Samodzielna czy samotna?

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Kobietę samotnie wychowującą dziecko postrzega się – i określa – zwykle w sposób schematyczny, jako ofiarę. Tymczasem są kobiety, które na samotne wychowanie dziecka decydują się świadomie. Nie jest to dla nich nieszczęśliwa okoliczność, ale przemyślany wybór.

Coraz więcej kobiet świadomie decyduje się na samotne macierzyństwo
Coraz więcej kobiet świadomie decyduje się na samotne macierzyństwo

W Polsce w pojedynkę wychowuje swoje dzieci około 1,3 miliona mam. Wdów, kobiet rozwiedzionych i nigdy nie zamężnych. Takich, których partner wycofał się z rodzicielstwa już na etapie ciąży i takich, które przeżyły rozstanie mając kilkuletnie dzieci. Większość z nich - gdyby miały wybór - wolałaby wychowywać swoje dziecko wspólnie z mężczyzną. Jednak nie wszystkie.

 

Dla dobra dziecka

Część z nich zaczyna od standardowego modelu rodziny - jest mąż, pojawia się dziecko. Nieco później coś zaczyna się psuć.

 

Pojęcie "rozwód dla dobra dziecka" kojarzy się zwykle z sytuacją dramatyczną - mężczyzna pije, bije (kobietę, dziecko lub oboje), wykorzystuje... Nie zawsze jednak powody dojrzałej decyzji o samotnym macierzyństwie muszą być aż tak drastyczne. Czasem dostatecznie dobrym powodem jest wygaśnięcie uczuć między rodzicami. Wiele par będących na krawędzi rozwodu mówi "łączy nas tylko dziecko". Czy jednak pełna rodzina za wszelką cenę to faktycznie coś, czego dziecko potrzebuje najbardziej? Czy rola "łącznika" nie jest dla niego zbyt trudnym do udźwignięcia bagażem?

Dla dziecka równie ciężkie jest życie w zakłamaniu - w pozornie "normalnej" rodzinie, będącej w rzeczywistości emocjonalną lodownią. Wielu młodych ludzi, których matki zdecydowały się na poświęcenie własnego szczęścia w imię "pełnej rodziny", ma później o to żal. Rozstanie w porę może dać dziecku szansę na dorastanie w rodzinie wprawdzie niepełnej, ale zdrowej - bez obłudy, z matką, która nie ma żalu do świata i normalnym (choć "na dochodne") ojcem.

- Dzieci szczęśliwszych matek, potrafiących zadbać o siebie, same są szczęśliwsze - mówi Józef Sawicki, terapeuta z Firmy Psychologicznej J&Z - Matka poświęcająca się, mająca poczucie, że dla dziecka musi wielu rzeczy sobie odmawiać lub do wielu rzeczy się zmuszać w efekcie może zrobić temu dziecku krzywdę. To, na ile trudnym doświadczeniem jest dla dziecka wychowywanie się w niepełnej rodzinie i czy w ogóle stanowi jakiś problem, w dużej mierze zależy od stosunki matki do całej sprawy. Wychowywanie się w rodzinie pełnej niesie inne trudności i też czasem może być bardzo bolesne.

Jednak decyzja o samotnym wychowaniu dziecka nie zawsze wiąże się z nieudanym związkiem i rozstaniem. Bywa, że kobieta nie chce wiązać się z przypadkowym partnerem, ale jest gotowa urodzić jego dziecko. I wychować je samodzielnie, z pomocą rodziny i przyjaciół. Bez poczucia krzywdy, z radością, najlepiej, jak potrafi.

 

Jeden plus jeden

Moda na samotne macierzyństwo z wyboru zapanowała w połowie lat 90 w Stanach Zjednoczonych. Pojawił się tam wówczas nowy model rodziny - wykształcona, zamożna, biała kobieta wychowuje swoje dziecko nie z partnerem, ale w pojedynkę lub w grupie przyjaciół. Samotne macierzyństwo nie było efektem rozstania, ale wynikiem świadomej decyzji. Dla samodzielnych matek symbolem i ikoną stała się Murphy Brown, bohaterka popularnego w latach 90. serialu telewizyjnego - niezależna, wykształcona dziennikarka, samotnie wychowująca synka.

Falę samodzielnego rodzicielstwa socjologowie tłumaczyli wówczas kryzysem relacji damsko-męskich w USA (wynikającym m.in. z rosnącego zagrożenia AIDS) i coraz większych różnic w poziomie wykształcenia kobiet i mężczyzn (na niekorzyść tych ostatnich). W dużych miastach pojawił się nowy typ kobiety - niezależnej, aktywnej zawodowo, mającej problem ze znalezieniem partnera dorównującego jej dojrzałością i wykształceniem. Jednocześnie zaś - niechcącej rezygnować z radości macierzyństwa.

Tadeusz Wójciak, analizując ten fenomen w 1995 roku na łamach "Rzeczpospolitej", zauważał, że "metoda dosyć szokująca (wyeliminowanie ojca) zastosowana jest dla osiągnięcia tradycyjnych celów: dobrego i udanego życia rodzinnego, z dzieckiem jako punktem centralnym, wokół którego życie to biegnie".

 

Bez ojca

W Polsce twierdzenie, że dziecko może rozwijać się prawidłowo i mieć szczęśliwe dzieciństwo mimo braku ojca, wciąż jeszcze wywołuje opór. Przyzwyczailiśmy się już do obecności samotnych matek w naszym otoczeniu, niepełna rodzina rzadko budzi zdziwienie.  O ile jednak rodzic wychowujący dziecko solo coraz rzadziej stanowi sensację czy obiekt napiętnowania, o tyle decyzja o samotnym rodzicielstwie podjęta już "na starcie" wywołuje kontrowersje. Bywa, że wychowujemy dziecko samotnie w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, niekorzystnego układu zdarzeń, a nawet świadomej decyzji o rozwodzie. Bywa jednak i tak, że kobieta bardzo pragnie zostać matką, czuje, że w macierzyństwie by się spełniła, ale... okoliczności jej nie sprzyjają. Nie ma odpowiedniego partnera, nie chce wiązać się z nikim na siłę, a czuje, że jej zegar biologiczny tyka.

Czy "fundowanie sobie" dziecka z pełną świadomością, że nigdy nie będzie miało do kogo powiedzieć "tato" nie jest egoizmem?

- Każde dziecko ma jakiegoś ojca i warto, aby wiedziało o nim tyle samo co matka, aby nie stał się tajemniczą postacią, ukrytą w mrokach przeszłości - mówi Józef Sawicki -  Co do macierzyństwa solo, można zakładać, że świadoma decyzja samotnego wychowywania dziecka  jest w wielu przypadkach próbą pogodzenia potrzeby macierzyństwa z potrzebą niezależności Takie pogodzenie wydaje się realne, o ile niezależność jest możliwie wolna od lęku i wrogości. Gdy matka podejmuje decyzję nie przeciwko czemuś lub komuś, ale dla swojego osobistego szczęścia - dziecko również może być w takim układzie szczęśliwe.

Komentarze