Rady położnej na czas porodu

Ocena: 4.05/5 Głosów: 16
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Podziwiam tę niezwykłą siłę kobiet, kiedy same są w stanie urodzić, a moja rola polega wtedy na nadstawieniu rąk, żeby dziecko miało miękkie lądowanie - rozmowa z Magdaleną Witkiewicz, położną ze Szpitala Św. Zofii w Warszawie.

Magdalena Drab: Krew, ból, krzyki… Spotyka się Pani z tym na co dzień, a jednak praca położnej sprawia radość i daje satysfakcję.

Magdalena Witkiewicz: Praca położnej nie byłaby taka przyjemna, gdyby nie efekt końcowy. Tak to jest, że jeśli jakieś zmagania kończą się wielką radością, triumfem, sukcesem, to jest to przyjemne. To właśnie ten efekt końcowy, pojawienie się na świecie dziecka, powoduje, że czerpię radość ze swojej pracy. Im większa też jest radość kobiety i im bardziej ona ją okazuje, tym większy widzę w tym wszystkim sens.

Na to, co jest po drodze, czyli na ten ból i krew, również można patrzeć jak na coś dobrego, jeśli rozumie się funkcję tego bólu. Czasem nawet jak kobietę bardziej boli, to ja się cieszę, bo dla mnie to znak, że poród idzie do przodu i prawidłowo postępuje. Krzyk jest dla mnie czymś bardzo pozytywnym, bo wyzwala energię w kobiecie, uwalnia ją od napięcia.

Przyjmuje Pani porody od lat. Czy to może stać się rutyną?

To w dużej mierze zależy od sposobu przeżywania porodu przez rodziców. Ich entuzjastyczne reakcje zwykle nam się udzielają. Im bardziej oni się cieszą, tym większa też nasza radość. Jest tylko jedna rzecz, która przeszkadza położnej w takim ekstatycznym przeżywaniu porodu - ja cały czas muszę się skupiać na stronie technicznej tego wydarzenia. Mama się cieszy, że właśnie urodziło się dziecko, ale ja drugim okiem zerkam, czy ona nie za bardzo krwawi i czy z maluchem wszystko jest w porządku. Pomimo wielu lat pracy wciąż łatwiej mi się wzruszyć porodem, przy którym tylko asystuję, niż takim, który prowadzę jako główna położna. W tym pierwszym przypadku mogę uwolnić emocje, zamiast dzielić uwagę między uczucia a stronę medyczną porodu.

Co łączy kobiety, których porody Pani przyjmuje? Czy wszystkie reagują podobnie na ból, zmęczenie, wreszcie - na nowonarodzone dziecko? Czy zdarzają się nietypowe reakcje?

Oczywiście, kobiety reagują różnie. To zależy i od poziomu zmęczenia, i od przebiegu porodu, i od tego, czy był to poród fizjologiczny, czy pod wpływem środków znieczulających, długi czy krótki. Są także kobiety, które w miejscu publicznym, jakim jest szpital, nie pozwolą sobie na uwalnianie emocji, inne z kolei bywają bardzo ekspresywne.

Czy zdarza się Pani, rodzącej albo towarzyszącym jej osobom rozładowywać napięcie w jakiś nietypowy sposób? Czy w czasie porodu bywa śmiesznie?

Tak, zdecydowanie. Poród jest takim wydarzeniem, które uwalnia najbardziej prymitywne instynkty i zachowania, to proces szalenie instynktowny. Niemniej jednak człowiek jest istotą rozumną i zdarza się tak, że te dwie sfery się podczas porodu kłócą ze sobą. Kobieta ma poczucie, że powinna zachowywać się bardziej racjonalnie, kontrolować sytuację, ale nagle przychodzi skurcz i wtedy ujawnia się ta zwierzęca część jej osobowości. To bywa naprawdę zabawne, jeśli naprzemiennie z tych samych ust padają i wzniosłe modlitwy do Boga, i najprostsze bluzgi. Ciekawe są też sytuacje, kiedy kobieta nie jest już w stanie niczego udawać, zakładać żadnych masek, bo ten ból ją już z tego odarł, to wtedy mówi bardzo prawdziwe rzeczy, które wypowiadane w miejscu publicznym i do obcej osoby są poruszające czy po prostu zabawne.

Czy poleca Pani poród w wodzie? Czy to prawda, że w wodzie łatwiej urodzić bez bólu i obrażeń krocza?

