Tato - trzymaj fason na porodówce

Ocena: 4.3/5 Głosów: 12
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Nadeszła godzina "P", jak poród! Jedną ręką łapiesz za torbę z pieluszkami, drugą za żonę, której właśnie odeszły wody i pędzicie do szpitala. Tylko co potem? Zostać przy niej do samego finału czy lepiej w stresie przebierać nogami na korytarzu?

Twoja obecność przy porodzie podziała na twoją partnerkę jak tabletka przeciwbólowa.
Twoja obecność przy porodzie podziała na twoją partnerkę jak tabletka przeciwbólowa.

Skończyły się czasy, gdy mężczyzna zostawiał żonę u drzwi szpitala i czym prędzej uciekał do domu organizować imprezę z okazji narodzin potomka, a kilka dni później odbierał wycieńczoną mamę i kwilące zawiniątko. Teraz nie dość że większość kobiet chce, by sprawca ciąży asystował w porodzie, to na dodatek oczekują tego nawet lekarze i położne. Tylko co zrobić, jeśli od dziecka panicznie boisz się igieł, białych fartuchów i widoku krwi? Nie masz wyjścia. Musisz zacisnąć zęby i wytrwać.

Ważna rola - łącznik

Choć to przed rodzącą stoi największe zadanie, trzeba też docenić rolę (przyszłego) ojca w tym przedsięwzięciu. Poważne badania naukowe wykazują, że obecność bliskiej osoby w czasie porodu działa na kobietę jak mieszanka tabletek przeciwbólowych ze środkami uspokajającymi. No, może nie dosłownie, ale na pewno poprawia jej samopoczucie i daje wiarę we własne siły, co z reguły przyspiesza i ułatwia akcję wyjścia nowego obywatela na świat.

Jeśli nie stchórzysz i zdecydujesz się uczestniczyć w tak zwanym porodzie rodzinnym, jak powinieneś się zachować? Przede wszystkim bądź łącznikiem między położną a twoją kobietą. Pytaj lekarzy, jakie jest rozwarcie i czy wszystko w porządku. Dowiaduj się, czego potrzebuje twoja żona. Poza tym, gdy pojawią się intensywne skurcze, rodzącej trudno będzie ogarnąć sytuację. Ty musisz trzymać ją za rękę, zliczać oddechy, zegarkiem odmierzać czas między kolejnymi skurczami i obserwować wszystkie podpięte do niej urządzenia. Wbrew pozorom, to ostatnie wcale nie jest takie trudne. Już po kilku minutach nauczysz się rozszyfrowywać wykres tętna dziecka w odniesieniu do akcji skurczowej macicy. Łatwizna.

Może też być tak, że lekarz rozkaże kobiecie wstać i razem z kroplówką na stojaku wyśle ją na korytarz. Nie dlatego, żeby zwolniła miejsce innej rodzącej. Po prostu spokojny spacerek to jeden z lepszych sposobów na rozluźnienie tego, co ma być rozluźnione i rozwarcie tego, co ma być rozwarte. Ty masz służyć ramieniem i podtrzymywać żonę za łokieć, gdy będziecie powoli sunąć po szpitalu. A potem oczywiście odprowadzić ją z powrotem do sali.

Kulminacyjne omdlenie

Najważniejszym momentem porodu będzie oczywiście przecięcie pępowiny. Jeśli lekarz nie będzie miał nic przeciwko, może wręczyć ci nożyczki chirurgiczne. Będziesz miał okazję sam przypieczętować narodziny swego dziecka. O ile nie zemdlejesz z wrażenia.

Dlatego właśnie niektórzy bardziej wrażliwi ojcowie, by oszczędzić sobie kompromitacji, a pielęgniarkom konieczności cucenia ich na sali porodowej, wolą spokojnie poczekać na szpitalnym korytarzu. Choć słowo spokojnie może nie jest tu najwłaściwsze. Tak naprawdę siedzenie na twardym krzesełku i wsłuchiwanie się w krzyki rodzących kobiet wymaga naprawdę mocnych nerwów. A trzeba pamiętać, że porody potrafią ciągnąć się godzinami. W tej sytuacji lepiej chyba wziąć głęboki wdech, założyć jednorazowy fartuch ochronny i odważnie wkroczyć do akcji.

Osobną sprawą jest poród przez cesarskie cięcie. Tu niewiele zdziałasz. Nawet choćbyś skończył kurs położnictwa i chciał pomóc, nie spodziewaj się, że ktoś wpuści cię na salę operacyjną. Bo "cesarka" jest niczym innym jak operacją i żaden lekarz nie zaryzykuje w tej sytuacji obecności ojca jako widza. Bezwarunkowo będziesz musiał poczekać na korytarzu. Na pocieszenie dodam, że o wiele krócej niż w przypadku klasycznego porodu. Zanim zdążysz porządnie się zdenerwować, będziesz musiał uruchomić kamerę, żeby uwiecznić, jak pielęgniarki myją i ważą twoje nowo narodzone dziecko.

Tematy: poród naturalny

Komentarze