związkach na "kocią łapę" trwa dłużej? Ich zwolennicy twierdzą, że tak. Każdy wspólny dzień jest dla nich dowodem, że chcą być ze sobą, bo przecież nie muszą. Badania jednak tego nie potwierdzają. Życie w konkubinacie nie jest sposobem na podsycanie uczuć. Pary te przechodzą przez te same fazy zmian w związku co małżonkowie. Z jedną różnicą - ci drudzy bardziej się angażują. Czyżby więc "ślubni" górą?

Co zabiera ślub?

Na pewno część wolności. Ślub to zobowiązanie, że odtąd będę brać pod uwagę dobro, potrzeby i chęci drugiej osoby, nie tylko swoje. W tym sensie to ograniczenie. Zabiera też swobodę seksualną. Jeśli stawiamy na wierność, to rezygnujemy z innych partnerów.

Co ciekawe, kobiety rzadziej niż mężczyźni postrzegają ślub w kategoriach utraty wolności. Choć tak naprawdę to one tracą więcej z osobistej swobody: często rezygnują z rozwoju osobistego i zawodowego na rzecz prowadzenia domu, wychowywania dzieci, zdarza się, że są bardziej obciążone obowiązkami niż mężczyźni.

Po co więc brać ślub?

Kiedyś ślub dawał przyzwolenie na pożycie seksualne. A bycie żoną i matką pomagało kobiecie uniknąć naznaczającego losu "starej panny". Dziś bycie singielką w wielu kręgach nobilituje, a seks przedmałżeński nie jest już tak potępiany. Ale biologia tak samo pcha nas do rozmnażania i zakładania rodziny, ze ślubem z kolei wiąże się większe poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że w razie kłopotów czy kryzysu w związku obie strony dołożą wszelkich starań, by małżeństwo jednak trwało.

Szczęśliwie, gdy mija pierwsze zakochanie, znów pomaga nam natura. W mózgu zaczynają działać endorfiny, które wyciszają i uspokajają. Tu zaczyna się kolejny etap miłości - przywiązanie i stabilizacja - który przynosi spokój, pewność i bliskość. Związek staje się kompletny. Wprawdzie stygnie pożądanie i partnerzy mogą odczuwać to jako stratę. Ale w zamian pojawiają się inne zyski: zaangażowanie w relację, wspólnota celów życiowych, oparcie w partnerze, pogłębiające się zaufanie i wzajemna znajomość swoich potrzeb.

Jednocześnie zanika idealizacja partnera. Spadają nam z oczu różowe okulary. Cechy, które do tej pory wydawały się urocze, zaczynamy postrzegać jako uciążliwe i irytujące. Na tym etapie, niestety, wiele osób mylnie sądzi, że nie musi się już o siebie starać, uwodzić, zdobywać . I dlatego może zawiać nudą.

Na ratunek zrutyniałej miłości

W szczęśliwym małżeństwie partnerzy nie zapominają, że wciąż muszą dbać o związek. Każdy wielokrotnie powtarzający się bodziec powszednieje. Także mąż i żona. Dlatego trzeba robić wszystko, by przełamywać rutynę i podsycać uczucia.

  • Lekarstwem jest wspólne doświadczanie ekscytujących przeżyć. To nie musi być zaraz zdobywanie Mont Everestu czy randka w Wenecji. Ale choćby spływ kajakowy. Trzeba też dbać o własny rozwój, inwestować w zainteresowania, hobby - odrębne od partnera. Gdy mamy kawałek świata, do którego partner nie ma dostępu, wydajemy się atrakcyjniejsi, nieodgadnieni, pojawia się dreszczyk niepewności.
  • Ważne też, by na bieżąco "czyścić" relacje ze "śmieci" - mówić partnerowi o tym, co boli, frustruje, co trzeba zmienić. Przemilczane i narosłe problemy mogą być trudne do naprawienia. Przeciągające się "ciche dni" są gorsze od nawet gorącej, ale konstruktywnej kłótni.
  • Co jeszcze mogą robić partnerzy, żeby podsycać w drugiej połówce zainteresowanie sobą? Dbać o siebie. Jak wynika z badań, mężczyźni nawet po latach zwracają uwagę na atrakcyjność swoich żon. Są mniej skłonni wybaczyć im przytycie, niż one im łysinę. Kobietom zaś imponuje w mężach sprawczość, inicjatywa.
  • A co z seksem? Jeśli gaśnie pożądanie, jak podtrzymać tlący się jeszcze ogień w sypialni? Aby początkowa fascynacja nie zamieniła się w znużenie, para powinna pielęgnować niepowtarzalną, sobie tylko znaną bliskość. To może być dotyk, nie tylko erotyczny, ale taki codzienny, zwykły, czuły. Jeszcze skuteczniejsze są słowa, za pomocą których okazujemy sobie uczucia. Warto więc jak najczęściej mówić: kocham.
Tematy: ślub, małżeństwo, związek

Komentarze