Bariery komunikacyjne
Paulina Kmieć
Stopień w jakim posiedliśmy sztukę komunikowania przesądza o tym, jak wyglądają nasze kontakty z najbliższymi. Mimo najszczerszych chęci porozumienia, proste błędy mogą uniemożliwić dogadanie się. Z czego zbudowane są najpoważniejsze bariery komunikacyjne?
Pojawiają się w rozmowie niejako automatycznie. Ktoś wypowiada
komunikat i nagle rozmowa grzęźnie, staje się trudniejsza, nie
wiedzieć czemu skomplikowana. Bariery komunikacyjne działają
zarówno na osobę, która je wypowiada, jak i na odbiorcę wypowiedzi.
Ten drugi wpadając na barierę, może poczuć się upokorzony,
obrażony, niezrozumiany, osamotniony. Ten, kto barierę postawił,
zaczyna myśleć i czuć zgodnie z tym co właśnie powiedział, na
dodatek negatywnie reaguje na oznaki sprzeciwu, które przed chwilą
sam sprowokował. Tworzy się specyficzna spirala negatywnych
odniesień, maleje szansa na zgodę.
Osądzanie
Wspólną cechą barier pierwszego rodzaju jest osądzanie. Robimy
to na przykład, kiedy kogoś krytykujemy. Na przykład: "Sam sobie
jesteś winien, trzeba się było uczyć". To jedno zdanie wystarczy,
by dziecko przestało rozmawiać, a zaczęło się bronić. Osądzamy
także, nadając etykietki: "głupi", "mądry", "bystry", "siłacz" - są
one potrzebne, bo upraszczają rzeczywistość, jednak ograniczają
nasze myślenie do wąskiego toru skojarzeń, czasem stereotypowych.
Trudno spodziewać się, że ktoś, kto w tej chwili jest
"spryciarzem", za minutę będzie miał z czymś duży problem. Do
barier oceniających zaliczamy także stawianie diagnozy. Mówimy:
"Jesteś nastawiony pesymistycznie", "Masz podejście roszczeniowe".
Co może zrobić dziecko, słysząc taki komunikat? Praktycznie
niewiele, tym bardziej, że wypowiadając tego rodzaju osąd, po
chwili jesteśmy przekonani, że jest całkowicie słuszny.
Dawanie rozwiązań
Kolejna grupa barier komunikacyjnych wiąże się z sugerowaniem
rozmówcy gotowych rozwiązań. Tutaj wymienić możemy: rozkazywanie
("Nigdzie nie wyjdziesz, bo ja tak mówię"), moralizowanie
(wszystkie zdania w których używamy słowa "powinieneś", "powinno
się"), stawianie rozmówcy zbyt wielu lub niewłaściwych pytań.
Zarzucenie pytaniami to niezwykle subtelny i ciekawy sposób na
zakończenie komunikacji. Równie podstępne jest dawanie rad. Na ogół
jest ono obrażaniem inteligencji rozmówcy, bo doradzający zazwyczaj
nie zna istoty problemu, więc z jego perspektywy wygląda on prosto
i łatwo mu podsuwać gotowe rozwiązania. Odbiorca takiej porady może
mieć wrażenie, że traktuje się go jak głupka, który nie potrafi
rozwiązać prostego problemu.
Unikanie
Wspólnym mianownikiem trzeciego rodzaju barier komunikacyjnych
jest unikanie udziału w problemach dziecka. Robimy to na przykład,
uspokajając. Kiedy dziecko stwierdza, że jest głupie albo że nie
poradzi sobie z klasówką, mówimy "nie będzie tak źle" albo
"wszystko będzie dobrze", czyli w rzeczywistości odsuwamy od siebie
jego problem. Robimy to, kiedy tak na prawdę nie chce nam się
wysilić, aby mu pomóc.
Unikaniem udziału jest również odwracanie uwagi od problemu oraz
logiczne argumentowanie. To ostatnie pozwala odsunąć się na dystans
od spraw naszej pociechy, budzi w niej jednak złość, poczucie
zlekceważenia i niezrozumienia.
Niestety, zwrócenie naszemu rozmówcy uwagi, że zastosował
barierę komunikacyjną, to stawianie diagnozy, czyli kolejna
bariera. Najlepiej po prostu słuchać. Amerykański psycholog i
terapeuta, Carl Rogers, tłumaczył, że słuchanie to nie tylko
patrzenie komuś w oczy i potakiwanie w odpowiednich momentach. Do
tego, by dobrze słuchać, potrzebna jest wyobraźnia. Słuchanie
polega bowiem na "słyszeniu dźwięków i wczuwaniu się w kształt
wewnętrznego świata drugiej osoby". Ważne są przy tym nie tylko
jego słowa, ale także wyraz twarzy, postawa. Choć to wydaje się
banalne - słuchając dzieci, musimy za każdym razem pamiętać o tym,
że nie wiemy, co mają nam do powiedzenia. Nawet jeśli w pierwszej
chwili wydaje się nam to oczywiste.
Artykuł został wydrukowany z serwisu www.mamazone.pl.