Siła plotki, czyli o fenomenie celebrytów
Dawnymi czasy, by zasłużyć na miano "gwiazdy", trzeba było
nieźle się napracować - dotrzeć z zupełnie nową muzyką do młodych
ludzi na całym świecie (jak The Beatles), stworzyć niezapomnianą
kreację aktorską w filmie (jak Greta Garbo) albo w teatrze (jak
Helena Modrzejewska). Trzeba było mieć klasę i styl, znać się na
wykonywanym fachu i samą siłą swojej osobowości porywać
tłumy.
Wystarczy być
Dziś, aby stać się "gwiazdą" wystarczy znacznie mniej -
wykonanie tańca na lodzie, udział w reality show, w ostateczności -
ładna twarz plus znani krewni. Pół biedy, gdy osoba zwana "gwiazdą"
ma jakieś - śladowe przynajmniej - umiejętności. Jest piosenkarzem
i śpiewa (niechby i z playbacku), jest aktorem i gra (niechby i w
serialu). Jednak bywa i tak, że "gwiazda" to ktoś, kto nie robi
nic. Po prostu jest. Oczywiście, nie byle gdzie. Jest tam, gdzie
należy bywać i gdzie są szanse natknięcia się na kamerę lub
obiektyw. Tam, gdzie błyskają flesze, pojawiają się paparazzi oraz
inne osoby, znane głównie z tego, że są znane. Czyli
celebryci.
"Celebryta" (od angielskiego "celebrity") to ktoś powszechnie
rozpoznawalny. Ktoś, czyją twarz można zobaczyć w telewizji, w
kolorowym czasopiśmie, wreszcie - na internetowych portalach
plotkarskich. Polskie odpowiedniki Paris Hilton (najsłynniejszej
światowej celebrytki) trudno zliczyć, zwłaszcza, że pomniejsze
nazwiska zmieniają się jak w kalejdoskopie. Prym wiodą aktorzy
serialowi, wokaliści i uczestnicy teleturniejów w rodzaju "Tańca z
gwiazdami" - Anna Mucha i Natasza Urbańska, Małgorzata Foremniak,
Edyta Herbuś, Paweł Małaszyński i bracia Mroczek. Na topie
niezmiennie utrzymuje się znana z ciętego języka Dorota Rabczewska
vel Doda, nieco mniej dziś słychać o Michale Wiśniewskim i
Mandarynie. Był boom na Jolę Rutowicz (zjawisko samo w sobie i
modelowy przykład celebryty), przez pewien czas nieźle trzymały się
dzieci polityków - Maria Wiktoria Wałęsa, Weronika Rosati i Ola
Kwaśniewska. Wśród panów mocną pozycję wciąż zajmują Tomasz Jacyków
czy Krzysztof Ibisz.
Ich życie - stale lub okazjonalnie, na różne sposoby - śledzi
niemal trzy czwarte Polaków.
Bliski z ekranu
"Fenomen celebrytów - mówił "Wysokim Obcasom" dr Mirosław
Filiciak, medioznawca ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej -
jest związany z tym, że nie są oni gwiazdami w starym stylu,
ludźmi, którzy dzięki talentowi i własnej pracy powoli osiągali
cel, tylko są tacy jak my. Dzięki szczęściu, czasem przypadkowi
zostali kimś".
Może właśnie dlatego tak chętnie o nich plotkujemy - dzięki
telewizji "gwiazdy" są częstymi gośćmi w naszych domach. Aktorów
serialowych widzimy niemal codziennie, niecierpliwie czekamy na
występ naszego faworyta w teleturnieju… Do niektórych postaci z
ekranu czujemy żywą sympatię, do innych - wręcz przeciwnie. W
ekstremalnych przypadkach bywa i tak, że - dzięki swojej stałej
obecności w naszym życiu - celebryci zastępują nam bliskich.
Świadomość, że wcale tak bardzo się od nas nie różnią (nie są
autorytetami czy obiektem podziwu, raczej "zwykłymi ludźmi", tyle
że znanymi z ekranu), skraca dystans i sprzyja familiarnemu
traktowaniu. Mamy potrzebę plotkowania o celebrytach tak, jak o
pozostałych znajomych. Chcemy być na bieżąco, wiedzieć, co słychać
u serialowej Kasi czy Marysi (jak zauważają socjologowie i sami
odtwórcy ról, wiele osób nie do końca rozróżnia fikcyjną postać od
grającego ją aktora).
