Szkoły nie przyjmują chorych dzieci
Tłumaczenie zawsze jest jedno - nie możemy przyjąć dziecka, bo
nie mamy na terenie szkoły lekarza, który będzie mógł pomóc w razie
ataku choroby. Coraz więcej rodziców słyszy takie wymówki przy
zapisywaniu dziecka do szkoły - czytamy w "Przekroju". Dyrektorzy
zmuszają również rodziców do podpisywanie oświadczeń, że nie
wyciągną konsekwencji wobec szkoły, jeśli uczeń w czasie lekcji
dostanie na przykład napadu astmy. W efekcie wiele dzieci z cukrzycą, astmą czy padaczką trafia
do placówek specjalnych.
Takie praktyki oburzają rzecznika praw dziecka. Jak przyznaje w
rozmowie z "Przekrojem", tylko w zeszłym roku miał 60 interwencji w
sprawie przyjęcia do szkoły dziecka chorego na cukrzycę. Problemem
dla szkół są również uczniowie z nowotworem czy HIV. "Jeśli dzieci
mają problem z przyjęciem do szkoły, a rodzice są straszeni
odesłaniem dziecka do placówki integracyjnej, powinni zwrócić się
do mnie" - podkreśla Marek Michalak.
Choć nie jest tajemnicą, że opieka lekarska w szkołach szwankuje,
że w zaledwie połowie placówek w Polsce są pielęgniarki i
higienistki, widać jednak światełko w tunelu. "Apelowałem w tej
sprawie do minister Ewy Kopacz i ministra do spraw przeciwdziałania
wykluczeniu, Bartosza Arłukowicza, i otrzymałem obietnicę, że na
początek do wszystkich szkół wrócą pielęgniarki" - przyznaje
rzecznik praw dziecka.


















Komentarze