Dużo zarabia, więc powinien dużo płacić na dzieci? Zapomnij o tym!

Ocena: 4.87/5 Głosów: 6
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Jakie błędy najczęściej popełniają kobiety, występując o alimenty na dzieci. Jak prawidłowo obliczyć koszty utrzymania dziecka i jakie znaczenie mają zarobki byłego męża.

Wysokość alimentów na dziecko zależy od tego, ile kosztuje nas jego utrzymanie. Fot. z Unsplash
Wysokość alimentów na dziecko zależy od tego, ile kosztuje nas jego utrzymanie.

Rozmowa z doradcą rozwodowym Dorotą Wollenszleger, prowadzącą firmę „Kobieta i Rozwód” na terenie Trójmiasta i działającą na rzecz Stowarzyszenia Poprawy Spraw Alimentacyjnych – Dla Naszych Dzieci.

- Przychodzi kobieta do sądu po alimenty na dziecko…

- …i liczy na sprawiedliwość. Jest nieprzygotowana, nie wie, ile dokładnie kosztuje utrzymanie jej dziecka, bo zwykle tego w małżeństwie się nie oblicza, nie ma odpowiednich dokumentów albo są one źle opisane. Sądzi, że ktoś zadba o jej interesy, bo jest biedna i mąż ją zostawił. Nic bardziej mylnego.

Sprawdź, kto powinien płacić alimenty.

- Co ma więc zrobić?

- Wziąć kartkę, ołówek i spisać wszystkie wydatki na dziecko. Najlepiej nie tuż przed rozprawą, tylko od razu, kiedy zapada decyzja o rozwodzie. To ważne, bo chodzi o koszty ponoszone, kiedy rodzice byli jeszcze razem, a nie gdy mama jest już sama i często nie starcza jej pieniędzy, by zapewnić maluchom taki poziom życia, jaki miały wcześniej. Należy pamiętać, że gdy już wnosimy pozew o rozwód mamy także możliwość wniesienia o zabezpieczenie alimentów na czas trwania procesu.

JAK OBLICZYĆ MIESIĘCZNE KOSZTY UTRZYMANIA DZIECKA

- Co dokładnie powinno się znaleźć na liście kosztów utrzymania dziecka?

- Wydatki poniesione na zaspokojenie jego tzw. „uzasadnionych potrzeb”. Zaczynamy od jedzenia. Nie bierzemy kwot z internetu, nie szukamy „ile kosztuje miesięczne wyżywienie 3-latka”, tylko spisujemy, co nasze dziecko je na pierwsze i drugie śniadanie, obiad, podwieczorek i kolację. Potem koszt dziennego wyżywienia mnożymy przez 30 dni. Dla sądu nie jest ważne, ile płacimy za żywność dla całej rodziny, tylko jakie są wydatki na jedzenie każdego dziecka oddzielnie. 

- To znaczy, że mam kupować osobno jedzenie dla dziecka?

- Najlepiej by było, i to na fakturę.

- Mam co rano prosić w osiedlowym sklepiku o fakturę na włoszczyznę, kilka bułek, serek i pierś kurczaka? 

- Można też umówić się z właścicielem, że codziennie będzie chował nasze paragony do specjalnej koszulki i potem raz na tydzień wystawiał zbiorczą fakturę. Oczywiście to, co się na niej znajduje, musi się zgadzać z jadłospisem dziecka. Takie przygotowanie do rozprawy jest bardzo żmudne, ale warte zachodu, bo dla sądu najważniejsze są dowody. Jeśli kobieta występuje o alimenty albo o ich podwyższenie, dobrze by była przygotowana w taki właśnie sposób. Niech nastawi się na to, że może być zapytana o każdą wydaną złotówkę.

- Możemy usłyszeć zarzuty, że „serek pleśniowy był za drogi”?

- Możemy i wtedy trzeba uzasadnić wydatek np. tym, że serek był lepszej jakości albo że dziecko bardzo go lubi i wcześniej też często go jadło. Co innego, jeśli sposób żywienia się zmienił. Niestety czasem dochodzi do takich kuriozalnych sytuacji, że żąda się od matki, która zaczęła karmić dziecko żywnością ekologiczną zaświadczenia od pediatry, potwierdzającego konieczność zakupu takiego jedzenia. No i proszę powiedzieć, który lekarz coś takiego wystawi?!

- Matka nie może sama zdecydować o zmianie diety dziecka?

- Może, ale musi dobrze wiedzieć, dlaczego to zrobiła i umieć przekonać sąd, że ma rację np., że dziecko jest chorowite i ma podstawy przypuszczać, że zmiana żywienia może wzmocnić jego odporność.

- Spisałyśmy żywność. Teraz kolej na chemię

- Wpisujemy koszt wszystkich środków czystości i higieny, których nasze dziecko uważa. Chyba, że dla dziecka kupujemy osobne preparaty np. pierzemy jego ubranka w specjalnym proszku albo kąpiemy malucha w płynach z apteki. Te ostatnie bywają bardzo drogie i czasem mama jest proszona o zaświadczenie lekarskie, że dziecko musi ich używać, bo np. ma AZS.

- A jeśli chce stosować emolienty profilaktycznie?

- Może zostać uznana za rozrzutną. No chyba, że przed rozwodem rodzice też kupowała takie płyny. Można powiedzieć, że króluje zasada: „to co dziecko miało wcześniej, powinno mieć i dziś”. Oczywiście trzeba zachować zdrowy rozsądek, bo dzieci się zmieniają, z jednych rzeczy wyrastają, a do innych dorastają, więc zamiast pieluch pojawiają się np. dezodoranty czy preparaty przeciwtrądzikowe. Wydając pieniądze na dziecko, trzeba sobie wyobrażać, jak wyglądałoby jego życie, gdyby rodzice byli nadal razem.