Charakterystyczne, że mało nas interesuje, jak aktorka pracowała
nad rolą pielęgniarki w serialu, ani skąd wokalista czerpie
inspirację do tekstów piosenek. Ciekawi nas przede wszystkim życie
prywatne celebrytów - wszak, jak zauważają socjologowie, potrzeba
podglądactwa i plotkowania to bardzo powszechna i bardzo ludzka
skłonność. Naprzeciw tym potrzebom wychodzą kolorowe czasopisma
lifestyle'owe, gdzie gwiazdy większe i mniejsze opowiadają o swoim
życiu, zwierzają się z perypetii uczuciowych (śluby, zdrady i
rozwody), zawodowych i zdrowotnych. Wizerunek celebryty w tego typu
prasie jest zazwyczaj uładzony i nieco cukierkowy. Jeśli pojawia
się skandal - to gwiazda jest ofiarą, jeśli nastąpi rozstanie - to
nie z jej winy. Kolorowe czasopisma żyją z ludzkiej potrzeby
plotkowania, ale stanowią zaledwie pożywkę dla prawdziwej plotki.
Ta bowiem zaczyna się w Internecie.
Ciekawość i zazdrość
Z badań wynika, że co trzeci polski internauta przynajmniej raz
zajrzał na Pudelka, Kozaczka, Nocoty.pl czy Ukaraj.pl. Portale
poświęcone plotkom o gwiazdach wystartowały u nas około czterech
lat temu. Dziś mnożą się jak grzyby po deszczu, zyskując coraz
większą popularność. Pozwalają nie tylko (jak w przypadku czasopism
papierowych) dowiadywać się najświeższych plotek, ale także dzielić
się nimi - możliwość dodawania komentarzy przy tekstach jest bez
wątpienia kusząca, zbliża bowiem plotkarstwo internetowe do
realnego (wszak plotkowanie to wymiana - sprawdzonych lub nie -
informacji). W dodatku w sieci plotkować możemy anonimowo, co też
ma znaczenie. Jak zauważa Klaus Thiele-Dohrmannn w "Psychologii
plotki", "zarówno w sferze prywatnej, jak i w środkach masowego
przekazu, plotkę charakteryzuje przyjemność obnażania innych ludzi
i strach przed odkryciem własnej osoby. Chciałoby się widzieć,
samemu nie będąc widzianym". Czytanie i komentowanie artykułów o
gwiazdach daje taką możliwość.
Życie celebrytów wywołuje silne emocje - sympatię lub niechęć,
ciekawość, ale także i zazdrość (będącą - zdaniem niektórych -
głównym motorem plotki). Internet jest medium, które
dodatkowo te emocje - zarówno pozytywne, jak i negatywne -
podkręca.
Dzięki obecnej w większości serwisów magicznej opcji "skomentuj",
o celebrycie może wypowiedzieć się każdy. Anonimowo i nie zawsze
pochlebnie. W sieci bowiem można podzielić się nie tylko plotkami i
ciekawostkami, ale także - niestety - własną frustracją i gniewem.
Wyraźnie widać to tam, gdzie wypowiedzi czytelników nie są
moderowane. Większość komentarzy najpopularniejszych serwisów
plotkarskich nie nadaje się do zacytowania.
"Celebryci zacierają granice pomiędzy światem telewizji a naszym,
a ponieważ my, Polacy, jesteśmy pełni goryczy, to chętnie
sprowadzamy gwiazdy na ziemię" - mówił "Wysokim Obcasom" dr
Mirosław Filiciak.
Pudelek.pl, pionierski serwis, założony przez twórcę portalu
o2.pl, Michała Brańskiego wciąż jest najpopularniejszym portalem
plotkarskim w polskiej sieci. Codziennie pojawiają się tam
najświeższe newsy z życia polskich i zagranicznych celebrytów.
Teksty pochodzą z kilku źródeł. Część piszą (anonimowi)
dziennikarze zatrudnieni przez portal, część to cytaty z tabloidów.
Pozostałych informacji dostarczają sami internauci, zachęcani do
tego przez redaktorów ("Wyślij donos i zdjęcia do Pudelka"!).