Faktycznie jest tak, że jeżeli człowiek nie ma żadnych fobii związanych z wodą, to w tej wodzie najczęściej się rozluźnia. I to duży profit dla porodu, bo większe napięcie oznacza też większy ból, więc jeśli woda nas rozluźni, ból również zmaleje. Ale nie można oczekiwać, że poród w wodzie nie będzie bolał, nie jest tak, że skurcz porodowy w wodzie nie boli. On boli. Natomiast podczas przerwy między skurczami zdecydowanie łatwiej rozluźnić się w wodzie, więcej się wtedy wydziela endorfin, które uśmierzają ból. Są kobiety, które szalenie lubią wodę i rzeczywiście jakiś czas w niej spędzają, ale już na sam finał wychodzą, bo np. jest im gorąco albo źle z innego powodu, potrzebują się bardziej ruszać.

A więc warto wcześniej pomyśleć o tym, żeby podczas porodu mieć dostęp do wody.

Poród w wodzie to nie jest coś, co można sobie zaplanować. Mam tu na myśli poród, który odbywa się w wodzie do końca, czyli dziecko rodzi się do wody. Praktyką wielu szpitali jest, że kobieta może skorzystać z tzw. imersji wodnej w pierwszej fazie porodu, czyli wchodzi do tej wody i wychodzi. Ale już urodzić do wody można tylko pod warunkiem, że poród przebiega fizjologicznie, nie ma żadnych zaburzeń w tętnie dziecka, noworodek nie jest zbyt duży, wody płodowe mają odpowiedni kolor, czyli wszystko jest w porządku i zakładamy, że nie będzie potrzebna medyczna interwencja, chociażby nacięcie krocza. Wtedy można sobie na taki poród pozwolić. Ale my przecież wcześniej nie wiemy, jak ten poród będzie wyglądał, więc trudno to zaplanować. Jeśli kobieta myśli o takiej formie porodu, to warto wybrać szpital, w którym istnieje taka możliwość. Trzeba na to jednak patrzeć jak na możliwość, a nie gwarancję, że urodzi się w wodzie.

A co z porodem w domu? Czy to bezpieczne rozwiązanie?

Poród w domu jest możliwy, ale to również powinien być poród, który ma szansę przebiegać fizjologicznie. Jeśli ktoś chce rodzić w domu, to przede wszystkim powinien się skontaktować z położną, która przyjmuje takie porody, żeby mogła ocenić, czy nie ma żadnych przeciwwskazań medycznych. To musi być absolutnie zdrowa kobieta, z dobrymi wynikami badań, z dobrą oceną USG i masy dziecka, ciąża musi przebiegać bez żadnych zastrzeżeń. Taką wnikliwą analizę przeprowadza zwykle położna. My oczywiście nie jesteśmy w stanie wykluczyć wszystkich powikłań, bo to, że ciąża przebiegała prawidłowo, nie oznacza, że poród też tak będzie przebiegał. Poród w domu traktujemy jak próbę: zaczynamy rodzić w domu i jeśli wszystko jest w porządku, to ten poród jest w domu kontynuowany.

Ale jednak to może być niebezpieczne. W razie czego trzeba zdążyć do szpitala.

Rzeczywiście, wiąże się z tym jakieś ryzyko, tak jak i z innymi aktywnościami życiowymi. To podobnie jak w sytuacji, w której wychodzimy rano z domu, ale nikt z nas nie zakłada, że dziś będzie miał wypadek samochodowy. Z porodem w domu jest tak samo. Zakładamy, że nic złego się nie wydarzy, ale może się okazać, że poród będzie wymagał interwencji medycznej i konieczny stanie się transfer do szpitala. Ale tak jest w większości przypadków: przecież każdy poród zaczyna się w domu, tylko w którymś momencie podejmujemy decyzję, że jedziemy do szpitala. Najgorzej jest w sytuacjach nagłych, kiedy potrzebne jest szybkie działanie. Położna, oprócz drobnej walizki i dwóch rąk, nie ma specjalistycznego sprzętu. Jednak te nagłe przypadki zdarzają się niezwykle rzadko.

Czyli nic, tylko rodzić w domu?

Tak, ale to wszystko zależy od poczucia bezpieczeństwa kobiety. Jeśli ona dobrze i bezpiecznie czuje się w swoim mieszkaniu, to jest to na pewno dobry pomysł. Pamiętajmy też, że czasem swobodnie czujemy się tylko u siebie w domu, szpital może nas mocno ograniczać.  Ale kobieta może też czuć się bardziej komfortowo, jeżeli za ścianą ma blok operacyjny i cały zespół ludzi gotowych jej w każdej chwili pomóc.