-  Na przykład, jeśli kiedyś maluch miał mnóstwo akcesoriów związanych z higieną zębów - fantazyjne szczoteczki, tabletki barwiące, które pokazują, czy wszystko zostało dokładanie umyte, klepsydry odmierzające czas potrzebny na właściwe szczotkowanie, to nie ma nic dziwnego, że potem dostaje szczoteczkę elektryczną, płyny do płukania ust i nić?

-  Mniej więcej o to chodzi.

- A co z lekami i suplementami?

- Witaminy, preparaty wzmacniające, czy przepisane przez pediatrę lekarstwa - tego sąd zwykle nie kwestionuje. Chyba że dziecko często choruje i wydatki z leczeniem są wysokie. W takiej sytuacji na wszelki wypadek warto przynieść zaświadczenie od lekarza, bo może paść zarzut, że antybiotyki w spisie wydatków, były kupione dla kogoś innego.

-  Jeśli leki budzą sprzeciw, to wyobrażam sobie, co się dzieje podczas omawiania wydatków na rozrywkę i edukację.

- To prawda. Sprzeciwu nie budzą chyba tylko kredki, kolorowanki, zeszyty, bloki rysunkowe, wycinanki czy książki.

- Nie słychać rad, żeby zapisać dziecko do biblioteki?

- Jeśli dziecko chce mieć własną biblioteczkę, półkę z książkami, do których chce wracać, to sens tych zakupów rzadko jest kwestionowany.

- A zabawki i gry komputerowe?

- Jeśli wydatki na nie nagle wzrosły, możemy usłyszeć, że próbujemy dziecku wynagrodzić rozstanie rodziców w niezbyt rozsądny sposób.

- I trudno temu zaprzeczyć.

-  Tak, zwłaszcza jeśli pozwalamy dziecku spędzać zbyt dużo czasu przed komputerem. Jeżeli jednak dziecko gra do godziny dziennie w gry, które są odpowiednie dla jego wieku i nie kupujemy ich więcej niż kiedyś - trudno mieć pretensje.

- Wcześniej mogło nie być nimi zainteresowane.

- Oczywiście upodobania dzieci się zmieniają. Jeszcze roku temu wydawaliśmy fortunę na zestawy Lego, a dziś ono chce grać na komputerze, mieć deskorolkę albo uczyć się jazdy konnej i jeśli mama umie pokazać, że poszła za głosem dziecka, a nie za własnymi ambicjami czy kaprysem, wydatki na hobby czy zajęcia dodatkowe nie powinny budzić sprzeciwu. Co innego, jeśli tych zajęć jest bardzo dużo np. wcześniej nie było żadnych, a po rozwodzie doszło pięć nowych aktywności. To nie jest dobre. Nie chodzi tylko o koszt, ale o to, by dziecku nie zabrakło czasu na swobodną zabawę i spotkania z rówieśnikami.

Czytaj też: Uwaga na zajęcia dodatkowe.

- A co z kosztem szkoły, przedszkola i niani?

- Najlepiej, by dziecko mogło uczęszczać do placówki, którą już zna. I nie ma znaczenia, czy jest ona prywatna czy państwowa. A jeśli dopiero ma zacząć naukę, to rodzice powinni razem (jeśli oboje mają pełne prawa rodzicielskie) wybrać najlepsze miejsce. Jeśli zdecydują się na prywatne przedszkole, tata nie może potem mówić, że nie stać go na partycypowanie w kosztach. Jeśli dziecko jest jeszcze malutkie, wpiszmy koszt niani, a nie przedszkola, do którego maluch ma pójść dopiero za dwa-trzy lata. Mamy często mówią w sądzie o wydatkach, które zamierzają ponieść w dalszej przyszłości, a to błąd. Występując o alimenty w określonej wysokości, bierzmy pod uwagę sytuację i potrzeby dziecka, jakie ono ma teraz albo może mieć w ciągu najbliższego roku. Powiedzmy np. że jest jesień i syn po lekcjach chodzi na karate. Możemy zatem już teraz zaplanować, że latem pojedzie na obóz dla karateków. Koszt wyjazdu dzielimy więc na 12 miesięcy i przedstawiamy potem w sądzie, bo już teraz zbieramy na niego zbieramy pieniądze.

POWODY OBNIŻENIA ALIMENTÓW 

-  A jeśli miesiąc wakacji dziecko ma spędzić z ojcem?

- Znam przypadek, kiedy sąd pierwszej instancji zawiesił z tego powodu alimenty na miesiąc, ale apelacyjny nie tylko zakwestionował tę decyzję, ale nawet przeprosił za nią matkę. Wiadomo, że kiedy dziecko spędza miesiąc z ojcem, mama wydaje mniej, bo odpada jedzenie, ale z drugiej strony zwykle przed wyjazdem trzeba kupić ubrania i buty na nowy sezon oraz środki higieniczne i leki, które malec ze sobą zabierze. A po wakacjach czeka nas wyprawka. Poza tym zostają koszty stałe np. te związane z mieszkaniem. Nikt nam na ten miesiąc czynszu nie obniży.

Czytaj dalej na następnej stronie: jak dzieli się koszty utrzymania dziecka pomiędzy rodziców, czy wprowadzenie 500+ może być podstawą do obniżenia alimentów i w jakim stopniu ich wysokość zależy od zarobków ojca

Tematy: alimenty, alimenty na dziecko, wysokość alimentów, rozwód, samotne macierzyństwo, samotna mama

Komentarze