Zagubieni we współczesności?
Agnieszka Budo
Tramwaj. Samo południe. Na przystanku wtacza się grupka wyrostków 12-16 letnich. Są hałaśliwi, wulgarni, bezczelni. Rozwalają się na siedzeniach.
Zaczepiają młodą dziewczynę, by za chwilę prymitywne odzywki
skierować w stronę starszej kobiety z kotem w koszyku. Wszyscy
pasażerowie milczą jak trusie, uporczywie patrzą w okna, słowem
udają, że nic się nie dzieje. I dopiero, gdy grupka podrywa się
gwałtownie i depcząc po nogach innych wysypuje na kolejnym
przystanku, oddychają z ulgą.
Obrazek II
Ulica w centrum miasta. Godziny przedpołudniowe. Ściany
zewnętrzne sklepu z piwem podpiera grupka małolatów obu płci. Kilka
butelek tego napitku krąży z rąk do rąk, a jego smakosze rozsiadają
się na podmurówce domu oraz łańcuchach oddzielających trotuar od
jezdni. Bezczelnie zaczepiają przechodniów, którzy pospiesznie
umykają na drugą stronę ulicy. W pewnym momencie podstawiają nogę
przechodzącemu uczniakowi z tornistrem na plecach. Malec przewraca
się i wybucha płaczem, wywołując tym szaleńczy ryk śmiechu -
niektórzy z grupy aż pokładają się na ziemi z uciechy. I co? I nic.
Nikt nie reaguje. Tylko właściciel sklepu drży w obawie, czy czasem
małolatom nie przyjdzie ochota zdemolować mu jego własność.
Obrazek III
Toaleta męska w szkole podstawowej. Grupka uczniaków starszych
klas namiętnie zaciąga się petami. Z rozmachem otwierają się drzwi
i wpada malec z pierwszej klasy. Staje jak wryty, oczy robią mu się
okrągłe ze strachu. -No, gnojku, dawaj co masz- krąg wokół niego
zaciska się. Dwóch dryblasów podnosi go do góry, a następnie
przewraca głową w dół i z kieszeni na ziemię wysypuje się cała ich
zawartość. Kilka drobniaków znika w łapie krępego "młodzieńca".
-No, pamiętaj, gęba w kubeł. Wychodzą. Malec kuca na podłodze. Ma
mokre majtki i oczy pełne łez.
Tego typu obrazki moglibyśmy mnożyć bez końca. Już nawet nie
nazywamy prezentowanego w nich zachowania rozwydrzeniem czy
bandytyzmem, gdyż po prostu panicznie się boimy, bombardowani
niemal codziennie wstrząsającymi wiadomościami o "wyczynach" grup
wyrostków lub nastolatek. Brutalna i bezmyślna przemoc, prowadząca
często do zbrodni, paraliżuje nas i obezwładnia. Chowamy głowę w
piasek, co utwierdza tylko zainteresowanych w poczuciu całkowitej
bezkarności. Kółko się zamyka. Słyszymy, że problem przestępczości
wśród nieletnich, w tak szybkim tempie narastający, wymaga już
radykalnych posunięć. Przesuwa się więc wiek odpowiedzialności
karnej. Ale czy to coś da? Drastycznie obniża się przecież wiek
młodocianych przestępców; już 13-14- latki popełniają zbrodnicze
czyny. Obwiniamy za to nieporadny system szkolnictwa, brutalne gry
komputerowe, filmy pokazywane w kinach i w telewizji i Bóg raczy
wiedzieć, co jeszcze, gdyż, jak twierdzą psychologowie, dzieci nie
rodzą się mordercami, złodziejami, bandytami. Takimi się stają. Ich
los kształtują ludzie, z którymi się stykają; przede wszystkim
rodzice i rówieśnicy. W pewnym momencie i w bardzo konkretnych
okolicznościach następuje punkt zwrotny, który sprawia, że dziecko
zaczyna oddalać się, z różnych powodów, od domu rodzinnego i, jak
się to mówi, schodzi na złą drogę. Każdy przypadek jest
indywidualną tragedią, ale największy dramat rozgrywa się wtedy,
gdy nie ma nikogo, kto chciałby się tym zainteresować. I wtedy
dopiero staje się to prawdziwym, realnym zagrożeniem zarówno dla
dziecka, jak też społeczeństwa.
Bohaterowie moich obrazków to jeszcze nie przestępcy. Każde z
tych dzieci lub prawie każde, indywidualnie, w oderwaniu od grupy,
okazuje się być tylko zagubionym dzieciakiem, które pod maską
bezczelności stara się ukryć swe kompleksy i bolączki. Odrzucone
najczęściej przez dom albo mające przynajmniej takie poczucie,
gwałtownie lokuje swą potrzebę więzi emocjonalnej w tej grupie
rówieśniczej, która je zaakceptuje. I jest tej grupie całkowicie
oddane, podporządkowane. Przynależność taka daje bowiem poczucie
pewności i bezpieczeństwa. Całkowitym przypadkiem jest tylko to, do
jak dalece zdemoralizowanej grupy trafi.
Artykuł został wydrukowany z serwisu www.mamazone.pl.