Czy ból porodowy jest potrzebny? Czy zna Pani przypadki, kiedy znieczulenie działało na niekorzyść, utrudniało sprawny przebieg porodu?

Ból porodowy jest potrzebny, ma specjalną funkcję do spełnienia, chociaż w odczuciu kobiety jest nieprzyjemny. Ale to właśnie dzięki bólowi w organizmie i matki, i dziecka wydzielają się specjalne substancje, m.in. adrenalina, która jest niezwykle pomocna. Ktoś kiedyś powiedział, że poród to wysiłek porównywalny do wysiłku maratończyka. Proszę więc sobie wyobrazić kobietę, która wcześniej nie uprawiała w ogóle sportu i która ma się zmierzyć z tym zadaniem. I naprawdę, nawet gimnastyka rozpoczęta w czasie ciąży niewiele zmieni, bo nie uczyni z niej wyczynowca. Ta niezwykła siła kobiety jest stymulowana biochemicznie. Dlatego matka, która nie spała i nie jadła przez 24 godziny, jest potem w stanie wypchnąć z siebie duże dziecko. Poza tym, kiedy kobieta doświadcza bólu, to w jej organizmie jest o wiele więcej endorfin, czyli substancji, które pozwalają przeżyć ten ból bez traumy. Co ważne, endorfiny są też odpowiedzialne za tworzenie się więzi z dzieckiem, ich wyrzut jest największy w pierwszych minutach po porodzie. Jeśli odbierzemy sobie w porodzie ból, to zaczną się zupełnie inne procesy hormonalne.

A więc znieczulenie może przeszkadzać.

Tak, chociaż nie mogę powiedzieć, że znieczulenie jest absolutnie złe. Zdarzają się porody tak trudne, że uśmierzenie bólu jest niezbędne. Tak się dzieje np. wtedy, gdy w kobiecie jest ogromne napięcie i przez to poród nie postępuje - wówczas znieczulenie przynosi korzyści. Bo przecież nie chodzi o to, żeby tak zmaltretować kobietę, by zostały jej z tego wydarzenia jakieś traumatyczne wspomnienia. Ale jeżeli poród przebiega normalnie, to szkoda go zaburzać taką interwencją jak znieczulenie, bo zakłócamy wtedy całą tę grę hormonalną, która ma sens.

Jakie znaczenie dla sprawnego przebiegu porodu ma nastawienie psychiczne kobiety?

Ogromne. Jeśli kobieta jest nastawiona pozytywnie, to jest w stanie akceptować to wszystko, co będzie się z nią działo. Nawet jeśli w mojej ocenie poród jest trudny, np. ze względu na warunki anatomiczne rodzącej, a kobieta jest dobrze nastawiona, to nie odbierze tego i nie zapamięta jako wydarzenia traumatycznego. Niejednokrotnie się o tym przekonałam. Kiedy np. ja myślałam sobie po porodzie: "ojej, jak ta kobieta się strasznie wymęczyła", to ona tymczasem była cała w skowronkach. Może też być odwrotnie: poród z mojego punktu widzenia łatwy kobieta źle nastawiona odbiera jako coś okropnego. Kluczowe jest podejście do macierzyństwa i do własnej fizjologii. Dobrze też, jeśli się pamięta, co nas czeka na końcu tego wydarzenia.

Co dla Pani oznacza pojęcie "dobry poród"?

Dla mnie to przede wszystkim poród, który odbywa się siłami kobiety. Moim zadaniem jako położnej jest ocalenie tej fizjologii, więc jeśli widzę poród, który może się od początku do końca odbywać bez pomocy medycznej, to staram się, żeby właśnie taki był. Podziwiam tę niezwykłą siłę kobiet, kiedy same są w stanie urodzić, a moja rola polega tylko na wsparciu psychicznym i nadstawieniu rąk, żeby dziecko miało miękkie lądowanie. To właśnie jest dobry poród.

Dziekuję za rozmowę.

Przeczytaj II część wywiadu z położną, Magdaleną Witkiewicz - o porodach rodzinnych i o tym, jak zachowują się mężczyźni, gdy ich partnerka rodzi

mwitkiewicz-cz.1

Magdalena Witkiewicz jest położną od 14 lat, obecnie pracuje w warszawskim szpitalu Św. Zofii, przygotowuje też pary do porodu w szkole rodzenia.

Tematy: poród naturalny, poród w domu, poród w wodzie, ból porodowy, położna, wywiad, Magdalena Witkiewicz

Komentarze