Bulling czy ustawka?
Niektórzy sądzą, że gwiazdy - obnażane i oplotkowane - stają się
obiektem "bullingu" ("społecznego znęcania się nad kimś, służącego
wzmacnianiu poczucia własnej wartości").
Inni twierdzą jednak, że ofiary nie są aż tak pokrzywdzone, jakby
się mogło wydawać. Podstawa egzystencji celebryty, jego "być albo
nie być" to istnienie w mediach. Życiowe credo - "nieważne, co o
mnie mówią, byle mówili". Nawet nieprawdziwa informacja to reklama
- wiąże się z przywołaniem nazwiska i utrwaleniem go w umysłach
czytelników. W dodatku - jak twierdzą niektórzy - portale
plotkarskie to także znakomite narzędzie PR-u. Nie tylko czarnego.
Skoro komentarz może napisać każdy, to czemu nie agent "gwiazdy"
lub jej konkurentka? Sami celebryci ochoczo starają się pomagać
szczęściu i osobiście kreują skandale i afery z własnym udziałem.
Dla umocnienia własnej pozycji warto publicznie się z kimś
(najlepiej innym celebrytą) pocałować, zafundować sobie romans
i/lub dziecko, jeśli natomiast zależy nam na "ostrzejszym"
wizerunku - zwymyślać konkurentkę/konkurenta albo pokazać
bieliznę... Niczego nie pozostawia się tu przypadkowi - paparazzi
przyznają, że często odbierają telefony od gwiazd (lub ich
menadżerów) z informacją, gdzie i kiedy należy czatować z aparatem
i mikrofonem, by zrobić "mocne" zdjęcie lub uzyskać szokującą
informację. "Wielu menadżerów, agentów gwiazd potwierdza, że
"ustawki z paparazzi" to już niemalże codzienność" - donosi portal
"Plejada".
Krytyczne czy złośliwe komentarze na portalach to więc - wbrew
pozorom - coś, na co celebryci są znakomicie przygotowani.
Przynajmniej ci prawdziwi.
Celebryci mimo woli
Bywa, jednak i tak, że zarówno portale plotkarskie, jak i ich
czytelnicy obdarzą uwagą kogoś, kto dotąd wcale o to nie zabiegał,
a nawet wolałby tego akurat typu sławy uniknąć. Wystarczy wspomnieć
chociażby historię premiera Marcinkiewicza i jego Isabel -
sensacyjna miłość nawet z polityka zrobi celebrytę. Joanna
Sokolińska, autorka opublikowanego dwa lata temu w "Wysokich
Obcasach" tekstu "Z życia celebrytów", zauważyła (wówczas
słusznie), że "serwisy plotkarskie nie interesują się aktorami
teatralnymi ani znanymi głównie z dużego ekranu - nie sposób
znaleźć newsa w stylu 'Janda dostała mandat' albo 'Olbrychski
pijany w metrze'."
Dziś to już stwierdzenie nie do końca aktualne. Celebrytą mimo
woli stał się znakomity aktor Andrzej Łapicki, dzięki ślubowi z 60
lat młodszą teatrolożką Kamilą Mścichowską.
Nieco mniej "mimo woli" do świata plotek wkroczył aktor Jan
Nowicki (znany m.in. z roli tytułowej w "Wielkim Szu"). Nie obawiał
się nawet konfrontacji z klasykiem gatunku, czyli Jolą Rutowicz.
Wystąpił wspólnie z nią w show Michała Figurskiego i - mimo że sama
celebrytka (podobnie jak znaczna część publiczności) nie
orientowała się za bardzo, z kim ma do czynienia - ze starcia
wyszedł obronną ręką. Niedługo później Nowicki również wziął ślub
(z Małgorzatą Potocką, założycielką warszawskiego teatru rewiowego
Sabat) i postanowił podzielić się swoim szczęściem z kolorowymi
magazynami. Co (wprawdzie na krótko i niezbyt intensywnie) także
przyniosło mu sławę (względnego) celebryty. Łapickiego jednak nie
przeskoczył. Nic dziwnego - różnica wieku między małżonkami nie
była w tym przypadku aż tak drastyczna. A lepiej od ślubów
sprzedają się tylko skandale.



















Komentarze