Kobieta, która chce być kobietą

Ocena: 4.86/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

W życiu każdej kobiety zdarzają się chwile, kiedy czuje się na świecie zupełnie sama. Nikt nie lubi samotności, a kobiety są szczególnie predysponowane przez otoczenie do tworzenia bliskich związków, bycia zależnymi, uciekania przed samotnością.

Postaraj się być sobą tu i teraz, podążaj za własnymi potrzebami.
Postaraj się być sobą tu i teraz, podążaj za własnymi potrzebami.

Problem pojawia się gdy chwile samotności, z powodów obiektywnych, trwają dłużej niż chwilę. Małżeństwo się skończyło, dzieci dorosły. Samotność staje się doświadczeniem, z którym codziennie trzeba się konfrontować na nowo.

Dla niektórych kobiet ta konfrontacja jest bardzo bolesna. Okazuje się, że wszystko, co miały, to rola żony i matki, a gdy rola się kończy, nie ma już nic. A przynajmniej tak się im wydaje. Współczesna psychologia, przekonuje bowiem, że życie w pojedynkę może być równie satysfakcjonujące jak inne etapy życia. Samotność może być darem, trzeba tylko umieć go wykorzystać.

Kobieta spełniona

W czasach przedchrześcijańskich, gdy patriarchat był jedynie widmem przyszłości, samotną kobietę określano m.in. terminem "dziewica". Jak pisze Ester Harding w swojej książce "Tajemnice kobiet", znaczenie tego terminu było zupełnie inne niż dzisiaj. W języku greckim oznaczał on "tę, która nie potrzebuje męża". Nie tę, która go nie chce albo której nikt nie chce pojąć za żonę, ale tę, która jest niezależna, posiada własną tożsamość. To kobieta, dla której mężczyzna - zarówno mąż jak i syn nie jest legitymacją istnienia i najważniejszą treścią życia. Dziewicą w tamtych czasach mogła być zarówno kobieta samotna jak i wielodzietna matka. Nie odrzucała ona mężczyzny, nie uważała go za wroga lub kogoś gorszego, była sama dla siebie, spełniona i potrafiąca kochać.

W książce "Kobieta bez winy i wstydy" Wojciech Eichelberger opisuje rytuał, który przechodziła kobieta ubiegająca się o przydomek "dziewicy". Po grecku nosił on nazwę "hieros gamos" czyli "święte małżeństwo". Zgodnie z tym rytuałem kobieta powinna była przynajmniej raz w życiu udać się do świątyni Isztar i w tej świątyni oddać się nieznanemu mężczyźnie. Intencją tego ceremoniału było uznanie i wyniesienie seksualności kobiety na ołtarze.

Rozkwit kultury patriarchalnej - jak piszą psychologowie, pozbawił nas tego specjalnego gatunku kobiet, dla których własna kobiecość była celem samym w sobie. Elementem rozwoju kobiety było między innymi przeżywanie i poznawanie swojej seksualności. Jej świadomość i uszanowanie tej sfery przez otoczenie pozwalało "dziewicom" żyć własnym życiem, kształtować swoją tożsamość.

Porażka jak sukces

Co to wszystko jednak znaczy dziś i na czym właściwie polega kształtowanie swojej tożsamości? Przede wszystkim na byciu ze sobą tu i teraz, podążaniu za własnymi potrzebami, pragnieniami, przyglądaniu się im. Nie chodzi o to, by zdobywać wysokogórskie szczyty czy kolejne kompetencje i wyróżnienia. Wystarczy ugotować na obiad pyszną zupę. Dla siebie.

Dobrze także przyjrzeć się z szacunkiem wszystkiemu, co ma się w głowie, oraz temu, co nas otacza. Warto na przykład zastanowić się, które z naszych relacji rzeczywiście są budujące, dobre, a które mniej. Dla wielu osób wyzwaniem może być trzymanie swojej strony, myślenie o sobie z miłością, akceptowanie i wybaczanie wszelkich porażek. Te ostatnie najlepiej przedefiniować i zamienić na zdarzenia pozytywne, budujące, kolejne ważne doświadczenia życiowe. Każda porażka to przecież znak, że walczymy o swoje. Każde niepowodzenie jest sukcesem, bo zgodnie z "metodą kolejnych przybliżeń" przybliża nas do celu.

Tematy: dziewica

Komentarze