O tych porodach się mówi

Ocena: 5.00/5 Głosów: 1
Ta treść była już przez Ciebie oceniana!

Narodziny dziecka w hipnozie, poród lotosowy, orgazm w czasie akcji porodowej i inne „modyfikacje” klasycznych narodzin

Zwolennicy porodu lotosowego twierdzą, że oszczędza on dziecku traumy związanej z przecięciem pępowiny. Fot. Shutterstock
Zwolennicy porodu lotosowego twierdzą, że oszczędza on dziecku traumy związanej z przecięciem pępowiny.

Przebieg porodu i to, co się z nim bezpośrednio wiąże, zostało precyzyjnie zaplanowane przez naturę. Wydawać by się mogło, że niewiele mamy już tutaj do powiedzenia. A jednak wciąż słyszymy o nowościach w "dziedzinie rodzenia" - zarówno tych firmowanych przez medyczne autorytety, jak również tych, spoza głównego nurtu. Oto 5 rodzajów porodu, których nazwy pewnie ostatnio obiły ci się o uszy.  Pora więc wytłumaczyć, na czym polegają.

Uwaga. Nie oceniamy poszczególnych pomysłów, nie polecamy i nie odradzamy, a jedynie wyjaśniamy, o co w nich chodzi.

Poród lotosowy

W Polsce dopiero w ostatnich latach zaczęło się robić o nim głośniej. Ale tak naprawdę nie jest to zajwisko ani nowoczesne ani nowe. Pierwszy poród lotosowy odbył się w jeszcze w 1974 roku. Jego bohaterami była mama - Clair Lotus Day oraz synek - Trimurti. Poród przebiegał naturalnie, z asystą położnika, ale tuż po narodzinach Trimurti nie przecięto pępowiny. Co więcej - kiedy noworodek opuszczał szpital, wciąż jeszcze był połączony z łożyskiem.

Dlaczego? Jego matka uważała się za jasnowidzkę i twierdziła, że widzi cierpienie, którego doświadczają maluchy w chwili przecinania pępowiny. Na początku jej głównym argumentem była owa wizja. Potem Clair zaczęła interesować się tym, jak przebiega poród u zwierząt. Szczególnie zainteresowały ją małe szympansy, które po narodzinach nie są odłączone od łożyska, lecz tracą je dopiero wtedy, gdy samo odpadnie. Clair przeprowadziła więc wiele rozmów z lekarzami, by dociec, dlaczego przy naszych porodach musimy przecinać pępowinę. Słyszała przede wszystkim, że jest to niezbędne ze względów higienicznych. Widać ten argument nie trafił jej do przekonania, bo stwierdziła, że ona nie pozwoli swoim dzieciom na cierpienia związane z odcięciem pępowiny. W rezultacie jej synek Trimurti "stracił" łożysko kilka dni po przybyciu do domu. Uznawany jest za pierwsze dziecko lotosowe. Potem narodziło się jeszcze wiele tysięcy małych lotosów, głównie w Australii i Nowej Zelandii. Powstało wiele książek na temat tego typu porodów. W Polsce najpopularniejszą jest: "Narodziny w nowym świetle. Lotosowy poród" Shivam Rachana (wydawnictwo Ravi).

Zwolennicy porodu lotosowego podkreślają, że daje on dziecku szanse na łagodne przestawienie się z życia płodowego na funkcjonowanie poza organizmem matki. To, według nich, oszczędza noworodkom traumy i pozwala rosnąć spokojnie i zdrowo. Łożysko, po umyciu wodą, usunięciu skrzepów krwi i osuszeniu, naciera się specjalną solą, okrywa przewiewnym materiałem i przechowuje w specjalnej torbie. Odpada samo po 3-10 dniach od porodu, a pępowina sama zasycha. Pępek pielęgnuje się tak samo jak ten, który zostaje po przecięciu pępowiny.

Choć w prawie polskim nie ma zakazu przeprowadzania porodu lotosowego, zainteresowane nim mamy muszą szukać szpitali, lekarzy i położnych, którzy zgodzą się na przeprowadzenie tego typu porodu. Mogą bowiem spotkać się z dużym sprzeciwem ze strony lekarzy, którzy często stoją na stanowisku, że pozostawienie pępowiny i łożyska w połączeniu z dzieckiem sprzyja infekcjom, które mogą nawet zagrażać życiu noworodka.

Sprawdź, jak wygląda poród z perspektywy dziecka

Poród orgazmiczny

Co powiesz na poród w przytulnej sali, z przydymionym światłem, relaksującą muzyką i w towarzystwie partnera oraz bardzo dyskretnej położnej? Zamiast twoich krzyków słychać by było twoje westchnięcia z rozkoszy?

Nie, nie robimy sobie z ciebie żartów, lecz prezentujemy wizję porodu z orgazmem, który robi furorę za oceanem i znajduje coraz więcej zwolenniczek także w Europie. Moda na orgazmiczny poród przyszła kilka lat temu wraz z filmem "Orgasmic birth" ("Poród z rozkoszą", reżyserowany przez Debrę Bonaro-Pascali) i książką na ten temat. W Internecie można znaleźć też wiele wideoinstruktaży z nim związanych.

Idea porodów z orgazmem narodziła się z przekonania, że poród powinien być wydarzeniem, które ukoronuje kobiecą seksualność. Dlatego ma być przyjemny, a nawet dostarczać doznań seksualnych, w tym orgazmu. Zwolennicy tego porodu przekonują, że tak właśnie chce natura, która zalewa rodzącą oksytocyną - hormonem, który nie tylko wzmaga skurcze porodowe, ale także doznania seksualne podczas uprawiania miłości. Natura funduje rodzącej także zastrzyk z endorfin - tych samych "hormonów szczęścia", które w dużej ilości produkowane są podczas orgazmu. Dodatkowo zwolenniczki porodu orgazmicznego twierdzą, że przesuwanie się dziecka w kanale rodnym może pobudzać seksualnie, a samo parcie porównują do miniorgazmów. Bliskość partnera, który dodatkowo może stymulować piersi rodzącej, by pobudzić wydzielanie oksytocyny, daje rodzącej poczucie bezpieczeństwa. Kobieta przybiera wygodne pozycje i może lekko kołysać ciałem, jak podczas seksu, by usprawnić akcję porodową. Wszystko ma służyć temu, by narodzinom dziecka towarzyszył relaks, spokój, zaś chwila powitania maleństwa na świecie była niemalże chwilą ekstazy i pod każdym względem zasługiwała na miano najpiękniejszej chwili w życiu kobiety.

Czytaj dalej na następnej stronie: O tych porodach się mówi

Tematy: Poród, poród naturalny, ból porodowy

Komentarze