Mity o wyrodnych matkach

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Dziecko powinno być z matką. Matka pracująca to matka wyrodna. Macierzyństwo jest najważniejsze. Słyszysz takie opinie? A może sama to sobie powtarzasz, czując rosnące poczucie winy? Pora zastanowić się, czy te mity znajdują jakiekolwiek potwierdzenie w rzeczywistości. I czy bez nich życie nie byłoby prostsze.

Nie wyrzucaj sobie, że wracasz do pracy, bo po prostu ją lubisz.
Nie wyrzucaj sobie, że wracasz do pracy, bo po prostu ją lubisz.

Jak pójdę do pracy, coś mi umknie!

Boję się, że coś mi umknie - powtarzają często młode mamy, zmuszone wrócić do pracy. "Umykanie" to słowo klucz, stosowane niemal przy każdej okazji, w każdym tekście dotyczącym dylematów wokół powrotu do pracy, nadużywane jako argument "przeciw".

Ominą mnie pierwsze kroki dziecka, pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek, pierwsze słowa... Zamartwiasz się, powtarzając to jak mantrę. A może lepiej przyjrzyj się, co dokładnie znaczą te słowa? Co sobie wyobrażasz, wypowiadając je? Twoje maleństwo w jedno przedpołudnie podniesie się do pionu i odtąd będzie sprawnie chodzić na dwóch nogach? Powie "mama" raz, pod twoją nieobecność, i zamilknie na wieki? Przez osiem godzin wyrośnie mu pełen garnitur zębów?

Dziecko rozwija się szybko, ale nie jest jętką jednodniówką. Coś mogłoby ci "umknąć", gdybyś wyjechała i zostawiła je na kilka miesięcy. Ale nie wtedy, kiedy wychodzisz na jedno przedpołudnie. Nawet jeśli wychodzisz codziennie.

I zastanów się, czy koniecznie musisz zobaczyć te faktycznie pierwsze, najpierwsze kroki twojego dziecka? Nie wystarczą, zwyczajnie, jedne z pierwszych? Jeśli to twój mąż albo niania dostrzegą pierwszy ząbek, to co? Przegrasz jakiś konkurs? Kolejne zęby już się nie liczą? Skąd takie przywiązanie do symbolu?

Jeśli rezygnujesz z powrotu do pracy tylko dlatego, że inaczej "coś by ci umknęło" - przemyśl to dobrze. Możliwe, że zostaniesz w domu, a twoje dziecko pierwszy raz uśmiechnie się, kiedy akurat będziesz w toalecie. Też ci coś umknie. I całe poświęcenie na nic.

Moje dziecko beze mnie nie przeżyje!

Przeżyje. Osiem godzin bez ciebie to nie koniec świata. Jeśli masz wrażenie, że dziecko z dala od ciebie jest nieszczęśliwe, świadczy to tylko o jednym - to ty jesteś nieszczęśliwa z dala od dziecka. Masz do tego prawo. Dlatego warto, żebyś była w 100% pewna, że faktycznie chcesz wrócić do pracy. Że wybrałaś dobry moment, że jesteś gotowa. Ty, przede wszystkim ty. Maluch prędzej czy później przyzwyczai się, że wychodzisz. Zrozumie, że twoje wyjście nie oznacza zniknięcia na zawsze. Nauka radzenia sobie z nowymi sytuacjami jest częścią rozwoju.

Dziecko może być natomiast nieszczęśliwe, gdy wyczuje twoje wyrzuty sumienia. Jeśli wychodzisz rano ze łzami w oczach, jeśli kilkukrotnie zawracasz od drzwi, żeby -  wyrywając maleństwo z rąk niani - obsypać je pocałunkami, zapewnić, jak bardzo je kochasz i przeprosić, że je porzucasz... Nie dziw się, że twoim wyjściom do pracy towarzyszy płacz, spazmy i histeria. Mały człowiek jest bardzo wyczulony na twoje emocje, na każdą zmianę nastroju reaguje jak radar. Twoja rozpacz może zachwiać jego poczuciem bezpieczeństwa - łzy mamy to dla niego sygnał, że coś jest bardzo nie tak. I na wszelki wypadek należy zacząć płakać dla towarzystwa.

Matka pracująca to zwykła karierowiczka!

Wracasz do pracy z konieczności, bo jedna pensja to za mało, żeby utrzymać rodzinę? Jesteś rozgrzeszona. Wszyscy wokół ci współczują, kiwają głowami: "trudno, takie czasy, polityka prorodzinna to fikcja, życie jest ciężkie"... Masz wokół siebie sojuszników, nikt nie twierdzi, że popełniasz błąd.

A co, jeśli wracasz, bo chcesz? Stać was na to, żebyś została z dzieckiem w domu, ale po prostu tęsknisz za pracą, masz dość zamknięcia z malcem w czterech ścianach? To już problem. W opinii niepracujących dzieciatych koleżanek, w opinii teściowej, znajomych - jesteś wyrodną matką i zwykłą karierowiczką. Jak można przedkładać rozwój zawodowy nad cud macierzyństwa?!

Wszyscy wokół zakładają, że powinnaś być nieszczęśliwa, wracając do pracy. Ma być ci strasznie ciężko, masz pięć razy dziennie dzwonić do domu i liczyć minuty do końca dnia. Tymczasem ty lubisz swoją pracę. Wyzwania, kontakt z ludźmi. Lubisz te chwile podczas lunchu, kiedy możesz porozmawiać z innymi kobietami o czymś innym, niż "zupa, kupa i pielucha" - chociażby o ciuchach czy makijażu. Oczywiście, myślisz o swoim maluszku, ale nie zamartwiasz się. Wracasz do domu zmęczona, ale zadowolona. W ciągu dnia odpoczywasz od dziecka, więc wieczorem masz jeszcze całkiem sporo energii, żeby powygłupiać się i poprzytulać z maluchem. I dobrze!

Pamiętaj, że dla dziecka jesteś pierwszą nauczycielką życia. Jeśli wychodzisz z nastawieniem: "mamusia idzie do tego paskudnego, wstrętnego biura, ale po południu wróci i wszystko będzie dobrze"... Zastanów się, jaki stosunek do pracy twoje dziecko będzie miało za kilka lat. Jeśli nie traktujesz życia zawodowego jak dokuczliwej kary i przykrego obowiązku, jeśli nie mówisz o wyjściu do biura ze wstrętem - dziecko będzie się uczyło, że praca może dawać satysfakcję i służy nie tylko zarabianiu pieniędzy. Pamiętaj - dzieci aktywnych matek, które potrafią cieszyć się życiem, mają swoje zajęcia i pasje - wyrastają zwykle na ludzi otwartych, energicznych i ciekawych świata.

Tematy: praca

Komentarze