Jak naprawdę wygląda poród w domu?

Ocena: 4.36/5 Głosów: 21
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Podczas porodu domowego sama jesteś sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Fot. Shutterstock
Podczas porodu domowego sama jesteś sobie sterem, żeglarzem i okrętem.

- Położna przyjmująca porody domowe jest w stanie naciąć krocze niemal w każdym miejscu i każdej pozycji. Nie potrzebujemy też do tego lamp świecących prosto w krocze. Możemy przyjąć poród niemal w każdych warunkach, więc kobieta może sobie wybrać, gdzie chce rodzić. Jest u siebie. To ważne, bo nie wszystkie kobiety są w stanie poczuć się swobodnie w obcej przestrzeni. Ja na przykład przez wiele lat nie byłam w stanie usiąść na sedesie nigdzie poza własną toaletą. A pamiętaj, że odczucia towarzyszące rodzeniu dziecka przypominają trochę te towarzyszące oddawaniu stolca. Naturalną reakcją rodzącej jest więc chęć siedzenia na sedesie. W domu mogłam sobie na to pozwolić. W szpitalu byłoby to dla mnie trudne. Rodząc w domu, możesz też jeść.

- Jedzenie w czasie porodu nie jest niebezpieczne?

- Nie. Pod warunkiem, że wszystko przebiega dobrze. Zresztą w niektórych szpitalach podczas porodów niskiego ryzyka, też można jeść lekkostrawne posiłki.

- Ale w niektórych jest całkowity zakaz.

- Tak. Ze względu na to, że w razie podania znieczulenia ogólnego, które jest stosowane w bardzo rzadkich przypadkach podczas cesarskiego cięcia, kobieta mogłaby się zachłysnąć treścią żołądkową.

- Co wolno jeść w czasie porodu? Jeśli miałabym na przykład ochotę na schabowego z frytkami to mogę?

- Teoretycznie tak, ale mało prawdopodobne byś miała na niego ochotę. Kobiety intuicyjnie wybierają lekkostrawne posiłki.

- A co ty jadłaś?

- W czasie pierwszego porodu - tarte jabłko. W czasie drugiego - pierożki. Można też popijać tzw. zupkę mocy.

- ?

- To wzmacniający wywar z warzyw, który pomaga dojść do siebie tuż po urodzeniu dziecka. Ale można go pić jeszcze w trakcie porodu.

- Jak go przygotować?

- Wrzucasz do wody dużo warzyw. Mogą być wszystkie poza kapustą czyli np. pietruszka, por, ziemniaki, marchewka i koniecznie buraki. Bez buraków nie ma zupki mocy. To powinno się pyrkać przez co najmniej 6 godzin. Potem wyrzucasz warzywa i zostaje wywar do picia. Możesz go doprawić imbirem, czosnkiem lub sosem sojowym Jeśli jesteś bardzo zmęczona, jest ci zimno, a nie chcesz jeść, bo np. wymiotujesz, to ten wywar doda ci energii. Przygotowanie zupki trochę trwa, więc zwykle od razu po przyjeździe do porodu zachęcamy partnera do gotowania.

- A on nie powinien być przy rodzącej? Czy przy porodach domowych jego uczestnictwo nie jest obowiązkowe?

- Nie jest. Nie podoba mi się ta presja, że teraz trzeba koniecznie rodzić razem. Myślę, że babskie porody mają zupełnie inną jakość. Wiele kobiet blokuje się przy mężczyznach. Poza tym nie wszyscy mężczyźni potrafią uczestniczyć w porodzie. Jedni są zbyt troskliwi, inni z kolei - bierni.

- A twój mąż był przy porodzie?

- Był w domu, ale pierwszy poród prawie w całości przespał. To był czas, kiedy miał dyżury nocne. Pamiętam, że kiedy w nocy nasiliły się skurcze, to cały czas coś do mnie mówił. Powiedziałam, że przez to jeszcze bardziej mnie boli, więc może spokojnie pójść spać. Koniec końców on spał w łóżku, obok którego ja rodziłam. Obudził się po czterech godzinach, gdy byłam w drugiej fazie porodu. Ja go zupełnie nie potrzebowałam - ani jego dotyku, ani słowa, ani masażu. Byłam jak kot, który chce się zaszyć w ciemnej dziurze. Nawet moja położna przez większość czasu była w drugim pokoju. Tylko od czasu do czasu przychodziła, słuchała tętna i sprawdzała, czy wszystko jest w porządku. Podczas drugiego porodu Michał też występował głównie w roli kelnera donoszącego kawy i herbaty.

- Łatwiej się rodzi, będąc położną?

- Nie mam porównania (śmiech). Na pewno miałam ten luksus, że od dawna znałam położne, z którymi rodziłam. Były moimi koleżankami. Jedna nawet swego czasu wprowadzała mnie na salę porodową. Widziałam jak pracuje i wiedziałam, że jestem w najlepszych rękach. Ale do swoich doświadczeń zawodowych świadomie odwołałam się tylko raz. To było w drugiej fazie, kiedy marzyłam, żeby już było po wszystkim. Wtedy usłyszałam "nie przyj" i ostatkiem sił się do tego zastosowałam. Tylko dlatego, że pamiętałam, jak to wygląda z drugiej strony. Wiedziałam, że parcie w takiej sytuacji może doprowadzić do większych obrażeń krocza. Poza tym w ogóle nie funkcjonowałam jako położna. Czułam się łódka, targana falami przez morze.

- Jak na te szaleństwa zareagowali sąsiedzi? Uprzedziłaś ich?

- Nie, ale ja cicho rodzę.

- Ale przed pierwszym porodem tego nie wiedziałaś.

- No fakt. Jakoś zupełnie o tym nie pomyślałam. Na szczęście obyło się bez problemów. Teraz myślę, że warto uprzedzić sąsiadów. Słyszałam o tym, że kiedyś w czasie porodu domowego, wkroczyła policja, wezwana przez sąsiadów. Położna musiała się tłumaczyć, wylegitymować, pokazać swoje prawo wykonywania zawodu, a w tym czasie kobieta sama rodziła. Na dodatek policjanci wezwali pogotowie. Więc potem trzeba było tłumaczyć tym panom z karetki "nie, dziękujemy, poradzimy sobie". Bardzo stresująca sytuacja. Dlatego spodobał mi się pomysł pewnej pary - mieszkańców wysokiego bloku, w którym każdy dźwięk strasznie się niósł. Powrzucali do każdej skrzynki zawiadomienie: "jesteśmy sąsiadami spod numeru.., zamierzamy rodzić w domu, przepraszamy za ewentualne niedogodności i hałasy." Kiedy urodził się synek, powiesili na klamkach miłe drobiazgi i zdjęcia noworodka. Potem znaleźli na wycieraczce małe prezenty.

- Nie bałaś się rodzić w domu?

 

Czytaj dalej na następnej stronie: jak naprawdę wygląda poród w domu?

Tematy: Poród, poród naturalny, poród w domu, położna, poród drogami natury, poród domowy

Komentarze